Wydaje mi się, że szybko dodaje rozdziały, no ale staram się jak mogę. Tym razem dodam ten rozdział wcześniej niż o 23 haha, bo nie mam pojęcia kiedy będzie następny za co z góry przepraszam:)
WYBACZCIE MI JAKIEKOLWIEK BŁĘDY, ALE MAM OKROPNY BÓL GŁOWY.
miłęgo czytania! x.
- Ej, Kim, obudź się, słyszysz? Już nie śpij, mała. Usłyszałam męski głos, na dodatek dobrze mi znany jakby zza mgły. Chciałam otworzyć oczy, ale myślałam, że jakaś dziwna siła mi na to nie pozwala. Ale pamiętam co się stało tylko przed tym, zanim Justin mnie czymś odurzył. Właśnie, jak on mógł? Najpierw od samego rana się do mnie praktycznie nie odzywał, nawet w samochodzie, a tu nagle ominęliśmy miejsce na które miał mnie odwieźć i sprawił, że usnęłam. Mimo tego otworzyłam oczy przez co poczułam krótkotrwały, ale za to okropny ból głowy co sprawiło, że cicho jęknęłam. Poczułam czyjąś dłoń na swojej talii a następnie na policzku, który został pogładzony.
- Już, maleńka, wszystko w porządku. Ponownie się odezwał, ale teraz już wiem, że to Justin, chociażby przez to, że mnie dotykał a jego dotyk był inny niż wszystkie. Złapał mnie w talii i delikatnie podniósł opierając moją głowę o oparcie, przez co teraz w "połowie" siedziałam. Nie odzywał się. Czekał, aż dojde do siebie, ale szczerze mówiąc nie poznawałam tego miejsca, tego zapachu.. Po prostu niczego. Zaczęłam już się orientować i kontrolować rzeczywistość, więc sama podniosłam się wyżej siadając całkowicie. Justin od razu sięgnął po butelkę wody, otworzył ją i mi podał, bo bardzo dobrze wiedział, że jedyne czego potrzebuje to właśnie jakiegoś płynu. Wzięłam od niego butelkę czując okropną suchość w gardle, po czym się napiłam i oddałam mu napój. Przyglądałam się mu, jakbym go nie znała, wiecie? Bardzo zabolało mnie to, że w taki sposób mnie potraktował, a najgorsze są te myśli, co ze mną robił gdy spałam? Może zaprosił kolegów? Nie, to jest po prostu szok. Nie czułam żadnego bólu, a zazwyczaj po stosunku wszystko mnie bolało.
A w głębi duszy i tak miałam nadzieje, że nic mi nie zrobił, bo zdążyłam mu zaufać i przestaje wierzyć, że to był dobry pomysł.
- Gdzie my jesteśmy? Po tych wszystkich przemyśleniach w końcu spojrzałam na niego i przysunęłam kolana do siebie opierając o nie podbródek. Gdybym była jakaś niepohamowana, to rzuciłabym się na niego i chyba rozwaliłabym mu tą jego piękną twarzyczkę, uwierzcie. Ale szatyn był smutny. Nie widziałam go jeszcze takiego. Widziałam go zdenerwowanego, szczęśliwego, spokojnego, ale takiego nie, a teraźniejszy stan Bieber'a przerażał mnie. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem co jakiś czas przysiadając do mnie bliżej.
- Jesteśmy u mnie, Kim. - wręcz wyszeptał a swoją męską dłoń umieścił na moim pasie, który od razu został opleciony.
- Masz dom w Miami? - zapytałam od razu i odwróciłam głowę w jego stronę. Wiecie co? Ciężko mu było na mnie patrzeć, więc musiał mieć coś na sumieniu, musiało być coś, co go wręcz wpierdala od środka.
- Jesteśmy w Rio, Kim. Odpowiedział przyciskając swoje ciało do mojego, a ja zamarłam. Boże, co? Gdzie my kurwa jesteśmy? Gdzie on mnie zabrał? I pierwszy raz w życiu byłam w takim szoku. Nie pomógł ten jego mocniejszy uścisk bo od razu prawie że wyskoczyłam z tej kanapy stając przed nim.
- Jesteś psychicznie chory, rozumiesz?! Jesteś tak samo chory jak ten pieprzony Blame. Dobraliście się, tylko, że Ty jesteś lepszym aktorem. Zaufałam Ci, a ty to wykorzystałeś, też zrobiłeś wszystko, żebym tylko pozwoliła się omotać. Słodkie słówka, kwiatki, i co kurwa jeszcze?!
Wykrzyczałam w jego strone a moje ciśnienie podskoczyło do maksimum. Już po chwili się rozpłakałam, jak dziecko, uwierzcie mi, ale nie zamierzałam jeszcze kończyć tej "rozmowy".
- Ale fajnie, co? Jestem tylko głupią, naiwną nastolatką, która i tak da się omotać, bo przecież młode dziewczyny takie są. Brawo, Bieber! Udało ci się. Tylko wiesz co? Jest mały problem. Nie wolno bawić się uczuciami, bo to boli, i nigdy nie życze Ci tego, żebyś nawet przez chwile poczuł się tak jak ja.
Te słowa powiedziałam już spokojniej ocierając swoje łzy, które spływały po moich policzkach jak jakieś szalone. Było mi zimno, miałam na sobie tylko rzeczy, które dostałam od Justina jeszcze w Miami. Znajdowaliśmy się chyba w salonie, duże, przestronne pomieszczenie i piękny taras. Właśnie, tam chyba trochę ochłonę więc od razu ruszyłam w strone wyjścia. Bieber chyba naprawde nie wiedział co ma powiedzieć, bo siedział jak wryty i patrzył w podłoge. Wyszłam na taras i od razu poczułam przyjemne promienie słońca. Oparłam się o metalowe szczeble i spojrzałam na dom, który teraz był widoczny i szczerze? On jest piękny i wielki. Ale to nie ma znaczenia, skoro jego właściciel to zakłamany skurwiel. Westchnęłam i usiadłam na jakiś schodach a twarz schowałam w dłoniach. Nie miałam nawet siły na to, aby płakać. Byłam załamana, bo przecież ja jestem w całkiem innym mieście i daleko od Miami, do którego jako osoba, która nie powinna mieć uczuć zaczęłam się przyzwyczajać. Justin pewnie myślał, że jak mnie tu zabierze, to rzuce mu się w ramiona, bo bedę z nim mieszkać, będę miała kase, bo on jest bogaty. Nie wierze jak on może myśleć, że pieniądze są najważniejsze. Jeśli dalej będzie kierował się tylko rzeczami materialnymi, to nigdy nie znajdzie kogoś, kto będzie dla niego odpowiedni, bo nie jestem przekonana co do tego, że ten dupek wie, co to znaczy kogoś kochać. No oczywiście, jakieś laski na pewno się znajdą, bo przecież zazwyczaj liczy się tylko seks i pieniądze. Ale czy to ma sens? Wydaje mi się, że nie. I wydaje mi się także, że szatyn nie ma pojęcia o tym, jak bardzo w dupie mam jego pieniądze.
- Przepraszam cię Kim. - po paru minutach ciszy usłyszałam szept, przez co się przestraszyłam i od razu wstałam ze schodów. Wiem, że troche mu pocisnęłam, ale każdy by tak zareagował, jestem pewna.
- Ale mimo tego, że jestem psychicznie chory, to i tak powinnaś pozwolić mi się wytłumaczyć. - Dodał a ja zagryzłam nerwo wargi bo zrobiło mi się głupio. Chciałam go przeprosić, wiecie? Ale nie wiem, czy miałam ochotę na jakąkolwiek rozmowę co Bieber zauważył bo westchnął ciężko.
- Kim, nie musisz nic mówić, chce ci tylko coś powiedzieć. Gdybym wtedy cię nie odurzył, to byś ze mną tutaj nie przyleciała. Ale nie myśl, że skrzywdziłem cię, gdy byłaś poza rzeczywistością. Cały czas byłem przy tobie a ty spałaś na moich kolanach. Nie zostawiłbym cię, uwierz mi. I nie zostawie.
- Daruj sobie, kurwa! Odezwałam się od razu głośnym tonem co sprawiło, że Justin aż zadrżał a jego pięści się zacisnęły.
- Udajesz jakiegoś pierdolonego romantyka, rozumiesz? Nie jesteś taki za jakiego się podajesz, jesteś kurwa głupim chujem!
- A Ty? A ty kim jesteś? Chyba wtedy puściły Justinowi nerwy, bo spojrzał na mnie z agresją w oczach i pociągnął mnie za rękę abym zeszła ze schodów następnie przyciskając mnie do ściany i napierając swoim ciałem na moje.
- Puszczałaś się na lewo i prawo, a ja kurwa nie nazwałem cię dziwką, ale wiesz co? Ty jesteś dziwką, głupią małą dziwką, niewdzięczną suką, rozumiesz?
Przeraził mnie sposób w jaki szatyn do mnie mówił. Nie mogłam się ruszyć kiedy wszystkie słowa szeptał mi z zaciśniętą szczęką i pierwszy raz poczułam taki ból serca. Może dlatego, że powiedział to Justin, a nie setki innych mężczyzn. Jednak po chwili odsunął się ode mnie popychając poje ciało na ściane i podszedł do barierki która ogradzała taras wsuwając dłonie w kieszenie dresów, które miał na sobie. On ma racje, bo przecież nie powiedział nic, co by było kłamstwem. Mimo wszystko i tak z moich oczu popłynęły łzy, bo myślałam, że ma inne zdanie o mnie, albo ma, a ja wyprowadziłam go z równowagi.
- Mogłeś mnie uprzedzić, byłabym gotowa na takie życie. Niebyłbyś przerażony, gdybyś obudził się w całkiem nowym miejscu? Nie dziw mi sie, że tak zareagowałam, tułam się jak bezdomna, w tą, i spowrotem.
Powiedziałam przez płacz siadając przy ścianie do której jeszcze przed chwilą przyciskał mnie Justin. Nawet nie zareagował na moje słowa, nie odwrócił się nawet. Tak jakby mnie tu nie było.
- No powiedz coś.
- a co ja mam Ci powiedzieć, co? Że nie miałem wyjścia? Znowu nazwiesz mnie psychicznie chorym. - Odpowiedział zwyczajnym głosem po czym powoli odwrócił się w moją stronę i podszedł do mnie bardzo wolnym kroczkiem stając nade mną. Odchyliłam głowe do tyłu, aby móc spojrzeć na jego twarz, która wydawała mi się być już obojętna co do uczuć. Szatyn przykucnął przy mnie i złapał mnie za bodbródek ocierając kciukiem jeden z moich policzków.
- Zamiast robić wojne, to skorzystaj z toalety, pokaże ci twój pokój, razem z kumplami ogarnąłem ci jakieś ubrania, a potem dam ci coś za czym tak bardzo tęsknisz i brak tego sprawia, że cie ponosi, twoje kochane ścierwo maleńka.
Zamarłam słysząc wzmianke o narkotykach. Siedziałam cicho, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć na co Justin się tylko uśmiechnął. Wiedziałam, że wtedy w hotelu to on to wyrzucił, no a kto inny, boże. Dłonie Biebera wylądowały na mojej talii a po chwili już stanęłam na nogach. Właśnie.. czemu zamiast butów na obcasie mam na sobie wygodne trampki...
- Tylko uważaj, nie jesteśmy tutaj sami. Dobry ze mnie kumpel i przygarnąłem kilku kumpli, wiesz, interesy.
Dodał, po czym się zaśmiał i klepnął mnie w tyłek, abym podążyła za nim co zaraz w pełnym przerażeniu zrobiłam.
- Tutaj masz salon, tam kuchnie, tam drzwi główne a tu wychodzisz na ogród. Szatyn stał pokazując mi poszczególne miejsca a ja się czułam jakbym była pijana. Jakby ktoś mnie upił i kazał zachowywać się normalnie.
- Dobra, a teraz chodź na góre, Kim. Justin powtórzył to chyba drugi raz bo za pierwszym nie usłyszałam, po czym ruszyłam za nim. Szatyn otworzył pierwszy pokój czekając aż wejde, a gdy już to zrobiłam to wszedł za mną i zamknął drzwi.
- To jest twój pokój, od razu przy schodach, dlatego że mam świadomość, że będziesz tutaj głównym obiektem zainteresowań. Nie przejmuj się, masz swoją łazienke i nawet jakbym robił wszystko, aby cię obronić, to musisz wiedzieć, że nie jestem w stanie. Musisz zacząć sama sobie radzić, to jest jak szkoła życia. Ale na pewno nie będziesz krzywdzona w sposób taki jak na przykład bicie. Jesteś nasza, a my trzymamy się razem. Kim, no rozchmurz się, mała.
Bieber doskonale widział, że to co mówi sprawia mi ból, dlatego podszedł do mnie i od razu mnie objął a ja oparłam bezsilnie swoją głowę na jego klatce piersiowej patrząc w jeden punkt. Nie wiem czy tu wytrzymam. Myślałam, że jak już mnie tu zabrał to tylko dla siebie a jak mówił, że mnie ukradnie, to myślałam, że to żart, ale widocznie można się po nim spodziewać wszystkiego.
- Już dobrze, nie bój sie. No i tak jak mówiłem załatwiliśmy ci jakieś rzeczy. Ja teraz musze jechać na jakieś zakupy, bo w sumie nie było mnie tutaj długo i trzeba kupić jakieś jedzenie. Chłopaków i tak więcej tutaj nie ma niż są, więc nie przejmuj się i czuj się jakbyś była u siebie.
Szatyn odsunął się ode mnie o krok, ale jeszcze wcześniej dostałam buziaka w czoło.
- Nie zostawiaj mnie samej, Justin.
Odpowiedziałam od razu na co szatyn uniósł brwi i westchnął.
- Chce jechać z Tobą..
- Jesteś wymęczona, Kim.
- Wezme szybki prysznic i już będzie lepiej.
Podeszłam do niego i wsunęłam swoją drobną dłoń w jego następnie od razu kierując wzrok na jego duże, brązowe oczy.
- Kim, przecież będę za godzine, słońce. Justin przekonywał mnie, abym została co wzbudzało we mnie podejrzenia, bo przecież jedzie sam a miejsca w samochodzie jest pełno.
- Nie mogę cię zabrać, bo jade jeszcze w pewne miejsce, przeklucz drzwi. Dodał, co i tak nie było przekonywujące. Złożył pocałunek na moim policzku i zniknął za drzwiami. Westchnęłam cicho i zaczęłam przeglądać rzeczy, które leżał na łóżku a było ich dość sporo.
(...)
Wyszłam spod prysznica, okrywając się ręcznikiem i miałam tak wyposażoną łazienkę, jakby zaplanowane było to, że tu przyjechałam, poważnie. Po 10 minutach byłam już ubrana, a założyłam na siebie fajne czarne obcisłe spodnie i za dużą koszulkę. Jeśli należy ona do Justina to przyznam, że Bieber ma przepiękne perfumy, uwierzcie mi. Ktoś zapukał do pokoju, a ja krzyknęłam, że otwarte bo w pewnym momencie wydawało mi się, że to Justin, i że wrócił z zakupów. Jednak gdy drzwi się uchyliły, to zbladłam, bo to nie był Justin. I teraz zaczęłam żałować, że nie przekluczyłam drzwi, a fakt, że Justin mnie ostrzegał..
NIGDY NIE POMYŚLAŁABYM, ŻE BĘDĘ MIAŁA TAKIE ŻYCIE..
poniedziałek, 5 stycznia 2015
sobota, 3 stycznia 2015
ROZDZIAŁ TRZECI. 04.01.2015.
DZISIAJ DODAJE KOLEJNY ROZDZIAŁ, NA ŻYCZENIE OSÓB, KTÓRE SĄ BARDZO KOCHANE. I OCZYWIŚCIE Z DEDYKACJĄ:)
- Karolina Jocz.
- Agata Janczak.
- Julia Gościńska
I MOJA KOCHANA KAROLINKA!!!!!! HA<3
SPECJALNIE DLA WAS PRZYSIADŁAM DO PISANIA, HAHA:*
Obudziły mnie jasne promienie słońca, które niemiłosiernie otulały moją twarz. Otworzyłam oczy mrużąc je delikatnie i się uśmiechnęłam, wiecie czemu? Bo nadal jestem w tym pomieszczeniu, gdzie znajduje się ideał chłopaka - Justin. Nie myślcie, że oszalałam na jego punkcie, po prostu zaimponował mi swoją osobowością i tym, jak bardzo jest dla mnie miły a to wiele dla mnie znaczy. Zresztą, pewnie sami wiecie i przekonaliście się na własnej skórze, że jak ktoś z płci przeciwnej okazuje nam życzliwość, to staje się dla nas cennym człowiekiem, bo prawda jest taka, że w tych czasach nie łatwo o takich chłopaków, mam rację?
Odwróciłam głowę w bok a moim oczom ukazała się twarz Justin'a. Wyglądał przesłodko, szczególnie w tych rozczochranych włosach, uwierzcie mi. I kto by pomyślał, że taka osoba jak ja będzie miała takie cholerne szczęście? Jedyne, co bym teraz chciała, to chyba przeleżeć tutaj jeszcze tydzień aby móc patrzeć na jego spokojny wyraz twarzy. Na moich ustach ponownie zagościł uśmiech a moja dłoń wylądowała na policzku Justin'a sunąc po nim delikatnie. Nie obudził się, więc musiał mieć twardy sen. Jego silne ramiona oplatały moją talię przez co czułam się wspaniale i nie wiem jak to możliwe, ale czuje się przy nim bezpiecznie. W sumie trochę jest to dziwne, bo znam go zaledwie noc.. Właśnie, noc. Przecież to było najpiękniejsze co mnie spotkało, naprawdę, a nawet nie przeszkadzało mi to, że kochałam się z obcym chłopakiem. To można było nazwać kochaniem się, bo Szatyn był najbardziej czułym chłopakiem jakiego mogłam tylko poznać. To było piękne. - w tym momencie zamknęłam oczy po raz kolejny się uśmiechając.
~ Wspomnienie ~ +18.
- Justin.. - wyszeptałam jego imię prosto w jego pełne, wilgotne wargi co sprawiło, że się uśmiechnął. Przysięgam, że cała drżałam, bo to co robił przyprawiało mnie aż o nie kontrolowane ruchy. Jest świetny, boże, uwierzcie mi, że jest świetny. Co chwile mogłam czuć jego wargi na swoich a jego dłonie błądziły po moim ciele powoli, co również było przyjemne. - nie czekaj dłużej.. - odezwałam się po chwili, gdy usta szatyna muskały moją szyję. Spojrzał w moje oczy zagryzając swoje wargi z uśmieszkiem, takim typowo zadziornym co wyglądało cholernie seksownie w jego wykonaniu. Przytaknął głową i jeszcze raz ucałował moje usta. Justin drżał, czułam, gdy dotykał mojego ciała. Jego ręce się trzęsły a oczy wręcz błyszczały, to się chyba nazywa pożądanie.. Nie musiałam już nic mówić, bo chwile później poczułam już brązowookiego w sobie. To było chyba zbyt piękne, żeby było prawdziwe, no na prawde. Moje ciało delikatnie wygięło się w łuk a dłonie Justina od razy znalazły się na moich plecach a pewnie tylko dlatego, żebym utrzymała się w tej pozycji, bo obaj wiedzieliśmy, że to sprawiało mi przyjemność. - zamknij oczy i się rozluźnij, Maleńka.. - wyszeptał mi do ucha, a ja od razu zrobiłam to, co mi kazał. - teraz będzie jeszcze lepiej. - dodał, a wtedy od razu się przekonałam, bo dopiero teraz zaczęłam czuć, co to znaczy przyjemny seks.
...
Nie oszczędzaliśmy sił. Justin co chwilę ocierał swoje czoło ale z uśmiechem na twarzy. Ja również cały czas byłam uśmiechnięta, jednak i tak wiem, że ja miałam z tego wszystkiego większą przyjemność, niż on. Szatyn robił wszystko, żeby było mi dobrze, nie da się tego inaczej nazwać, poważnie. Udawało mu się to w stu procentach, bo nie potrzebowałam wiele czasu, aby dojść. Zdradzę wam coś.. Pierwszy raz w życiu doszłam właśnie tej nocy, nigdy wcześniej nie miałam takiego uczucia i przyznam, że w pewnym momencie to przekroczyło granice mojej wytrzymałości bo nie mogłam nad sobą zapanować. Mimo tego dalej kontynuowaliśmy, bo żadne z nas nie miało nawet ochoty skończyć. To było cudowne, przysięgam, i wiecie co? Gdybym miała to powtórzyć, to zrobiłabym to nawet w tej chwili, ale tylko z Justin'em. I teraz obiecuje sobie, że Justin jest moim ostatnim partnerem seksualnym, już nigdy nie pozwolę na to, aby ktokolwiek mnie dotknął..
~ . ~
Ale ze mnie idiotka. Leże i wspominam sobie takie rzeczy, kiedy Justin spokojnie sobie przy mnie śpi. No cóż, teraz to on ma tylko problem, bo chyba zaczynam się do niego przyzwyczajać. - Justin, obudź się. - wyszeptałam mierzwiąc jego włosy i chyba w tym momencie szatyn się przebudził. - no już, szkoda dnia. - dodałam na co chłopak mruknął i przytulił się do moich piersi. Słodki jest, naprawde słodki i pozwoliłabym mu tak leżeć cały czas, ale szkoda dnia, jest dzisiaj naprawdę ciepło. - nie chce mi się wstawać, bo się obudziłem wcześnie rano. - Justin wymruczał to zdanie a mi przypomniała się sytuacja z jakimś chłopakiem, ale lepiej, jak o tym zapomnę, bo jedynie to bym się zdenerwowała i nic by z tego nie było. - no to nie możesz być takim rannym ptaszkiem, bo później ten ptaszek jest wymęczony. - nachyliłam się całując jego czoło a Justin na to zareagował uśmiechem. - no dobra, dobra. - kiwnął kilka razy głową a ja w końcu ujrzałam jego piękne, ciemne oczy, które delikatnie otworzył.
- tak lepiej. - po tych słowach od razu obdarzyłam go uśmiechem wsuwając swoje palce w jego włosy.
- wstańmy już. - odezwałam się po kilku minutach, gdy oczy Justin'a zaczęły się zamykać. No nie miałam ochoty się stąd w ogóle ruszać, ale przecież jest jeszcze pewien mężczyzna z moim pieprzonym życiu, który nie darowałby mi najmniejszego błędu. Tak, Blame, chodzi mi o niego. Teraz sobie o nim przypomniałam i szczerze mówiąc nieco popsuł mi się humor. Nawet nie wyobrażacie sobie jakim bezsensownym uczuciem jest fakt, że teraz leże w ramionach chłopaka o cudownym sercu, a za chwile będę pod władzą kogoś, kto mnie nadzwyczajnie krzywdzi. To jest tak, jakbym z nieba przechodziła do piekła, ktoś naprawił moje serce, żeby inna osoba mogła je od tak złamać. Potrząsnęłam głową próbując wyrzucić z niej wszystkie niemiłe myśli, po czym usiadłam na łóżku od razu zabierając się za odzianie swojego ciała.
- na krześle masz rzeczy, wyszukałem coś. - zachrypły i mruczący głos Justin'a sprawiał, że się uśmiechałam, od razu, nie ważne w jakiej sytuacji. Skinęłam głową zapinając stanik i od razu wstałam podchodząc do krzesła. Jeansowe spodenki z wysokim stanem i biała bokserka? Dopasował do siebie, widać, że ma gust. W mgnieniu oka ubrałam na siebie rzeczy, a gdy się odwróciłam, to szatyna nie było w sypialni, poszedł do kuchni bo usłyszałam dźwięk szklanek a po chwili wody, która pewnie była nalewana do czajnika. Wzruszyłam ramionami po czym zaczęłam sprzątać, Justin będzie tutaj na jeszcze jedną noc, ja niestety nie, więc chciałam, żeby moja wizyta nie ilustrowała się w jego głowie jako "Kimberly = bałaganiara", bo uwielbiam porządek, wtedy jest tak... Przytulnie!
Justin zawołał mnie do kuchni, po czym razem wypiliśmy kawe co sprawiło, że się orzeźwiłam. Zjedliśmy nawet śniadanie, które przyniósł nam ten sam młody mężczyzna co wczoraj i nie mam pojęcia kiedy Justin je zamówił, ale chyba wtedy, kiedy w miare ogarniałam pomieszczenie. Wiecie co? Wydaje mi się, że Justin znalazł Narkotyki, które przy sobie miałam bo gdy wyrzucałam rzeczy, które miałam na sobie wczoraj, to środek odurzający leżał w śmietniku. Bieber chyba nie lubi narkotyków, co według mnie dobrze o nim świadczy, bo w tych czasach co drugi wylansowany chłopaczek lubi sobie zaćpać. Kobiety mają dobrą intuicje, prawda? Bo moja, odkąd wstałam z łóżka podpowiada mi, że jest coś nie tak. Justin nie uśmiechnął się ani razu, odkąd opuścił łóżko, był jakiś zamyślony i unikał mojego spojrzenia. Pewnie zachowałam się jak ostatni tchórz, ale nie chciałam pytać co się stało, bo przecież gdyby chciał, to sam by mi powiedział a ja na pewno nie będę ciekawska bo wyszłabym naprawdę na jakąś wariatke. Po śniadaniu także posprzątałam, moge śmiało przyznać, że Justin będzie miał tu czysto.
- zabierz swoje rzeczy czy cokolwiek, bo zaraz jedziemy. - usłyszałam głos Justina, który właśnie zakładał koszulkę gdy ja w tym czasie obserwowałam przez okno błękitny ocean. Odwróciłam się w jego stronę zagryzając prawie że niewidocznie swoją dolną wargę po czym bez słowa zabrałam swój sweterek i założyłam buty na wysokich obcasach, które miałam ubrane także poprzedniego dnia.
- wszystko zabrałaś? - Justin chwycił kluczyki od samochodu i kartę pokojową gdy ja bacznie czekałam na niego przy drzwiach. - wzięłam. - odpowiedziałam, starając się w miare opanować głos. Justin uśmiechnął sie i mrugnął do mnie okiem a po chwili opuściliśmy pokój. BIEBER NIE JESTEM DEBILKĄ ALE GRATULUJE TALENTU! NAJBARDZIEJ WIARYGODNIE SZTUCZNY UŚMIECH, DOSTAJESZ OSCARA. Pomyślałam w duchu przez pewien moment zastanawiając się, czy przypadkiem nie powiedziałam tego na głos, ale jednak nie. Justin szedł przede mną a ustępował mi miejsca gdy wchodziliśmy do winy, wychodziliśmy, wchodziliśmy do recepcji. I teraz nie mam bladego pojęcia dlaczego spakował wszystkie swoje rzeczy, skoro tu zostaje? Ale ja czasami za dużo wymyślam, pewnie chciał je zawieść do pralni, jak tylko odwiezie mnie do "piekła".
- pamiętasz gdzie zaparkowałem samochód? - Justin spytał nie czekając na odpowiedź bo od razu dał mi kluczyki od samochodu informując mnie, że musi coś załatwić. Teraz już wiem, że jest coś nie tak. To nie były te same oczy co wczoraj. Dzisiejsze oczy Biebera przypominają słowa typu "nie umiem inaczej, wybacz" ale nie wiem czy w dobry sposób to odebrałam, bo jednocześnie może znaczyć to coś typu "wracaj na swoje bagno, nie chce zjebać sobie życia". Mam dosyć samej siebie, bo od zawsze byłam pesymistką. Powinnam tak jak inni - co ma być, to będzie! Ale ja tak nie umiem, niestety. Gdy znalazłam się przy samochodzie to otworzyłam go i wsiadłam od strony pasażera wkładając kluczyk do stacyjki. Zapięłam pasy, czekając aż szatyn się zjawi.
~ Oczami Justina ~
- chciałbym się wymeldować już dzisiaj. - podszedłem do jednej z recepcjonistek bez jakiejkolwiek kolejki, bo szczerze mówiąc tam ludzie mówili z przeróżnych językach więc nie rozumiałem tego mężczyzny, który jak się orientuje mówił coś z oburzeniem.
- proszę poczekać na swoją kolejkę. - piskliwy głos młodej blondynki sprawił, że zagotowała się we mnie krew, na serio.
- słuchaj. - przyciszyłem głos napierając swoją klatką piersiową na biurko recepcjonistki.
- nie mam kurwa czasu, rozumiesz? Albo się zabierasz za to i mnie wymeldowujesz, zabierasz tą pieprzoną kartę a ja znikam, albo pogadamy inaczej. W moim głosie można było usłyszeć złość, okropną złość, o czym na pewno przekonacie się później. Zadziało! Już po chwili składałem podpis na czeku, który miałem do zapłacenia za usługi hotelowe i nocleg.
- następnym razem bądź troche milsza, suko. - warknąłem w jej stronę i odszedłem stamtąd jak najszybciej kierując się w strone wyjścia a następnie samochodu.
- Jestem, już załatwiłem wszystko. - powiedziałem gdy tylko otworzyłem drzwi, wrzuciłem torbę z ubraniami na tylnie siedzenia i usiadłem za "kółkiem" odpalając silnik i ruszając z miejsca. Było mi strasznie szkoda Kim, bo jej smutny wyraz twarzy był bolesny także dla mnie, ale ja naprawde chce jej szczęścia, bez względu na to, co myślą inni.
~ . ~
Justin pojawił się po jakimś czasie, ale był jakoś dziwnie zdenerwowany i co chwilę zagryzał nerwowo swoje wargi. Zresztą.. przez całą drogę się do mnie nie odezwał, patrzył zamyślony przez siebie a ja tylko zerkałam na niego mając nadzieje, że zaraz powie mi coś typu "spotkamy się jeszcze", a tu nic. I zaczęłam przekonywać się, że nasza wczorajsza rozmowa na temat tego, że nie powinnam być tak traktowana to zwykła ściema, pewnie chciał tylko zdobyć moje zaufanie. Naiwna debilka.
Znaleźliśmy się na przedmieściach Miami, dokładnie tam, gdzie zaraz miałam wysiąść. Chciałam odpiąć pas, bo brakowało ze sto metrów, abyśmy byli na miejscu, jednak Justin zakazał mi cokolwiek robić.
- ominąłeś wjazd. - spojrzałam na szatyna, jednak ten przyspieszył a ja prawie dostałam zawału.
- co ty robisz? - zapytałam nie uzyskując żadnej odpowiedzi. Boże, co mu teraz odpieprzyło? Przecież on miał taki poziom ciśnienia, że myślałam, że on tutaj zaraz wybuchnie, przysięgam. Moje serce zaczęło uderzać jeszcze szybciej, gdy skręciliśmy na jakąś polną drogę którą otaczał żółty rzepak. "Teraz pewnie zawiezie mnie do jakiegoś swojego kumpla i pokaże mi, że wcale nie jest taki kurwa kochany, jaki był jeszcze niedawno. Jest taki sam jak każdy, jest zwykłym chujem" Wykrzyczałam w myślach zaciskając swoje dłonie na udach, szczerze? Miałam ochote się rozryczeć. Nagle Bieber zatrzymał się przed jakaś drewnianą chatką wyłączając silnik a gdy po tym na mnie spojrzał, to poczułam się jakbym mu zabiła rodzinę. Boże, co się stało z tym wczorajszym Justinem..
- co ja ci zrobiłam, co? - zapytałam próbując opanować głos który zaczął drżeć. Bieber pokręcił tylko głową i przytknął szybkim ruchem chusteczkę do moich ust i nosa. Zaciągnęłam się niekontrolowanie i nagle zaczęło wszystko cichnąć. Słyszałam przez mgłę słowa jakiegoś młodego chłopaka, który wołał do Justina, że samolot odlatuje za dwie godziny, ale nie byłam w stanie zareagować, bo przestałam panować nad wszystkim. Moje powieki stały się ociężałe, gdy jeszcze poczułam dłoń szatyna na swoim policzku słysząc wręcz dokładnie jego słowa i czując jego oddech na swojej szyi.
- lecimy do Rio, moja piękna..
A potem tak po prostu straciłam kontakt z rzeczywistością..
- Karolina Jocz.
- Agata Janczak.
- Julia Gościńska
I MOJA KOCHANA KAROLINKA!!!!!! HA<3
SPECJALNIE DLA WAS PRZYSIADŁAM DO PISANIA, HAHA:*
Obudziły mnie jasne promienie słońca, które niemiłosiernie otulały moją twarz. Otworzyłam oczy mrużąc je delikatnie i się uśmiechnęłam, wiecie czemu? Bo nadal jestem w tym pomieszczeniu, gdzie znajduje się ideał chłopaka - Justin. Nie myślcie, że oszalałam na jego punkcie, po prostu zaimponował mi swoją osobowością i tym, jak bardzo jest dla mnie miły a to wiele dla mnie znaczy. Zresztą, pewnie sami wiecie i przekonaliście się na własnej skórze, że jak ktoś z płci przeciwnej okazuje nam życzliwość, to staje się dla nas cennym człowiekiem, bo prawda jest taka, że w tych czasach nie łatwo o takich chłopaków, mam rację?
Odwróciłam głowę w bok a moim oczom ukazała się twarz Justin'a. Wyglądał przesłodko, szczególnie w tych rozczochranych włosach, uwierzcie mi. I kto by pomyślał, że taka osoba jak ja będzie miała takie cholerne szczęście? Jedyne, co bym teraz chciała, to chyba przeleżeć tutaj jeszcze tydzień aby móc patrzeć na jego spokojny wyraz twarzy. Na moich ustach ponownie zagościł uśmiech a moja dłoń wylądowała na policzku Justin'a sunąc po nim delikatnie. Nie obudził się, więc musiał mieć twardy sen. Jego silne ramiona oplatały moją talię przez co czułam się wspaniale i nie wiem jak to możliwe, ale czuje się przy nim bezpiecznie. W sumie trochę jest to dziwne, bo znam go zaledwie noc.. Właśnie, noc. Przecież to było najpiękniejsze co mnie spotkało, naprawdę, a nawet nie przeszkadzało mi to, że kochałam się z obcym chłopakiem. To można było nazwać kochaniem się, bo Szatyn był najbardziej czułym chłopakiem jakiego mogłam tylko poznać. To było piękne. - w tym momencie zamknęłam oczy po raz kolejny się uśmiechając.
~ Wspomnienie ~ +18.
- Justin.. - wyszeptałam jego imię prosto w jego pełne, wilgotne wargi co sprawiło, że się uśmiechnął. Przysięgam, że cała drżałam, bo to co robił przyprawiało mnie aż o nie kontrolowane ruchy. Jest świetny, boże, uwierzcie mi, że jest świetny. Co chwile mogłam czuć jego wargi na swoich a jego dłonie błądziły po moim ciele powoli, co również było przyjemne. - nie czekaj dłużej.. - odezwałam się po chwili, gdy usta szatyna muskały moją szyję. Spojrzał w moje oczy zagryzając swoje wargi z uśmieszkiem, takim typowo zadziornym co wyglądało cholernie seksownie w jego wykonaniu. Przytaknął głową i jeszcze raz ucałował moje usta. Justin drżał, czułam, gdy dotykał mojego ciała. Jego ręce się trzęsły a oczy wręcz błyszczały, to się chyba nazywa pożądanie.. Nie musiałam już nic mówić, bo chwile później poczułam już brązowookiego w sobie. To było chyba zbyt piękne, żeby było prawdziwe, no na prawde. Moje ciało delikatnie wygięło się w łuk a dłonie Justina od razy znalazły się na moich plecach a pewnie tylko dlatego, żebym utrzymała się w tej pozycji, bo obaj wiedzieliśmy, że to sprawiało mi przyjemność. - zamknij oczy i się rozluźnij, Maleńka.. - wyszeptał mi do ucha, a ja od razu zrobiłam to, co mi kazał. - teraz będzie jeszcze lepiej. - dodał, a wtedy od razu się przekonałam, bo dopiero teraz zaczęłam czuć, co to znaczy przyjemny seks.
...
Nie oszczędzaliśmy sił. Justin co chwilę ocierał swoje czoło ale z uśmiechem na twarzy. Ja również cały czas byłam uśmiechnięta, jednak i tak wiem, że ja miałam z tego wszystkiego większą przyjemność, niż on. Szatyn robił wszystko, żeby było mi dobrze, nie da się tego inaczej nazwać, poważnie. Udawało mu się to w stu procentach, bo nie potrzebowałam wiele czasu, aby dojść. Zdradzę wam coś.. Pierwszy raz w życiu doszłam właśnie tej nocy, nigdy wcześniej nie miałam takiego uczucia i przyznam, że w pewnym momencie to przekroczyło granice mojej wytrzymałości bo nie mogłam nad sobą zapanować. Mimo tego dalej kontynuowaliśmy, bo żadne z nas nie miało nawet ochoty skończyć. To było cudowne, przysięgam, i wiecie co? Gdybym miała to powtórzyć, to zrobiłabym to nawet w tej chwili, ale tylko z Justin'em. I teraz obiecuje sobie, że Justin jest moim ostatnim partnerem seksualnym, już nigdy nie pozwolę na to, aby ktokolwiek mnie dotknął..
~ . ~
Ale ze mnie idiotka. Leże i wspominam sobie takie rzeczy, kiedy Justin spokojnie sobie przy mnie śpi. No cóż, teraz to on ma tylko problem, bo chyba zaczynam się do niego przyzwyczajać. - Justin, obudź się. - wyszeptałam mierzwiąc jego włosy i chyba w tym momencie szatyn się przebudził. - no już, szkoda dnia. - dodałam na co chłopak mruknął i przytulił się do moich piersi. Słodki jest, naprawde słodki i pozwoliłabym mu tak leżeć cały czas, ale szkoda dnia, jest dzisiaj naprawdę ciepło. - nie chce mi się wstawać, bo się obudziłem wcześnie rano. - Justin wymruczał to zdanie a mi przypomniała się sytuacja z jakimś chłopakiem, ale lepiej, jak o tym zapomnę, bo jedynie to bym się zdenerwowała i nic by z tego nie było. - no to nie możesz być takim rannym ptaszkiem, bo później ten ptaszek jest wymęczony. - nachyliłam się całując jego czoło a Justin na to zareagował uśmiechem. - no dobra, dobra. - kiwnął kilka razy głową a ja w końcu ujrzałam jego piękne, ciemne oczy, które delikatnie otworzył.
- tak lepiej. - po tych słowach od razu obdarzyłam go uśmiechem wsuwając swoje palce w jego włosy.
- wstańmy już. - odezwałam się po kilku minutach, gdy oczy Justin'a zaczęły się zamykać. No nie miałam ochoty się stąd w ogóle ruszać, ale przecież jest jeszcze pewien mężczyzna z moim pieprzonym życiu, który nie darowałby mi najmniejszego błędu. Tak, Blame, chodzi mi o niego. Teraz sobie o nim przypomniałam i szczerze mówiąc nieco popsuł mi się humor. Nawet nie wyobrażacie sobie jakim bezsensownym uczuciem jest fakt, że teraz leże w ramionach chłopaka o cudownym sercu, a za chwile będę pod władzą kogoś, kto mnie nadzwyczajnie krzywdzi. To jest tak, jakbym z nieba przechodziła do piekła, ktoś naprawił moje serce, żeby inna osoba mogła je od tak złamać. Potrząsnęłam głową próbując wyrzucić z niej wszystkie niemiłe myśli, po czym usiadłam na łóżku od razu zabierając się za odzianie swojego ciała.
- na krześle masz rzeczy, wyszukałem coś. - zachrypły i mruczący głos Justin'a sprawiał, że się uśmiechałam, od razu, nie ważne w jakiej sytuacji. Skinęłam głową zapinając stanik i od razu wstałam podchodząc do krzesła. Jeansowe spodenki z wysokim stanem i biała bokserka? Dopasował do siebie, widać, że ma gust. W mgnieniu oka ubrałam na siebie rzeczy, a gdy się odwróciłam, to szatyna nie było w sypialni, poszedł do kuchni bo usłyszałam dźwięk szklanek a po chwili wody, która pewnie była nalewana do czajnika. Wzruszyłam ramionami po czym zaczęłam sprzątać, Justin będzie tutaj na jeszcze jedną noc, ja niestety nie, więc chciałam, żeby moja wizyta nie ilustrowała się w jego głowie jako "Kimberly = bałaganiara", bo uwielbiam porządek, wtedy jest tak... Przytulnie!
Justin zawołał mnie do kuchni, po czym razem wypiliśmy kawe co sprawiło, że się orzeźwiłam. Zjedliśmy nawet śniadanie, które przyniósł nam ten sam młody mężczyzna co wczoraj i nie mam pojęcia kiedy Justin je zamówił, ale chyba wtedy, kiedy w miare ogarniałam pomieszczenie. Wiecie co? Wydaje mi się, że Justin znalazł Narkotyki, które przy sobie miałam bo gdy wyrzucałam rzeczy, które miałam na sobie wczoraj, to środek odurzający leżał w śmietniku. Bieber chyba nie lubi narkotyków, co według mnie dobrze o nim świadczy, bo w tych czasach co drugi wylansowany chłopaczek lubi sobie zaćpać. Kobiety mają dobrą intuicje, prawda? Bo moja, odkąd wstałam z łóżka podpowiada mi, że jest coś nie tak. Justin nie uśmiechnął się ani razu, odkąd opuścił łóżko, był jakiś zamyślony i unikał mojego spojrzenia. Pewnie zachowałam się jak ostatni tchórz, ale nie chciałam pytać co się stało, bo przecież gdyby chciał, to sam by mi powiedział a ja na pewno nie będę ciekawska bo wyszłabym naprawdę na jakąś wariatke. Po śniadaniu także posprzątałam, moge śmiało przyznać, że Justin będzie miał tu czysto.
- zabierz swoje rzeczy czy cokolwiek, bo zaraz jedziemy. - usłyszałam głos Justina, który właśnie zakładał koszulkę gdy ja w tym czasie obserwowałam przez okno błękitny ocean. Odwróciłam się w jego stronę zagryzając prawie że niewidocznie swoją dolną wargę po czym bez słowa zabrałam swój sweterek i założyłam buty na wysokich obcasach, które miałam ubrane także poprzedniego dnia.
- wszystko zabrałaś? - Justin chwycił kluczyki od samochodu i kartę pokojową gdy ja bacznie czekałam na niego przy drzwiach. - wzięłam. - odpowiedziałam, starając się w miare opanować głos. Justin uśmiechnął sie i mrugnął do mnie okiem a po chwili opuściliśmy pokój. BIEBER NIE JESTEM DEBILKĄ ALE GRATULUJE TALENTU! NAJBARDZIEJ WIARYGODNIE SZTUCZNY UŚMIECH, DOSTAJESZ OSCARA. Pomyślałam w duchu przez pewien moment zastanawiając się, czy przypadkiem nie powiedziałam tego na głos, ale jednak nie. Justin szedł przede mną a ustępował mi miejsca gdy wchodziliśmy do winy, wychodziliśmy, wchodziliśmy do recepcji. I teraz nie mam bladego pojęcia dlaczego spakował wszystkie swoje rzeczy, skoro tu zostaje? Ale ja czasami za dużo wymyślam, pewnie chciał je zawieść do pralni, jak tylko odwiezie mnie do "piekła".
- pamiętasz gdzie zaparkowałem samochód? - Justin spytał nie czekając na odpowiedź bo od razu dał mi kluczyki od samochodu informując mnie, że musi coś załatwić. Teraz już wiem, że jest coś nie tak. To nie były te same oczy co wczoraj. Dzisiejsze oczy Biebera przypominają słowa typu "nie umiem inaczej, wybacz" ale nie wiem czy w dobry sposób to odebrałam, bo jednocześnie może znaczyć to coś typu "wracaj na swoje bagno, nie chce zjebać sobie życia". Mam dosyć samej siebie, bo od zawsze byłam pesymistką. Powinnam tak jak inni - co ma być, to będzie! Ale ja tak nie umiem, niestety. Gdy znalazłam się przy samochodzie to otworzyłam go i wsiadłam od strony pasażera wkładając kluczyk do stacyjki. Zapięłam pasy, czekając aż szatyn się zjawi.
~ Oczami Justina ~
- chciałbym się wymeldować już dzisiaj. - podszedłem do jednej z recepcjonistek bez jakiejkolwiek kolejki, bo szczerze mówiąc tam ludzie mówili z przeróżnych językach więc nie rozumiałem tego mężczyzny, który jak się orientuje mówił coś z oburzeniem.
- proszę poczekać na swoją kolejkę. - piskliwy głos młodej blondynki sprawił, że zagotowała się we mnie krew, na serio.
- słuchaj. - przyciszyłem głos napierając swoją klatką piersiową na biurko recepcjonistki.
- nie mam kurwa czasu, rozumiesz? Albo się zabierasz za to i mnie wymeldowujesz, zabierasz tą pieprzoną kartę a ja znikam, albo pogadamy inaczej. W moim głosie można było usłyszeć złość, okropną złość, o czym na pewno przekonacie się później. Zadziało! Już po chwili składałem podpis na czeku, który miałem do zapłacenia za usługi hotelowe i nocleg.
- następnym razem bądź troche milsza, suko. - warknąłem w jej stronę i odszedłem stamtąd jak najszybciej kierując się w strone wyjścia a następnie samochodu.
- Jestem, już załatwiłem wszystko. - powiedziałem gdy tylko otworzyłem drzwi, wrzuciłem torbę z ubraniami na tylnie siedzenia i usiadłem za "kółkiem" odpalając silnik i ruszając z miejsca. Było mi strasznie szkoda Kim, bo jej smutny wyraz twarzy był bolesny także dla mnie, ale ja naprawde chce jej szczęścia, bez względu na to, co myślą inni.
~ . ~
Justin pojawił się po jakimś czasie, ale był jakoś dziwnie zdenerwowany i co chwilę zagryzał nerwowo swoje wargi. Zresztą.. przez całą drogę się do mnie nie odezwał, patrzył zamyślony przez siebie a ja tylko zerkałam na niego mając nadzieje, że zaraz powie mi coś typu "spotkamy się jeszcze", a tu nic. I zaczęłam przekonywać się, że nasza wczorajsza rozmowa na temat tego, że nie powinnam być tak traktowana to zwykła ściema, pewnie chciał tylko zdobyć moje zaufanie. Naiwna debilka.
Znaleźliśmy się na przedmieściach Miami, dokładnie tam, gdzie zaraz miałam wysiąść. Chciałam odpiąć pas, bo brakowało ze sto metrów, abyśmy byli na miejscu, jednak Justin zakazał mi cokolwiek robić.
- ominąłeś wjazd. - spojrzałam na szatyna, jednak ten przyspieszył a ja prawie dostałam zawału.
- co ty robisz? - zapytałam nie uzyskując żadnej odpowiedzi. Boże, co mu teraz odpieprzyło? Przecież on miał taki poziom ciśnienia, że myślałam, że on tutaj zaraz wybuchnie, przysięgam. Moje serce zaczęło uderzać jeszcze szybciej, gdy skręciliśmy na jakąś polną drogę którą otaczał żółty rzepak. "Teraz pewnie zawiezie mnie do jakiegoś swojego kumpla i pokaże mi, że wcale nie jest taki kurwa kochany, jaki był jeszcze niedawno. Jest taki sam jak każdy, jest zwykłym chujem" Wykrzyczałam w myślach zaciskając swoje dłonie na udach, szczerze? Miałam ochote się rozryczeć. Nagle Bieber zatrzymał się przed jakaś drewnianą chatką wyłączając silnik a gdy po tym na mnie spojrzał, to poczułam się jakbym mu zabiła rodzinę. Boże, co się stało z tym wczorajszym Justinem..
- co ja ci zrobiłam, co? - zapytałam próbując opanować głos który zaczął drżeć. Bieber pokręcił tylko głową i przytknął szybkim ruchem chusteczkę do moich ust i nosa. Zaciągnęłam się niekontrolowanie i nagle zaczęło wszystko cichnąć. Słyszałam przez mgłę słowa jakiegoś młodego chłopaka, który wołał do Justina, że samolot odlatuje za dwie godziny, ale nie byłam w stanie zareagować, bo przestałam panować nad wszystkim. Moje powieki stały się ociężałe, gdy jeszcze poczułam dłoń szatyna na swoim policzku słysząc wręcz dokładnie jego słowa i czując jego oddech na swojej szyi.
- lecimy do Rio, moja piękna..
A potem tak po prostu straciłam kontakt z rzeczywistością..
czwartek, 1 stycznia 2015
RODZIAŁ DRUGI. 01.01.2015.
Z OKAZJI NOWEGO ROKU SIEDZĘ TERAZ I PISZĘ NOWY ROZDZIAŁ, MAM NADZIEJĘ, ŻE PODOBA WAM SIĘ MOJE OPOWIADANIE. PÓŹNIEJ BĘDZIE JESZCZE CIEKAWIEJ, OBIECUJĘ! BO NA PEWNO BĘDĄ RÓŻNE BURZLIWE SYTUACJE.
BALOWAŁAM CAŁĄ NOC, HAHA, A JESZCZE MAM SIŁĘ, ŻEBY PISAĆ. POSTARAM SIĘ, ABY BYŁO CIEKAWIE, BUŹKA:*
~ Oczami Justin'a. ~
Obudziłem się od razu szukając dłonią telefonu, który na pewno leżał na szafce nocnej. Znalazłem. Spojrzałem na godzinę - 4:32, przecież to jeszcze noc, ale teraz już na pewno nie zasnę. Spojrzałem na moją towarzyszkę a na moje usta wkradł się uśmiech. Spała spokojnie, ale wydaję mi się, że to z powodu tego, że po prostu czuła się bezpiecznie, już wczoraj to zauważyłem i szczerze? Pierwszy raz spotkałem taką dziewczynę, ona ma w sobie coś magicznego, tylko po prostu dużo wycierpiała i boi się być sobą, bo jest nauczona nie ufać ludziom. Napisałem smsa do kumpla, że ma przyjść do hotelu, w którym często przebywam i ma wpaść do pokoju numer 126. Odłożyłem telefon i powoli wstałem z łóżka okrywając jeszcze przed tym drobne, nagie ciało Kim. Nadal mam wątpliwości, czy zrobiłem dobrze, że się z nią przespałem, chociaż przyznam, że było zajebiście. Nie wyobrażałem sobie tego, że ona będzie tak szczęśliwa, a ja robiłem wszystko, żeby czuła się wtedy jak najlepiej. Nawet nie wiem ile to trwało, bo podobno "wszystko dobre się szybko kończy", ale czekałem zanim zaśnie, bo mnie o to prosiła. Pozwolę jej pospać w wygodnym ciepłym łóżku, a jak tylko wstanie, to zabiorę ją na jakieś dobre śniadanie. Jeszcze wcześniej będę musiał skonsultować się z jej szefem, ale w sumie zastanawiam się po co? Bo przecież ja nie mam zamiaru jej tam puszczać, jebać gnoja, zniszczył ją wystarczająco i przysięgam, że powyrywam mu kiedyś za to nogi. Założyłem na siebie luźne dresy, bo miałem je w zanadrzu, ale nie miałem pojęcia co Kimberly mogłaby na siebie włożyć. Mogę się założyć, że odpowiadałyby jej jakieś spodnie czy też spodenki, no i koszulka, przecież jest 30 stopni na plusie. Ogarnąłem nasze rzeczy a jedyne co pominąłem to folia aluminiowa leżąca na podłodze, która wypadła z górnej części garderoby Małej. W sumie zawsze trzymałem się zasady "nie Twoje, nie dotykaj", ale i tak widziałem co to może być. Albo koks, albo zwykłe ścierwo, czyli jednak naprawdę nie mogę pozwolić na to, aby ona tam wróciła, nie dość, że zjebali jej psychikę, to jeszcze zaczęła ćpać.. no ja pierdolę. Humor zjebał mi się doszczętnie, ale starałem się opanować złość, dlatego wyrzuciłem to nawet tego nie otwierając. Ruszyłem w strone małej kuchni, gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
- to pewnie Lil. Mruknąłem sam do siebie a już po chwili otworzyłem drzwi i przywitałem się z kumplem.
- no siema!
- zamknij pysk, kurwa. - warknąłem z jego stronę a on rozglądnął się po pokoju. Jego wzrok zatrzymał się na łóżku a jego uśmiech był przerażający, przysięgam. Widocznie dobrze mnie znał, bo mógłbym zabić kogoś, kto ma głośny ton głosu, gdy jakakolwiek osoba śpi. Lil wszedł w głąb apartamentu na palcach i wiem, że robił to tylko żeby mnie wkurwić. Podszedł do łóżka i nachylił się nad Kimberly a ja zamknąłem drzwi i wsunąłem dłonie do kieszeni.
- ostro było, Bieber!
Na jego słowa od razu się zaśmiałem i kiwnąłem głową w stronę kuchni. Po chwili już obaj się tam znaleźliśmy a ja zamknąłem drzwi. Teraz mogliśmy rozmawiać już normalnie.
- ja pierdole, stary! Trzeba było od razu powiedzieć, że nie możesz spać, bo kutas jeszcze stoi.
- jesteś jebnięty. - pokręciłem głową, ale od razu zacząłem się śmiać. Nie wiem jak ten gościu na mnie działał, ale mógłbym mieć grobową minę, wystarczyłoby tylko pare słów z jego strony i śmieje się jak idiota, bez kitu.
- zarzuć kawe, bo senny jestem. - Lil spojrzał na mnie a ja skinąłem głową i już po 5 minutach obaj mieliśmy mocną, czarną kawę na pobudzenie.
- skąd ją wytrzasnąłeś? Jaka mała ona jest w ogóle, ale nie powiem, bo ładna. - Lil szturchnął mnie dłonią w ramię na co przytaknąłem głową. - tylko mów prawdę. - dodał a ja chyba zbladłem. Nie oszukiwałem go nigdy, żyjemy ze sobą jak bracia, i nie wiem czy miałem za wszelką cenę zmienić temat, czy po prostu powiedzieć mu prawdę, ale chyba to drugie, bo przecież prawda prędzej czy później i tak by się ujawniła.
- no.. - za jąkałem się przeczesując dłonią włosy a Lil patrzył na mnie jak na idiotę.
- no?
- jest dziwką. - ułożyłem swoje wargi w wąską linię a mój kumpel spojrzał na mnie jak na ostatniego kretyna. W sumie będzie mi teraz dopierdalał przez jakieś dziesięć lat, ale mogę być spokojny, że nikt się o tym nie dowie. Zresztą.. zawsze miałem u niego wsparcie.
- pewnie wiesz, że rozjebałeś system bro, co? Ale nie będę tego komentował. Lepiej jak zadam Ci kilka pytań. Po pierwsze...
- lepiej nie zadawaj. Przerwałem mu, ale zrezygnowałem i oparłem się o blat patrząc na niego, co pewnie dało mu znak, że może pytać.
- Jebałeś ją bez gumy, zgadłem? Bieber, robisz to, odkąd cię znam, żebyś kurwa tylko czasem jakiegoś wirusa nie złapał.
Zakpił sobie ze mnie, jeden zero dla niego, bo zawsze lubił mi dopierdolić a ja nie wiedziałem nigdy co mam powiedzieć.
- dziwka nie może mieć HIV idioto.
- ta, to gdzie ją spotkałeś?
- w lesie.. - mruknąłem i doskonale wiedziałem, że on teraz ma rację. Ale przysięgam, że Kim jest ostatnią osobą na ziemi, którą posądziłbym o to, że jest na coś chora.. W ogóle nawet nie posądziłbym jej nigdy, że pieprzy się za kasę.
- widzisz Bieber? Mam rację, znowu.
- dobra, wyluzuj, mój HIV, a nie Twój. Przejąłem się tymi podejrzeniami, ale starałem się naprawdę zachować zimną krew.
- dobra, ten temat mamy za sobą. - Lil westchnął, ale czułem, że zada mi jeszcze bardziej skomplikowane pytania.
- a jak zostaniesz ojcem? - chyba kurwa chrzestnym. - warknąłem a moje słowa go rozśmieszyły, bo zaczął się śmiać jak jakiś debil. Boże, ja i ojciec, to jest chyba najbardziej błędna kwestia w całym moim życiu.
- dobra stary, nie stresuj się, czasami bywa, że ludzie wpadają.
- ale ja nie wpadłem.
- ale się zlałeś?
- kurwa.
Znowu miał racje, ale już nie rozmawiajmy o tym, to co się działo powinno zostać między mną a Kim.
- bro? - no? spojrzałem na Lil'a unosząc pytająco brwi a on wypuścił głośno powietrze z płuc.
- a co jeśli ją w sobie rozkochasz? Bieber, ty jesteś mistrzem w łamaniu serc, zapomniałeś co się stało z Melissą? - ona mnie zdradziła, należało się jej. - odparłem a następnie podszedłem do okna oblizując nerwowo swoje wargi.
- a myślisz, że ona by cię nie zdradziła? Stary, ona miała w sobie więcej kutasów niż można by było zliczyć, spójrz prawdzie w oczy. Po słowach mojego kumpla zrobiło mi się dziwnie, bo ja chyba nie chciałem myśleć o tym, że ktokolwiek ją dotykał i uwierzcie, że nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić, jak jakiś facet ją rżnie. Ta, rżnie, bo to nie był na pewno zwykły seks, on mógł robić z nią co chciał, każdy mógł, ona tylko jedynie brała za to pieniądze. I chyba nie chciałbym wiedzieć jakie to jest uczucie, kiedy nasze ciało tak naprawdę nie jest nasze. Kiedy to ciało my tylko posiadamy a tak naprawdę należy do kogoś, kto ma nad nami kompletną władzę i kto decyduje o naszym losie. Teraz dopiero zrozumiałem, że moje życie w porównaniu do jej życia to jak niebo do piekła. Odwróciłem się w stronę mojego kumpla a on chyba od razu zaczaił, że nie wiem co mam robić.
- nie pakuj się w takie bagno. Nie pomożesz jej. Ona jest przyzwyczajona do życia tam, skąd przyszła, mógłbyś ją nie wiadomo jak traktować, to nie zobaczysz jej łzy, wiem coś o tym.
- a co, jesteś dziwką? Zapytałem retorycznie i miałem ochotę zacząć się śmiać.. Lil jako dziwka, boże, to już byłby chyba koniec świata.
- Ta, chcesz skorzystać? - kuuuuurwa, aż mi niedobrze. Obaj w tym samym momencie zaczęliśmy się śmiać, ale obaj także zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego spoważnieliśmy.
- Nie znasz jej jakoś specjalnie długo, obrobi cię z kasy, puści z torbami i wróci do tego swojego Alfonsa, zobaczysz. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.
Na słowa Lil'a tylko westchnąłem ciężko i wbiłem wzrok z podłogę. Po chwili poczułem na Swoim ramieniu jego ręke i spojrzałem na niego pytająco.
- Stary, masz moje wsparcie, dobrze o tym wiesz, ale ja nie mogę w takich sytuacjach decydować za ciebie. To już jest twój wybór i podziwiam cię, że potrafisz tak szybko ufać ludziom, ja to bym musiał poznać tą laskę dobrze, bo nie wiadomo skąd się wzięła i może udaje taką niewinną a tak naprawdę tylko czeka, aż dasz jej swoją karte do bankomatu, co?
- czy ja mam kurwa sześć lat? Ty myślisz, że.. ja pierdole, ty masz jakiś zryty mózg, bro. Spojrzałem na niego, jakby mówił do mnie w jakimś obcym języku. Wiem, że chciał mi tylko doradzić i szanuje to. Może on ma racje? Nagle stałem się jakiś dobroduszny dla kogoś, kogo nie znam? To zaczyna mieć powoli sens..
- ja na twoim miejscu wiesz co bym zrobił? Miałbym ją do ruchania. Bo przecież takie dziewczyny po to są, nie uważasz? Ona doskonale wiedziała lub wyobrażała sobie jak wygląda życie kurwy, no Bieber. Zresztą.. sam nie wiem, czy chciałbym ruchać takie wiadro, bo pewnie nic nie czułeś.
Lil spojrzał na mnie zrezygnowany ale wiem, że czekał aż mu powiem jaka ona jest, widziałem to po jego oczach. Znam go na wylot, trzymam się z tym już jakieś 13 lat i uwierzcie, że ja wiem o nim wszystko, a on o mnie. Niczym bracia.
- i tu się mylisz.
kiwnąłem głową wprawiając kumpla w jeszcze większą ciekawość.
- no mów, nie zgrywaj debila.
- idź i spróbuj.
Od razu pożałowałem tych słów, bo wiem, że on byłby do tego zdolny. Ale wiem też, że gdyby zaproponował jej dobrą sumę, to pieprzyłaby się na moich oczach tylko z tego względu, żeby zarobić trochę więcej pieniędzy.
- Dobra, Bieber. Zróbmy test. Pójde do niej, powiem, że wyszedłeś i zapytam, czy chce zarobić pięć stówek za godzine. Ona pójdzie na to jak na lato, a Ty przestaniesz truć sobie nią ten twój głupi baniak.
- zgoda. - mruknąłem i kiwnąłem głową. Sam nie wiem, czemu się na to zgodziłem, ale jebać to, przecież świat po tym się nie zawali.
Lil wyszedł z kuchni i momentalnie znalazł się przy łóżku, natomiast ja uchyliłem drzwi przyglądając się całej sytuacji. Kumpel delikatnie zaczął rozbudzać dziewczynę a po chwili Kim usiadła na łóżku okrywając swoje ciało kołdrą.
- Dzień dobry, nie śpimy, halo! Słowa Lil'a mnie rozjebały, bez kitu. Skończony idiota.
- Kim jesteś? Mała kobietka zapytała się mojego kumpla a on tylko się uśmiechnął.
- zapytam prosto z mostu. Możesz być moja na godzinę, a dostaniesz w zamian 500 złotych, co ty na to? Bieber'a nie ma, spokojnie, to zostanie tylko między nami.
Szczerze? Gdybym był na miejscu Kimberly to bym dostał zawału. On wyglądał jak jakiś.. kurwa, co to było w ogóle.
- Nie. - Kim odpowiedziała a ja i Lil w tym samym momencie otworzyliśmy usta ze zdziwienia.
- no jak to? Przecież jesteś dziwką, musisz chcieć, lubisz kase, co nie?
- nie mów tak. - oschły głos Kim przyprawił mnie o dreszcze, ale bro nie miał zamiaru dać za wygraną.
- no w porządku. Więc czemu nie chcesz?
- bo spędzam czas z Justinem. Pamiętaj, że on nie ma na imię Bieber, tylko Justin. Czaisz?
Lil się zdziwił, jego mina była bezcenna, poważnie. A głos Kimberly był przeraźliwie oschły a zarazem smutny.
- no wyluzuj. Słyszałem, że w nocy Cie pie..
- nie, nie pierdolił mnie. - Młoda wręcz warknęła w jego stronę co spowodowało, że kumpel wstał z łóżka jak poparzony.
- on po prostu sprawił, że stałam się szczęśliwa. - dodała, nieco łagodniejszym tonem a ja poczułem dziwne ciepło na sercu.
- no to mamy problem, bo chyba ktoś tutaj ma serduszka w oczach. - zaśmiałem się niesłyszalnie, gdy Lil zmierzwił długie włosy Kim, a jej zdenerwowanie było serio słodkie.
- on i tak mnie zostawi. Ciepło na sercu zamieniło się w nagłą pustkę, bo ona chyba jest takiego zdania, że ja naprawdę chciałem ją wykorzystać. - pozwól mi jeszcze pospać, proszę. Dodała układając się wygodnie na łóżku a Lil podniósł ręce dając znak, że nie ma nic przeciwko. Mrugnął do mnie okiem i wskazał na swoją kieszeń, co pewnie chodziło o telefon. Przytaknąłem głową a już po chwili kumpel opuścił pomieszczenie. Nie wiem czemu, ale się uśmiechnąłem. Są tego dwa powody. Po pierwsze - Lil w końcu zrozumiał, że nie każdy jest taki, za jakiego się go osądza, a po drugie - mogłem usłyszeć na własne uszy, że jej na mnie zależy. No, może nie tak dosłownie, ale przecież nie szkodziłoby jej zrealizowanie propozycji Lil'a. Jednak miałem rację, ona nie jest taka, jak inni myślą, ona szuka miłości i ciepła, tylko jej serce jest bardzo zniszczone, bo strasznie cierpi, bo ten tępy chuj wyrządził jej niesamowitą krzywdę. Zemszczę się za nią, przysięgam. Będzie cierpiał tak samo, jak ona. Będzie błagał o przebaczenie a ja zadam mu tyle bólu, ile tylko się da. Będzie bał się zasnąć, zrobie mu to, co on zrobił jej, już nigdy więcej nie potraktuje tak żadnej kobiety, zadbam o to a on już nigdy nie spojrzy w lustro, Skurwiel..
(...)
Wyszedłem z pod prysznica a Maleńka dalej spała. Musiała być serio zmęczona, bo jak na razie to nie miała zamiaru się obudzić. Wytarłem się i założyłem na siebie krótkie, koszykarskie spodenki następnie otwierając drzwi tarasowe a promienie słońca momentalnie dały mi poczuć na skórze swoje ciepło. Zostawiłem drzwi otwarte, bo kto nie lubi szumu oceanu? Coś zajebistego. Poczułem się zmęczony, ale to chyba dlatego, że spojrzałem na spokojnie śpiącą Kim, więc bez zastanawiania położyłem się obok niej i okryłem się kołdrą. Piękna brązowowłosa Kobietka od razu się do mnie przytuliła, przez sen, jakby przeczuwała, że położyłem się obok niej. Uśmiechnąłem się i od razu oplotłem jej drobne ciało starając się dać jej jak najwięcej ciepła.
- teraz już wiem, że nie jesteś taka jak myślą inni. Zaczynasz nowe życie, nowe życie ze mną, moja piękna i już nikt więcej cię nie wykorzysta, zadbam o to.
ucałowałem jej czoło a ona się uśmiechnęła co spowodowało, że zrobiłem to samo. Wiem, że nie powinienem jej do siebie przyzwyczajać, ale chce, aby zobaczyła, że życie znowu może być piękne. Pokaże jej to, a wtedy będzie mogła nauczyć się żyć tak, jak tylko będzie chciała, bo nie wybaczyłbym sobie, gdyby to wszystko poszło na marne. Jest młoda, a przed nią początek. Początek czegoś, co może być dla niej najpiękniejsze. Biore na siebie odpowiedzialność, bo wiem, że warto i jestem tego pewien jak nigdy w życiu. Chcę jej pomóc i przysięgam, że nikt mnie nie powstrzyma. Zabiorę ją nawet na koniec świata, ale już nigdy nie pozwolę, aby ktokolwiek ją skrzywdził. Ona nie jest kobietą po to, aby facet mógł sobie ulżyć. Ona jest kobietą po to, aby o nią dbać, po to istnieje każda kobieta na świecie, nawet ta, która zbłądziła. Nie można krzywdzić kobiet, bo są bezcenne i każda jest wyjątkowa na swój sposób. Nie ma dwóch takich samych kobiet, a to w szczególności czyni je tak bardzo piękne...
Leżałem jeszcze chwilę rozmyślając nad tym, jakby tutaj rozwiązać ten jak dla mnie ciężki problem, ale zmęczenie górowało. Pozostawały dwa pytania. Bieber, wcześniej brzydziłeś się dziwek a teraz przytulasz jedną i chcesz zapewnić jej przyszłość, co jest bro? Bieber, kurwa, nigdy nie byłeś taki uczuciowy jak od kilkunastu godzin, czy ty upadłeś na głowe? Nawet nie wiem kiedy zamknąłem oczy i tak po prostu zasnąłem..
BALOWAŁAM CAŁĄ NOC, HAHA, A JESZCZE MAM SIŁĘ, ŻEBY PISAĆ. POSTARAM SIĘ, ABY BYŁO CIEKAWIE, BUŹKA:*
~ Oczami Justin'a. ~
Obudziłem się od razu szukając dłonią telefonu, który na pewno leżał na szafce nocnej. Znalazłem. Spojrzałem na godzinę - 4:32, przecież to jeszcze noc, ale teraz już na pewno nie zasnę. Spojrzałem na moją towarzyszkę a na moje usta wkradł się uśmiech. Spała spokojnie, ale wydaję mi się, że to z powodu tego, że po prostu czuła się bezpiecznie, już wczoraj to zauważyłem i szczerze? Pierwszy raz spotkałem taką dziewczynę, ona ma w sobie coś magicznego, tylko po prostu dużo wycierpiała i boi się być sobą, bo jest nauczona nie ufać ludziom. Napisałem smsa do kumpla, że ma przyjść do hotelu, w którym często przebywam i ma wpaść do pokoju numer 126. Odłożyłem telefon i powoli wstałem z łóżka okrywając jeszcze przed tym drobne, nagie ciało Kim. Nadal mam wątpliwości, czy zrobiłem dobrze, że się z nią przespałem, chociaż przyznam, że było zajebiście. Nie wyobrażałem sobie tego, że ona będzie tak szczęśliwa, a ja robiłem wszystko, żeby czuła się wtedy jak najlepiej. Nawet nie wiem ile to trwało, bo podobno "wszystko dobre się szybko kończy", ale czekałem zanim zaśnie, bo mnie o to prosiła. Pozwolę jej pospać w wygodnym ciepłym łóżku, a jak tylko wstanie, to zabiorę ją na jakieś dobre śniadanie. Jeszcze wcześniej będę musiał skonsultować się z jej szefem, ale w sumie zastanawiam się po co? Bo przecież ja nie mam zamiaru jej tam puszczać, jebać gnoja, zniszczył ją wystarczająco i przysięgam, że powyrywam mu kiedyś za to nogi. Założyłem na siebie luźne dresy, bo miałem je w zanadrzu, ale nie miałem pojęcia co Kimberly mogłaby na siebie włożyć. Mogę się założyć, że odpowiadałyby jej jakieś spodnie czy też spodenki, no i koszulka, przecież jest 30 stopni na plusie. Ogarnąłem nasze rzeczy a jedyne co pominąłem to folia aluminiowa leżąca na podłodze, która wypadła z górnej części garderoby Małej. W sumie zawsze trzymałem się zasady "nie Twoje, nie dotykaj", ale i tak widziałem co to może być. Albo koks, albo zwykłe ścierwo, czyli jednak naprawdę nie mogę pozwolić na to, aby ona tam wróciła, nie dość, że zjebali jej psychikę, to jeszcze zaczęła ćpać.. no ja pierdolę. Humor zjebał mi się doszczętnie, ale starałem się opanować złość, dlatego wyrzuciłem to nawet tego nie otwierając. Ruszyłem w strone małej kuchni, gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
- to pewnie Lil. Mruknąłem sam do siebie a już po chwili otworzyłem drzwi i przywitałem się z kumplem.
- no siema!
- zamknij pysk, kurwa. - warknąłem z jego stronę a on rozglądnął się po pokoju. Jego wzrok zatrzymał się na łóżku a jego uśmiech był przerażający, przysięgam. Widocznie dobrze mnie znał, bo mógłbym zabić kogoś, kto ma głośny ton głosu, gdy jakakolwiek osoba śpi. Lil wszedł w głąb apartamentu na palcach i wiem, że robił to tylko żeby mnie wkurwić. Podszedł do łóżka i nachylił się nad Kimberly a ja zamknąłem drzwi i wsunąłem dłonie do kieszeni.
- ostro było, Bieber!
Na jego słowa od razu się zaśmiałem i kiwnąłem głową w stronę kuchni. Po chwili już obaj się tam znaleźliśmy a ja zamknąłem drzwi. Teraz mogliśmy rozmawiać już normalnie.
- ja pierdole, stary! Trzeba było od razu powiedzieć, że nie możesz spać, bo kutas jeszcze stoi.
- jesteś jebnięty. - pokręciłem głową, ale od razu zacząłem się śmiać. Nie wiem jak ten gościu na mnie działał, ale mógłbym mieć grobową minę, wystarczyłoby tylko pare słów z jego strony i śmieje się jak idiota, bez kitu.
- zarzuć kawe, bo senny jestem. - Lil spojrzał na mnie a ja skinąłem głową i już po 5 minutach obaj mieliśmy mocną, czarną kawę na pobudzenie.
- skąd ją wytrzasnąłeś? Jaka mała ona jest w ogóle, ale nie powiem, bo ładna. - Lil szturchnął mnie dłonią w ramię na co przytaknąłem głową. - tylko mów prawdę. - dodał a ja chyba zbladłem. Nie oszukiwałem go nigdy, żyjemy ze sobą jak bracia, i nie wiem czy miałem za wszelką cenę zmienić temat, czy po prostu powiedzieć mu prawdę, ale chyba to drugie, bo przecież prawda prędzej czy później i tak by się ujawniła.
- no.. - za jąkałem się przeczesując dłonią włosy a Lil patrzył na mnie jak na idiotę.
- no?
- jest dziwką. - ułożyłem swoje wargi w wąską linię a mój kumpel spojrzał na mnie jak na ostatniego kretyna. W sumie będzie mi teraz dopierdalał przez jakieś dziesięć lat, ale mogę być spokojny, że nikt się o tym nie dowie. Zresztą.. zawsze miałem u niego wsparcie.
- pewnie wiesz, że rozjebałeś system bro, co? Ale nie będę tego komentował. Lepiej jak zadam Ci kilka pytań. Po pierwsze...
- lepiej nie zadawaj. Przerwałem mu, ale zrezygnowałem i oparłem się o blat patrząc na niego, co pewnie dało mu znak, że może pytać.
- Jebałeś ją bez gumy, zgadłem? Bieber, robisz to, odkąd cię znam, żebyś kurwa tylko czasem jakiegoś wirusa nie złapał.
Zakpił sobie ze mnie, jeden zero dla niego, bo zawsze lubił mi dopierdolić a ja nie wiedziałem nigdy co mam powiedzieć.
- dziwka nie może mieć HIV idioto.
- ta, to gdzie ją spotkałeś?
- w lesie.. - mruknąłem i doskonale wiedziałem, że on teraz ma rację. Ale przysięgam, że Kim jest ostatnią osobą na ziemi, którą posądziłbym o to, że jest na coś chora.. W ogóle nawet nie posądziłbym jej nigdy, że pieprzy się za kasę.
- widzisz Bieber? Mam rację, znowu.
- dobra, wyluzuj, mój HIV, a nie Twój. Przejąłem się tymi podejrzeniami, ale starałem się naprawdę zachować zimną krew.
- dobra, ten temat mamy za sobą. - Lil westchnął, ale czułem, że zada mi jeszcze bardziej skomplikowane pytania.
- a jak zostaniesz ojcem? - chyba kurwa chrzestnym. - warknąłem a moje słowa go rozśmieszyły, bo zaczął się śmiać jak jakiś debil. Boże, ja i ojciec, to jest chyba najbardziej błędna kwestia w całym moim życiu.
- dobra stary, nie stresuj się, czasami bywa, że ludzie wpadają.
- ale ja nie wpadłem.
- ale się zlałeś?
- kurwa.
Znowu miał racje, ale już nie rozmawiajmy o tym, to co się działo powinno zostać między mną a Kim.
- bro? - no? spojrzałem na Lil'a unosząc pytająco brwi a on wypuścił głośno powietrze z płuc.
- a co jeśli ją w sobie rozkochasz? Bieber, ty jesteś mistrzem w łamaniu serc, zapomniałeś co się stało z Melissą? - ona mnie zdradziła, należało się jej. - odparłem a następnie podszedłem do okna oblizując nerwowo swoje wargi.
- a myślisz, że ona by cię nie zdradziła? Stary, ona miała w sobie więcej kutasów niż można by było zliczyć, spójrz prawdzie w oczy. Po słowach mojego kumpla zrobiło mi się dziwnie, bo ja chyba nie chciałem myśleć o tym, że ktokolwiek ją dotykał i uwierzcie, że nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić, jak jakiś facet ją rżnie. Ta, rżnie, bo to nie był na pewno zwykły seks, on mógł robić z nią co chciał, każdy mógł, ona tylko jedynie brała za to pieniądze. I chyba nie chciałbym wiedzieć jakie to jest uczucie, kiedy nasze ciało tak naprawdę nie jest nasze. Kiedy to ciało my tylko posiadamy a tak naprawdę należy do kogoś, kto ma nad nami kompletną władzę i kto decyduje o naszym losie. Teraz dopiero zrozumiałem, że moje życie w porównaniu do jej życia to jak niebo do piekła. Odwróciłem się w stronę mojego kumpla a on chyba od razu zaczaił, że nie wiem co mam robić.
- nie pakuj się w takie bagno. Nie pomożesz jej. Ona jest przyzwyczajona do życia tam, skąd przyszła, mógłbyś ją nie wiadomo jak traktować, to nie zobaczysz jej łzy, wiem coś o tym.
- a co, jesteś dziwką? Zapytałem retorycznie i miałem ochotę zacząć się śmiać.. Lil jako dziwka, boże, to już byłby chyba koniec świata.
- Ta, chcesz skorzystać? - kuuuuurwa, aż mi niedobrze. Obaj w tym samym momencie zaczęliśmy się śmiać, ale obaj także zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego spoważnieliśmy.
- Nie znasz jej jakoś specjalnie długo, obrobi cię z kasy, puści z torbami i wróci do tego swojego Alfonsa, zobaczysz. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.
Na słowa Lil'a tylko westchnąłem ciężko i wbiłem wzrok z podłogę. Po chwili poczułem na Swoim ramieniu jego ręke i spojrzałem na niego pytająco.
- Stary, masz moje wsparcie, dobrze o tym wiesz, ale ja nie mogę w takich sytuacjach decydować za ciebie. To już jest twój wybór i podziwiam cię, że potrafisz tak szybko ufać ludziom, ja to bym musiał poznać tą laskę dobrze, bo nie wiadomo skąd się wzięła i może udaje taką niewinną a tak naprawdę tylko czeka, aż dasz jej swoją karte do bankomatu, co?
- czy ja mam kurwa sześć lat? Ty myślisz, że.. ja pierdole, ty masz jakiś zryty mózg, bro. Spojrzałem na niego, jakby mówił do mnie w jakimś obcym języku. Wiem, że chciał mi tylko doradzić i szanuje to. Może on ma racje? Nagle stałem się jakiś dobroduszny dla kogoś, kogo nie znam? To zaczyna mieć powoli sens..
- ja na twoim miejscu wiesz co bym zrobił? Miałbym ją do ruchania. Bo przecież takie dziewczyny po to są, nie uważasz? Ona doskonale wiedziała lub wyobrażała sobie jak wygląda życie kurwy, no Bieber. Zresztą.. sam nie wiem, czy chciałbym ruchać takie wiadro, bo pewnie nic nie czułeś.
Lil spojrzał na mnie zrezygnowany ale wiem, że czekał aż mu powiem jaka ona jest, widziałem to po jego oczach. Znam go na wylot, trzymam się z tym już jakieś 13 lat i uwierzcie, że ja wiem o nim wszystko, a on o mnie. Niczym bracia.
- i tu się mylisz.
kiwnąłem głową wprawiając kumpla w jeszcze większą ciekawość.
- no mów, nie zgrywaj debila.
- idź i spróbuj.
Od razu pożałowałem tych słów, bo wiem, że on byłby do tego zdolny. Ale wiem też, że gdyby zaproponował jej dobrą sumę, to pieprzyłaby się na moich oczach tylko z tego względu, żeby zarobić trochę więcej pieniędzy.
- Dobra, Bieber. Zróbmy test. Pójde do niej, powiem, że wyszedłeś i zapytam, czy chce zarobić pięć stówek za godzine. Ona pójdzie na to jak na lato, a Ty przestaniesz truć sobie nią ten twój głupi baniak.
- zgoda. - mruknąłem i kiwnąłem głową. Sam nie wiem, czemu się na to zgodziłem, ale jebać to, przecież świat po tym się nie zawali.
Lil wyszedł z kuchni i momentalnie znalazł się przy łóżku, natomiast ja uchyliłem drzwi przyglądając się całej sytuacji. Kumpel delikatnie zaczął rozbudzać dziewczynę a po chwili Kim usiadła na łóżku okrywając swoje ciało kołdrą.
- Dzień dobry, nie śpimy, halo! Słowa Lil'a mnie rozjebały, bez kitu. Skończony idiota.
- Kim jesteś? Mała kobietka zapytała się mojego kumpla a on tylko się uśmiechnął.
- zapytam prosto z mostu. Możesz być moja na godzinę, a dostaniesz w zamian 500 złotych, co ty na to? Bieber'a nie ma, spokojnie, to zostanie tylko między nami.
Szczerze? Gdybym był na miejscu Kimberly to bym dostał zawału. On wyglądał jak jakiś.. kurwa, co to było w ogóle.
- Nie. - Kim odpowiedziała a ja i Lil w tym samym momencie otworzyliśmy usta ze zdziwienia.
- no jak to? Przecież jesteś dziwką, musisz chcieć, lubisz kase, co nie?
- nie mów tak. - oschły głos Kim przyprawił mnie o dreszcze, ale bro nie miał zamiaru dać za wygraną.
- no w porządku. Więc czemu nie chcesz?
- bo spędzam czas z Justinem. Pamiętaj, że on nie ma na imię Bieber, tylko Justin. Czaisz?
Lil się zdziwił, jego mina była bezcenna, poważnie. A głos Kimberly był przeraźliwie oschły a zarazem smutny.
- no wyluzuj. Słyszałem, że w nocy Cie pie..
- nie, nie pierdolił mnie. - Młoda wręcz warknęła w jego stronę co spowodowało, że kumpel wstał z łóżka jak poparzony.
- on po prostu sprawił, że stałam się szczęśliwa. - dodała, nieco łagodniejszym tonem a ja poczułem dziwne ciepło na sercu.
- no to mamy problem, bo chyba ktoś tutaj ma serduszka w oczach. - zaśmiałem się niesłyszalnie, gdy Lil zmierzwił długie włosy Kim, a jej zdenerwowanie było serio słodkie.
- on i tak mnie zostawi. Ciepło na sercu zamieniło się w nagłą pustkę, bo ona chyba jest takiego zdania, że ja naprawdę chciałem ją wykorzystać. - pozwól mi jeszcze pospać, proszę. Dodała układając się wygodnie na łóżku a Lil podniósł ręce dając znak, że nie ma nic przeciwko. Mrugnął do mnie okiem i wskazał na swoją kieszeń, co pewnie chodziło o telefon. Przytaknąłem głową a już po chwili kumpel opuścił pomieszczenie. Nie wiem czemu, ale się uśmiechnąłem. Są tego dwa powody. Po pierwsze - Lil w końcu zrozumiał, że nie każdy jest taki, za jakiego się go osądza, a po drugie - mogłem usłyszeć na własne uszy, że jej na mnie zależy. No, może nie tak dosłownie, ale przecież nie szkodziłoby jej zrealizowanie propozycji Lil'a. Jednak miałem rację, ona nie jest taka, jak inni myślą, ona szuka miłości i ciepła, tylko jej serce jest bardzo zniszczone, bo strasznie cierpi, bo ten tępy chuj wyrządził jej niesamowitą krzywdę. Zemszczę się za nią, przysięgam. Będzie cierpiał tak samo, jak ona. Będzie błagał o przebaczenie a ja zadam mu tyle bólu, ile tylko się da. Będzie bał się zasnąć, zrobie mu to, co on zrobił jej, już nigdy więcej nie potraktuje tak żadnej kobiety, zadbam o to a on już nigdy nie spojrzy w lustro, Skurwiel..
(...)
Wyszedłem z pod prysznica a Maleńka dalej spała. Musiała być serio zmęczona, bo jak na razie to nie miała zamiaru się obudzić. Wytarłem się i założyłem na siebie krótkie, koszykarskie spodenki następnie otwierając drzwi tarasowe a promienie słońca momentalnie dały mi poczuć na skórze swoje ciepło. Zostawiłem drzwi otwarte, bo kto nie lubi szumu oceanu? Coś zajebistego. Poczułem się zmęczony, ale to chyba dlatego, że spojrzałem na spokojnie śpiącą Kim, więc bez zastanawiania położyłem się obok niej i okryłem się kołdrą. Piękna brązowowłosa Kobietka od razu się do mnie przytuliła, przez sen, jakby przeczuwała, że położyłem się obok niej. Uśmiechnąłem się i od razu oplotłem jej drobne ciało starając się dać jej jak najwięcej ciepła.
- teraz już wiem, że nie jesteś taka jak myślą inni. Zaczynasz nowe życie, nowe życie ze mną, moja piękna i już nikt więcej cię nie wykorzysta, zadbam o to.
ucałowałem jej czoło a ona się uśmiechnęła co spowodowało, że zrobiłem to samo. Wiem, że nie powinienem jej do siebie przyzwyczajać, ale chce, aby zobaczyła, że życie znowu może być piękne. Pokaże jej to, a wtedy będzie mogła nauczyć się żyć tak, jak tylko będzie chciała, bo nie wybaczyłbym sobie, gdyby to wszystko poszło na marne. Jest młoda, a przed nią początek. Początek czegoś, co może być dla niej najpiękniejsze. Biore na siebie odpowiedzialność, bo wiem, że warto i jestem tego pewien jak nigdy w życiu. Chcę jej pomóc i przysięgam, że nikt mnie nie powstrzyma. Zabiorę ją nawet na koniec świata, ale już nigdy nie pozwolę, aby ktokolwiek ją skrzywdził. Ona nie jest kobietą po to, aby facet mógł sobie ulżyć. Ona jest kobietą po to, aby o nią dbać, po to istnieje każda kobieta na świecie, nawet ta, która zbłądziła. Nie można krzywdzić kobiet, bo są bezcenne i każda jest wyjątkowa na swój sposób. Nie ma dwóch takich samych kobiet, a to w szczególności czyni je tak bardzo piękne...
Leżałem jeszcze chwilę rozmyślając nad tym, jakby tutaj rozwiązać ten jak dla mnie ciężki problem, ale zmęczenie górowało. Pozostawały dwa pytania. Bieber, wcześniej brzydziłeś się dziwek a teraz przytulasz jedną i chcesz zapewnić jej przyszłość, co jest bro? Bieber, kurwa, nigdy nie byłeś taki uczuciowy jak od kilkunastu godzin, czy ty upadłeś na głowe? Nawet nie wiem kiedy zamknąłem oczy i tak po prostu zasnąłem..
środa, 31 grudnia 2014
ROZDZIAŁ PIERWSZY. 31.12.2014.
- ej, Kimberly! Wstawaj, obudź się, no już! - usłyszałam zdyszany głos Megan. Już tłumacze kto to. Megan. to moja dobra koleżanka, tak jak i ja siedzi w tym całym gównie. Tylko, że ona chyba nie cierpi tak bardzo jak ja i szczerze powiedziawszy jej się to chyba podoba, bo nie ma problemów z tym, co każą jej robić. A może to po prostu moja wyobraźnia? Może ona cierpi tak jak ja, tylko zdążyła się do tego przyzwyczaić? Sama nie wiem, ale wiem jedno - brzydze się tym, co robie. Brzydze się moim byłym chłopakiem, który udawał, że jest wszystko w porządku a potem zrzucił mnie na samo dno. Pieprzony skurwysyn, bezuczuciowy ćpun..
Podniosłam się z łóżka karcąc ją spojrzeniem, to chyba działało na każdego bo od razu dała mi spokój i zaczęła przeszukiwać rzeczy. Miałyśmy razem pokój. Dwa łóżka, dwie szafy i okno z kratami, tak wyglądał mój dom, a nie tak jak z Nowego Yorku, bo stamtąd pochodzę. Tęsknię za domem, za uśmiechem mamy i szczerze? Wolałabym być budzona po to, aby zjeść śniadanie i iść do szkoły a nie po to, żeby ubrać jakieś obcisłe ciuszki i stać przy drodze czekając, aż ktoś rozłoży moje nogi i mi zapłaci.
- która to godzina? - mruknęłam i wstałam następnie podchodząc do okna. - 8 rano. Odpowiedziała Megan na co głośno westchnęłam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej krótką, czarną spódniczkę i obcisły gorset z cekinami a do tego czarne rajstopy i zwiewny sweterek, który pewnie i tak nie będzie mi potrzebny. - Idę się wykąpać - odparłam a następnie ruszyłam do łazienki. Zdjęłam szorty i koszulkę a następnie weszłam pod prysznic. Mimo tego, jaką miałam "pracę" to i tak bardzo o siebie dbałam. Miałam wiele kosmetyków pielęgnujących moje ciało którego oczywiście nienawidziłam, bo uwierzcie, że przestałam liczyć ilu mężczyzn mnie dotykało, z iloma się spotykałam i w jakich miejscach byłam. Megan powiedziała, że jestem bardzo podobna do mamy, ale chyba różni nas to, że ona miała z sobie jednego penisa a ja? Przestałam już liczyć, bo chyba najlepszy matematyk miałby z tym problem...
Po 20 minutach wyszłam spod prysznica, owinęłam włosy ręcznikiem i to samo zrobiłam ze swoim ciałem. Reszta zajęła mi jakieś 40 minut, suszenie włosów, odważny makijaż no i ten wstrętny ubiór. Tęsknię za tym, aby móc ubrać jakieś dresy czy zwykłą koszulkę. Tęsknię za tym, aby wyjść gdzieś ze znajomymi czy też odrobić pracę domową. Przecież mam dopiero siedemnaście lat, inne dziewczyny w moim wieku jeszcze czekają za tym odpowiednim, aby oddać mu się w całości, a ja? Mam już to za sobą i szczerze powiedziawszy nawet nie pamiętam kiedy, bo pigułkę gwałtu w jakimkolwiek soku miałam już nie raz, a nawet nie dziesięć.
(...)
- Wsiadaj. - Mruknął Blame. Blame, to mój były chłopak, a teraźniejszy Alfons. Śmieszne, prawda? Zamiast siedzieć na jego kolanach, to zazwyczaj przy nim klękam. Jestem jego zabawką, głównie to korzysta tylko ze mnie. Ostatnio powiedział mi, że coś do mnie czuje a wtedy miałam ochotę się roześmiać, bo do cholery jasnej jaki kurwa chłopak każe komuś, kogo kocha robić za dziwkę? Mam ochotę go zabić, uwierzcie, ale gdy tylko mu odpyskuję to mam "nocne piekło", tak to nazwał, kiedy pierwszy raz zbił mnie jak jakiegoś psa. Posłusznie wsiadłam do auta i zapięłam pas. Zawsze siedziałam z przodu a z tyłu siedziały 3 inne dziewczyny, które były wywożone gdzie indziej. Zazwyczaj stałam sama co jakiś czas paląc papierosa, i czekając przy tym, aż ktoś stanie przy mnie samochodem informując mnie, że jest napalony. Blame odpalił silnik i ruszyliśmy tą samą trasą, tymi samymi drogami i w to samo miejsce, w które byłam wyworzona codziennie..
(...)
- odwioze je, i zaraz wracam. - poinformował mnie mój były gdy wysiadałam z samochodu. Przewróciłam oczami i skinęłam głową zamykając za sobą drzwi. Wyjęłam ze stanika czerwoną szminkę i przejechałam nią po swoich pełnych wargach następnie stając się przy dróżce, która prowadziła do lasu. Tam zazwyczaj "zarabiałam" a jak tylko o tym myślę, to pęka mi serce.
Mijały godziny, wsiadałam do aut, po niedługim czasie z nich wysiadałam i stawałam w tym samym miejscu chowając pieniądze w kieszonkę gorsetu. Robiło się chłodno mimo, że był początek sierpnia, ale w lesie zawsze czuć zimne powietrze, ja także robiłam się strasznie głodna. Nastała godzina 15, koniec pracy, to chyba jedyna rzecz, która cieszy mnie w danym dniu. Już chciałam ruszyć w stronę dróżki, gdzie stał zaparkowany samochód mojego "szefa" gdy usłyszałam dźwięk trąbiącego samochodu. Odwróciłam się na pięcie a moim oczom ukazał się ekskluzywny samochód, z którego od razy wysiadł mężczyzna. Ile mógł mieć lat? Nie wiem, ale więcej niż dwadzieścia to bym mu nie dała.
- Ty. - wskazał na mnie palcem i zaczął iść w moją stronę. Jako normalna nastolatka pewnie bym zaczęła uciekać, ale nie ja, bo przecież jestem dziwką, nie mogę się bać nikogo, taka moja praca. Może wam go opiszę? Będziecie mogły bardziej to sobie wyobrazić. Jak już mówiłam, wyglądał na około dwadzieścia lat, nie był także za niski, ani za wysoki, co do wzrostu był idealny, zresztą.. Nie tylko do wzrostu. Miał na sobie Białe Air Force, jans'owe rurki i czarną bokserkę. Jego ręce były naprawdę umięśnione i oplecione tatuażami. Włosy idealnie ułożone a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, które jak na moje - nie były zbytnio tanie. Stanął przy mnie i zsunął okulary z nosa następnie patrząc mi prosto w oczy. Szczerze? Oczy miał przecudowne. Ciemne, brązowe, karmelowe lub bursztynowe. Wszystko w jednym, ale mógłby wyrywać dziewczyny wzrokiem, jestem tego pewna.
- skończyłam pracę, jeśli o to Ci chodzi. - odparłam od razu. Starałam się jakoś specjalnie nie zwracać uwagi na to, że spodobała mi się jego uroda, bo przecież klient jak klient, porucha i zostawi, no czy w tym przypadku nie mam racji?
- Chciałbym rozmawiać z Twoim szefem. - jego zachrypły głos przez chwilę opętał moją głowę, jeszcze nigdy nie słyszałam takiego idealnie męskiego głosu, uwierzcie mi. Ale wiedziałam i tak, że pewnie ma zamiar wynająć mnie na całą noc i pobawić się mną wraz ze swoimi kumplami, którzy jak mniemam siedzieli w samochodzie patrząc na mnie jak na jakiś obrazek. Zawsze musiałam być miła dla klientów, bo obrywało mi się za chamskość, dlatego skinęłam tylko głową i ruszyłam w stronę Blame'a. Szatyn doskonale wiedział, że ma iść za mną, dlatego od razu ruszył się z miejsca.
- Blame, do Ciebie. - mruknęłam, znajdująć się tuż przy samochodzie. Brunet, który mnie "pilnował" właśnie palił papierosa oparty o samochód, ale po moich słowach od razu odwrócił się w moją stronę.
- Co znowu zbroiłaś?
- nic nie zbroiła. - Odparł brązowooki na co się zdziwiłam. Zazwyczaj klienci kłamią, żeby tylko nam, dziewczynom się oberwało. - Chciałbym ją wypożyczyć. - dodał stając przy moim szefie a moje usta mimowolnie się otworzyły. Wypożyczyć, poważnie? Jestem jakiś kurwa przedmiotem? Nie odezwałam się, bo mnie zamurowało, od tak, poważnie. Skrzyżowałam ręce na piersiach i oddaliłam się od nich nie mając nawet ochoty słuchać tego, co dyskutują między sobą.
- Zbieraj się, jedziesz z nim. - Krzyknął Blame a ja momentalnie się odwróciłam patrząc na niego z miną "Czy pojebało Cie do końca?".
- nie przejmuj się, jutro rano odstawi Cię na to miejsce. Szef podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek co sprawiło, że spojrzałam w jego oczy. On nigdy nie lubił, jak się go ignoruje, uwierzcie. - masz być grzeczna, rozumiesz? - wysyczał mi w twarz a wtedy jak gdyby nigdy nic ucałował mój policzek z tym swoim pieprzonym uśmieszkiem. Odsunęłam się od niego a nowo poznany chłopak stanął przy mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Mogłoby się wydawać wam to śmieszne, ale gdybym miała oceniać po wyglądach, to nigdy nie pomyślałabym, żeby taki ktoś jak on lubił dziwki. On wydawał mi się jakiś taki.. Inny, lepszy, nie wiem, ale to pewnie tylko złudzenia, jestem dziwką, nie mogę nikomu ufać. Szatyn skinął głową, abym zanim ruszyła, więc posłusznie dorównałam mu kroku nie zdejmując rąk z moich piersi. Po chwili dotarliśmy do jego samochodu a on otworzył mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam. Wsiadłam do tego samochodu jakbym wsiadała do kogoś zaufanego. Zapięłam pas patrząc w przednią szybę. Pewnie zastanawiacie się jakie były komentarze ze strony jego kumpli? "O, ale będzie zabawa, ładna z niej suka, ziomek wie co dobre".. Uwierzcie, że te komentarze, to było jak NIC, bo byłam obrażana gorzej. Nowo poznany klient wsiadł od strony kierowcy i odpalił silnik, od razu wyjeżdżając z lasu i kierując się w stronę słonecznego Miami, bo teraz się tutaj znajduję. Zdziwiłam się, gdy wysadził swoich kumpli na Santa Maria Beach, myślałam, że wszyscy będą chcieli ze mnie skorzystać, ale jednak nie. Jechaliśmy w ciszy, kompletnej ciszy co aż czasami przerażało. Westchnęłam układając swoje dłonie na udach gdy poczułam na sobie wzrok szatyna.
- jak ci na imię? - odezwał się do mnie a ja momentalnie spojrzałam w jego stronę przez co nasze spojrzenia się spotkały.
- jestem Kimberly, i lepiej patrz na drogę. - pstryknęłam palcami a brązowooki się uśmiechnął kierując wzrok na przednią szybę samochodu. Jego uśmiech sprawił, że sama się uśmiechnęłam i nie wiem czemu, tak sama od siebie.
- a Ty, ja.. - jestem Justin. - odpowiedział od razu, tak, jakby miał przeczucie, że właśnie chciałam o to zapytać. - Masz piękne imię, Kim. - dodał, na co się uśmiechnęłam, bo nikt nie zdrabniał mojego imienia, oprócz mamy, a nie rozmawiałam z nią już sporo czasu.
- dziękuję. - przytaknęłam głową poprawiając spódniczkę i w tym zsuwając ją na swoje uda. Justin zaparkował samochód przed hotelem, ale to nie był jakiś zwykły hotel, to był EPIC HOTEL - A KIMPTON HOTEL nad samym oceanem, najlepsze miejsce wypoczynkowe w Miami. Teraz to już byłam pewna, że on musi być chłopakiem z ogromnym hajsem przy duszy. Spojrzałam na Justina z miną typu "O ja pierdole" a on się tylko uśmiechnął i odpiął pas wyjmując kluczyki ze stacyjki. Już po chwili otworzył drzwi z mojej strony a ja odpięłam pas i wyszłam z samochodu zapinając sweterek. Dolna część garderoby jeszcze nie wyglądała tak wyzywająco, ale ten gorset od razu dawał do zrozumienia, że nie jestem zwykłą dziewczyną. Zapięłam sweterek i teraz wyglądałam już całkiem normalnie. Szatyn uśmiechnął się już któryś raz z kolei i zamknął samochód automatycznym guzikiem następnie obejmując mnie swoim ramieniem. Zdziwiłam się, ale pozwoliłam się objąć bo wiem, że i tak pewnie jutro zapomni jak mam na imię, ale wiecie co? On jako pierwszy z moich klientów zapytał mnie jak mam na imię, i chyba jako pierwszy spojrzał mi w oczy. Możecie mi wierzyć bądź nie, ale nigdy się tak jeszcze nie czułam, bo normalny facet widząc tak skąpo ubraną dziewczynę od razu chciałby ją wykorzystać, ale nie on.. nie Justin.
- nie stresuj się tak, mała. - usłyszałam jego nadzwyczajnie zachrypły i zarazem ciepły głos a moja twarz już nieco przestała przedstawiać strach, czy jakikolwiek grymas.
- po prostu spędzimy miło czas, to wszystko. - dodał, a następnie ruszyliśmy w stronę wejścia hotelowego. Szło się nam niezbyt wygodnie, bo ja miałam JAK ZWYKLE skrzyżowane ręce na piersiach a on swoim silnym ramieniem oplatał moją talię, dlatego zmienił "pozycję" i "rozplątał" moje ręce chwytając moją dłoń i splatając nasze palce. W pierwszym momencie, jak to nastolatka pomyślałam sobie "o kurcze! Nasze dłonie są do siebie dopasowane idealnie!" ale jednak po chwili potrząsnęłam głową i wróciłam do rzeczywistości, bo przecież jestem dziwką, a on chce być miły. Moje myśli jednak nadal dawały mi znać, bo jaki normalny chłopak wziąłby dziewczynę o lekkich obyczajach za dłoń i szedł z nią gdzie praktycznie było pełno ludzi? Dam sobie rękę uciąć, że na pewno jakiś chłopak, bądź starszy pan rozpoznał mnie, bo po tych wszystkich spotkaniach mogłabym powiedzieć, że przeleciało mnie pół Miami, jak nie Florydy.
(...)
Po załatwieniu formalności hotelowych ruszyliśmy do pokoju, który Bieber nam wynajął. O, skąd znam jego nazwisko? Widziałam jak się podpisywał, "Justin Bieber", i mam takie dziwne przeczucie, że gdzieś słyszałam już to imię i nazwisko, ale znając życie, to tylko moje złudzenia, czasami to chyba naprawdę wkręcam sobie filmy.
- pokój 126, Kimberly. - poinformował mnie Justin wręczając mi kartę pokojową do dłoni i w sumie się zdziwiłam. Właśnie! Zdziwiłam się, że wynajął nam dwuosobowy apartament z widokiem na ocean na dwa dni, przecież miałam zostać z nim tylko do jutra. Wzruszyłam ramionami "sama do siebie" wchodząc do windy. Oparłam się o ścianę elektrycznego przenośnika, gdy drzwi się zamknęły a my ruszyliśmy na chyba 4 piętro, bo ten guzik o ile się nie mylę wciskał brązowooki.
- nie zrobie Ci krzywdy, nie bój się. Widzę w Twoich oczach strach, nie bój się. Słowa "nie bój się" powtórzył dwa razy i sama nie wiem, czemu zaczął mnie do siebie przekonywać. Skinęłam tylko głowa z delikatnym uśmiechem patrząc na swoje szczupłe nogi i wysokie buty i szpilce. Od początku pracy uczono mnie, żebym nie ufała nikomu, że każdy jest taki sam i że każdy może mieć dwa oblicza - bycie miłym a zarazem wrednym skurwysynem. Wspominałam wam, że biore narkotyki? Że tyle razy byłam nimi odurzana, że w końcu mój organizm zaakceptował to? Pewnie nie, bo wstyd mi przyznawać się do niektórych rzeczy a uwierzcie mi, że mam mnóstwo takich "tajemnic". Ćpam Amfetaminę, nie jest droga a czasami nawet pozwala mi się rozluźnić i już nie jestem taką samą Kim jak bez tego. Teraz akurat zostało mi towaru na jedną kreskę i nie wiem jak ja przeżyję tę noc, bo dzięki Amfetaminie człowiek nie jest taki senny, sen przechodzi, tak samo głód. Właśnie, głód. Umieram z głodu.
- pewnie byś coś zjadła, co? - Justin Bieber spojrzał na mnie pytającym wzrokiem a mnie zamurowało. No czy on czyta mi w myślach?!
- masz rację, umieram z głodu. - odparłam a w tym otworzyły się drzwi windy. Justin cały czas trzymał moją dłoń, więc jak tylko mogliśmy wyjść, to pociągnął mnie delikatnie w stronę długiego korytarza. Ale zrobił to tak.. fajnie, poczułam się tak, jakbym teraz była w towarzystwie kogoś mega uczuciowego, to jest naprawdę wspaniałe uczucie, bo wydawało mi się, że On traktuje mnie z szacunkiem mimo tego, że nie należe do typu dziewczyn, które się tak traktuje - taka jest prawda. Przypomniało mi się, że nie dałam Blame'owi pieniędzy za dzisiejszy seks z klientami, więc spokojnie mogłam zamówić sobie jakiś niedrogi posiłek, oczywiście niedrogi, to powinnam zaznaczyć, bo nie mogę wydawać tych pieniędzy, w ogóle nie pamiętam, kiedy miałam WŁASNE pieniądze. Zawsze z dziewczynami robiłyśmy listę czego potrzebujemy, a w ciągu kilka dni miałyśmy wszystkie potrzebne produkty. W sumie to środki czystości, jakieś niedrogie perfumy, których zapach i tak znikał z ubrania w ciągu kilku godzin, i czasami nowe ciuchy, ale na gust jakiegoś plastika, normalne. Dużo myśle i opowiadam, prawda? Ale wiem, że mogę wam zaufać. To jest moja historia i wasza, jednym zdaniem - To jest nasza historia. Znaleźliśmy się pod pokojem, który szatyn dla nas wynajął, a ja spojrzałam na niego jak jakaś idiotka, bo szczerze mówiąc nie wiedziałam, co mam zrobić z tą kartą. Bywałam w hotelach, ale nie tak drogich. Justin zaśmiał się i złapał mnie za dłoń w której trzymałam kartę, po czym przesunęliśmy razem kartą po specjalnym miejscu ulokowanym na drzwiach i pokój otworzył się. Gdy usłyszałam krótki śmiech chłopaka to wiedziałam, że to nie było pod wgląd kpiny, pewnie śmiał się z mojego wyrazu twarzy, bo przyznam, że byłam zakłopotana.
- wejdź, śmiało. - brązowooki dotknął moich pleców stając za mną, co mogło oznaczać tylko, że zachęca mnie do tego, żebym weszła i przestała się w końcu stresować, bo przez ten czas stałam się chyba kłębkiem stresu. Wiem, że zazwyczaj to powiedzenie brzmi inaczej, ale ja zawsze eksperymentuje w słowach. Gdy weszłam do środka, to Justin wszedł za mną i zamknął drzwi, które chyba z tamtej strony dało się otworzyć tylko kartą. Może specjalnie to zrobił, żeby nikt nie przeszkadzał mu tego, kiedy będzie się mną bawił? Boże, Kimberly, ogarnij myśli, serio.
- co byś zjadła? - Szatyn spojrzał na mnie z tym swoim słodkim uśmieszkiem i położył kluczyki od samochodu na szafce. Dziwne, bo pewnie jakbym była z kimś innym, to ta osoba pochowałaby wszystkie cenne rzeczy, mając obawy, że coś ukradnę. Ale ja nigdy nikogo nie okradłam, nic nigdy nie wzięłam bez pozwolenia. Jestem osobą wierzącą i wiem, że Bóg mógłby mnie za to pokarać.
- wszystko mi jedno, oby chociaż trochę zapełnić żołądek.. Justin. - powiedziałam półszeptem, nie chciałam, żeby chłopak myślał, że jestem jakąś idiotką pewną siebie i że zaraz wymyśle najdroższe danie świata bo wydaje mi się, że Justin zorientował się, że domyślam się, że stoję teraz z pokoju z bardzo bogatym mężczyzną. Ale pod względem zachowania Bieber'a nie powiedziałabym, że jest bogaty, raczej powiedziałabym, że jest zwyczajny, ale za to szczęśliwy.
- nie ma sprawy, co powiesz na spaghetti? - zapytał, unosząc swoje brwi i oblizując wagi. Jezu, ale w tym momencie on był seksowny, nie widziałam jeszcze takiego chłopaka, poważnie!. Starałam się zachowywać normalnie, bo jestem pewna, że teraz pewnie nie jedna laska marzy o tym, aby spędzić z nim trochę czasu, a ja tak po prostu jestem z nim w hotelu.
- moje ulubione danie, chętnie. - odparłam, po czym się uśmiechnęłam, ale tym razem szczerze.
- no to mamy coś wspólnego. - Bieber mrugnął do mnie okiem, a ja zagryzłam swoją dolną wargę, zawsze tak miałam, kiedy ktoś przypadł mi do gustu. Nie widziałam swojej twarzy, ale poczułam, że się rumienię, to było do przewidzenia!.
- ile masz lat? Zapytałam, podchodząc do drzwi tarasowych, przez które widać było idealnie ocean i powoli zachodzące słońce. Szczerze mówiąc nie wiem czemu o to zapytałam.
- Dwadzieścia skończyłem pierwszego Marca, a Ty? - Szatyn odpowiedział mi tak normalnie, ale z tym ciepłym tonem w głosie.
- będę miała 18 we wrześniu. - spojrzałam na Niego a widząc jak jego usta się otworzyły to kiwnęłam głową wcale nie dziwiąc się jego reakcji.
- jesteś taka młodziutka.. - Wręcz mruknął, a po mojej skórze przeszedł przyjemny dreszcz. Justin podszedł do mnie i oparł ręce o parapet tak, że ja stałam między jego rękami.
- I od razu zauważyłem, że nie jesteś zadowolona z tego co robisz.
- zgadłeś. - kiwnęłam głowa i westchnęłam ciężko przygryzając wargi, tym razem ze stresu.
- zauważyłem od razu. Jesteś zbyt słodka, żeby pracować w takim gównie, wiesz o tym? Bieber spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem szukając kontaktu z moimi oczami a ja po chwili pozwoliłam mu na to i spojrzałam z jego najcudowniejsze oczy na świecie.
- w to gówno wepchnął mnie mój.. już były chłopak, ten, z którym dzisiaj rozmawiałeś. - Odgarnęłam kosmyk swoich długich i delikatnie zakręconych włosów za ucho a Justin zagryzł wargi przyglądając się moim morskim oczom.
- a to Skurwiel.. - mruknął pod nosem a następnie stanął prosto chowając ręce w kieszeniach spodni.
- dobra, nie będę się Ciebie wypytywał, bo pomyślisz, że jestem jakimś dziennikarzem i zaraz padniesz mi z głodu. - przytaknął głową a następnie chwycił hotelowy telefon i przyłożył go do ucha. Westchnęłam cicho i otworzyłam drzwi balkonowe wychodząc na zewnątrz. Delikatny podmuch wiatru rozwiał moje włosy a nozdrza oplótł zapach bryzy morskiej. Stanęłam przy barierce układając na niej ręce a zanim się zorientowałam to dłonie szatyna spoczęły na barierkach. Silne ramiona unosiły się między mną a gdy odchyliłam głowę, aby móc na Niego spojrzeć, to zostałam obdarzona ciepłym spojrzeniem i uśmiechem - na którego widok zaczynałam powoli szaleć. Odwzajemniłam uśmiech i spuściłam głowę a teraz razem zaczęliśmy przyglądać się słońcu, które zbliżało się ku horyzontu.
- będziesz musiał mi powiedzieć, co lubisz, żeby mój szef znowu mnie nie bił z powodu tego, że nie wypełniam swoich obowiązków. - powiedziałam trochę oschle, ale nawet gdy myślałam o tym, że za chwilę będę musiała spełniać zachcianki obcego faceta, to robiło mi się niedobrze.
- Twojego szefa tutaj nie ma, a lubię spaghetti, obydwojga lubimy, dlatego je zamówiłem. - Justin zaśmiał się a następnie ułożył dłonie na moich szczupłych ramionach. Wtedy naprawdę poczułam, że nie chodzi mu o seks, ale on musiał zapłacić za mnie dużo pieniędzy, więc nie skorzysta? To by było dziwne, naprawdę dziwne. W tym usłyszeliśmy pukanie do drzwi, więc Justin bez słowa opuścił taras i otworzył drzwi wpuszczając szofera do środka. Ten zostawił nam naszą "obiadokolację" i opuścił apartament. Nie widziałam tej sytuacji, ale pewnie dostał napiwek. Nie należę do ciekawskich ludzi, nie lubię za przeproszeniem wpierdalać się w czyjeś sprawy, każdy ma swoje życie - tego się trzymam. Stałam tak jeszcze chwilę gdy poczułam na swoim policzku delikatny dotyk i przyjemną woń. Odwróciłam głowę w stronę mojego towarzysza a moje oczy się rozszerzyły. Chwila.. czy on właśnie trzyma dla mnie różę? O matko święta.
- Czy..Czy to dla mnie? Za jąkałam się i sprzedałam sobie liścia w myślach, przecież nikogo oprócz nas tutaj nie ma.
- a jak by inaczej? - Szatyn poruszył swoimi brwiami na co się zaśmiałam i wzięłam od niego różę, którą mi wręczał następnie kiwając głową w ramach podziękowania.
- a buziaka nie dostanę? - wskazał na swój policzek.
- a nie brzydzisz się? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie przykładając kielich* róży do swojego nosa. (*kielich - płatki, nie wiedziałam jak to nazwać, więc nazwałam to tak, jak uczono mnie w szkole.)
- a powinienem? - droczył się ze mną, przecież to było widać gołym okiem.
- nie jestem brudaską. - odpowiedziałam od razu i w tym samym momencie obaj się zaśmieliśmy.
- widzę. Więc całuj. - szatyn wskazał na swój policzek z zadziornym a zarazem przesłodkim uśmiechem na ustach a ja zbliżyłam się do niego i ucałowałam jego delikatny policzek z wyraźnym "cmoknięciem". Ponownie się zaśmieliśmy a Justin spojrzał na mnie z rozbawieniem na twarzy.
- no co? - zapytałam, udając, że nie wiem, o co chodzi a Bieber pogłaskał mój policzek co pewnie sprawiło, że się zarumieniłam a następnie złapał mnie za podbródek i spojrzał z moje oczy.
- nie zasługujesz na takie życie, wyciągnę Cię z tego. - powiedział stanowczo, a mnie po raz kolejny zamurowało. Odkąd go spotkałam, to poczułam się całkiem inaczej niż na co dzień, poczułam się lepiej, i teraz mogłam być sobą, bo było widać, że on właśnie tego chce.
- nie możesz, Blame jest zbyt stanowczy, jestem pewna, że zrobiłby nam krzywdę. Przecież on by mnie zabił. - ostatnie zdanie wypowiedziałam tak jakby "panikliwie", ale wiem jaki jest Blame i wiem, że nigdy nie dostałabym bym przesadnie mocno, bo przecież jak on to zawsze mówił.. "praca czeka, jest pieniądz - to musi być praca!"
- nie martw się, jeśli będzie trzeba, to Cię ukradnę. - Justin zbliżył swoje wargi do moich a moje serce zaczęło bić stokrotnie szybciej. Już myślałam, że nasze wargi się złączą, ale dźwięk jego sms'a zjebał wszystko. Westchnęłam kiedy odsunął ode mnie swoją twarz i spojrzałam na Justin'a bawiąc się nerwowo swoimi palcami. Szatyn wysunął telefon z kieszeni spodni, odczytał wiadomość a po chwili spojrzał na mnie z uśmiechem.
- to co, idziemy jeść? Zaraz obydwojga padniemy, no naprawdę. - Powiedział to śmiesznym głosem, dlatego od razu się zaśmiałam i w sposób wesoły. Kiwnęłam tylko głową i wyminęłam brązowookiego ocierając się swoimi dłońmi o jego klatkę piersiową, ponieważ praktycznie zablokował mi drogę i musiałam przejść bokiem. Weszłam do naszego apartamentu i wzięłam talerze z wózka dostawczego stawiając je na stoliku. Ułożyłam sztućce, szklanki i serwetki z restauracyjny sposób a Justin stał z progu drzwi balkonowych patrząc na mnie w uniesionymi brwiami.
- Uczyłam się jako technik żywienia w Nowym Yorku, ale przerwałam naukę. Powód? Byłam głupia. Odpowiedziałam na jego "pytanie", którego mi nie zadał, ale po jego wzroku było jasne, że na pewno zapytałby o to, skąd znam prawidłowe układanie naczyń, jeszcze w taki sposób.
- więc pewnie umiesz gotować, co? - zaśmiałam się na jego słowa i skinęłam głową od razu zachęcając go, żeby usiadł przy stole. Wiaderko z Szampanem postawiłam przy stoliku i spojrzałam na Justin'a który przysiadł przy stole z uśmiechem.
- umiem. Robie świetną Lazanię, wiesz? - zapytałam unosząc swoje brwi, nigdy tego nie robiłam, ale on chyba mnie tym zaraził.
- Żartujesz?! Zapytał, owijając widelec w makaronie. Ja również wzięłam się za spożywanie posiłku.
- to moje ulubione danie, poważnie. - dodał, a ja poczułam, jak robi mi się ciepło na sercu. Kto wie, może to nie jest spotkanie na jedną noc? Może jednak będzie coś więcej z tego?
- tak, Justin, ugotuje Ci coś dobrego, na pewno nadarzy się taka okazja. - Kiwnęłam głową, a następnie z naszych ust wydobył się śmiech, ale ten śmiech był taki radosny.
- wiedziałem, że jesteś miła. - Bieber uśmiechnął się, co w pełni odwzajemniłam. Dziwne, przecież każdy mówił, że jestem zimną suką.. A Może jednak ja potrafię być miła i kochana, ale dla kogoś, kto to odwzajemnia? Na pewno tak jest.
- jeśli nie chcesz się ze mną dzisiaj przespać, to ja to szanuję. Przejeżdżałem przypadkowo przez tą ulicę, ale gdy Cię zobaczyłem.. pierwszy raz widzę tak piękną kobietę, uwierz mi. - Słowa te wypowiadał patrząc mi w oczy, a ja po prostu BYŁAM PEWNA, że on mówi prawdę.
- widziałeś mnie tyłem. - odparłam udając, że jego słowa na mnie nie wpłynęły.
- bo najważniejsze niewidoczne dla oczu, nie uważasz? - Szatyn zapytał mnie, jednak nie zrozumiałam jego słów, co zauważył, bo zaczął kontynuować.
- Pewnie myślisz, że jestem typem chłopaka, który patrzy, jaka laska ma piękną twarzyczkę, co?
- nie, Justin, to nie tak.. - odpowiedziałam jednak Bieber dał mi znak, żebym pozwoliła mu skończyć, przez co zrobiło mi się głupio, że weszłam mu w zdanie.
- Zawołałem Cię i wtedy ujrzałem Twoją twarzyczkę, Mała. Gdybyś mi się nie spodobała, to machnąłbym ręką i odjechał. Widziałaś pewnie wtedy mój uśmiech, co? Na pewno widziałaś. Od początku byłem pewny, że właśnie poznaję kogoś, kto jest naprawdę inny. Cierpisz w towarzystwie tamtych ludzi, przy mnie jesteś słodką Kimberly, słońce. - Wsłuchiwałam się w jego słowa jak w jakąś melodię, poważnie. Jego głos był w pełni szczery a ja czułam jak moje serce bije mocniej i teraz nie dziwiło mnie to, bo biło z konkretnego powodu.
- To są najpiękniejsze słowa jakie mogłam usłyszeć.. - wyszeptałam a moje oczy zalazły się łzami, które już po chwili spłynęły po moich policzek niczym małe groszki.
- Ej, Kim, nie płacz.. Przepraszam, że do tego doprowadziłem, wybacz Maleńka.. - Justin się przejął moimi łzami, w jego głosie można było tez to usłyszeć, ale tak naprawdę przekonałam się o tym w stu procentach, kiedy wstał, podszedł do mnie i przykucnął kładąc swoje męskie dłonie na moich zgrabnych udach.
- Cii.. Główka do góry, piękniutka. - uśmiechnął się do mnie i otarł moje policzki dłonią, które były już brudne od tuszu, no ale co w tym dziwnego, skoro miałam na sobie kilo tapety, bo tak życzył sobie Blame?
- zaraz zmienisz ubranie, bo wiem, że niewygodnie Ci w tym. - zmienił temat, ale też przeczytał to chyba znowu z moich myśli. Kiwnęłam tylko głową z małym uśmiechem, a Bieber jeszcze raz wytarł moje policzki, tym razem chusteczką, pozbywając się czarnych smug z moich policzków.
(...)
Odłożyłam nasze brudne naczynia na wózek i również lampki po szampanie a po chwili szofer odebrał naczynia z wielką życzliwością. Justin wyciągnął w moją stronę papierowy banknot, abym dała napiwek pracownikowi hotelu, ale nie wzięłam, tylko obdarzyłam napiwkiem szofera własnymi pieniędzmi, które miałam zarobione z dzisiejszego dnia. Młody mężczyzna podziękował mi a ja rzuciłam słowa "Nie ma za co, to My dziękujemy, wiadomo, za posiłek i za obsługę" z wielką życzliwością w głosie jak i w wyrazie twarzy.
- pasują państwo do siebie. - szofer wskazał na nas dłonią a ja spojrzałam na Justina, ten tylko przytaknął głową i się uśmiechnął.
- szukałem jej całe życie.
- dobry wybór. - chłopak odziany w garnitur wyciągnął kciuk w stronę Justina na co Szatyn się zaśmiał. Gdy pracownik opuścił nasz pokój to spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem.
- no co? - Zapytał, jakby nie wiedząc o co chodzi.
- głupek. - zaśmiałam się a na ustach Justina pojawił się szczery uśmiech.
- przemyślałam wszystko i.. chcę. Chcę, bo zapłaciłeś.
- Ale Kim, to nie nie znaczenia.. - Justin mruknął a ja mu przerwałam.
- Ma znaczenie. Zapłaciłeś za hotel, jedzenie i sprawiłeś, że się uśmiecham, więc ja mówię słowo TAK.
Kiwnęłam głową a w oczach Biebera pojawiły się iskierki. Podszedł do mnie i oplótł moją talię następnie siadając na łóżku a ja wylądowałam na jego kolanach przodem do jego klatki piersiowej.
- jesteś pewna? Ale tak.. pewna, pewna?
- na sto procent. - odparłam od razu z delikatnym uśmiechem na ustach. Justina dłonie zaczęły błądzić po moim ciele w sposób bardzo przyjemny, bo NIE MAM POJĘCIA JAK, z moich ust wydostawały się jęki. Dotyk Szatyna sprawiał, że było mi przyjemnie, robił to delikatnie, a ja oplotłam ręce na jego karku i spojrzałam głęboko w jego oczy. Już po chwili leżałam na łóżku, a ciało Justina, zawisło nade mną, podtrzymywane było jego silnymi ramionami. Nie patrzył na to, że w tym momencie widać mi dekold, bo odpięły mi się guziki sweterka, patrzył mi w oczy, a to było naprawdę romantyczne. Słońce zaczęło zachodzić, a apartament ogarniało już powoli światło lampki nocnej stojącej na szafce przy łóżku.
- wiem, że nikt nie traktował Cię w delikatny sposób. Teraz ja to zrobię. - Justin wyszeptał mi te słowa prosto w usta a ja się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową, że wiem, że mu ufam i że wiem, że mówi prawdę. W tym momencie w moim brzuchu uwolniło się stado motyli, bo Justin... MNIE POCAŁOWAŁ, rozumiecie? Odwzajemniłam jego pocałunek najlepiej jak potrafiłam, a to kolejny powód do tego, że mnie do siebie przyciągał, bo przecież każdy by się brzydził ust dziwki, ale nie on, a to było wręcz fascynujące.. Oderwał swoje usta od moich a ja przejechałam po swoich językiem. Spojrzał w moje oczy a słowa które wypowiedział zmieniły moje nastawienie do dzisiejszego dnia. CIESZE SIĘ KURWA, ŻE STAŁAM TAM JAKO DZIWKA, NAPRAWDĘ SIĘ CIESZĘ! Wykrzyczałam w duchu i ułożyłam głowę wygodnie na poduszce. Wiecie jakie słowa wypowiedział?
- Noc jest tylko nasza, będziesz trzy metry nad niebem, tylko My, Kochanie.
Gdy tylko usłyszałam te słowa, to mój brzuch dosłownie ZAPEŁNIŁ się motylami. Oplotłam swoje ręce na jego karku tak, jakby zaraz miałby mi ktoś go ukraść, a swoje nogi śmiało oplotłam na jego biodrach co sprawiło, że na naszych ustach pojawiły się szczerze uśmiechy.
- Nie skrzywdzę Cię, obiecuję.
- wiem.. - odpowiedziałam dociskając jego umięśnione ciało do siebie, bo naprawdę zaczęłam go pragnąć i chyba po tym jaki wobec mnie był.
- teraz już jestem trzy metry nad niebem. - dodałam, patrząc głęboko w jego oczy a zanim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, nasze wargi ponownie się złączyły.
TERAZ JUŻ WIEM, ŻE NAWET W TAKIEJ PRACY ZNAJDZIE SIĘ ZAWSZE JAKIŚ PLUS, ALE JUSTIN, NOWO POZNANY....KLIENT, STAŁ SIĘ MOJĄ SZÓSTKĄ Z PLUSEM. - Owe myśli przeszły mi przez głowę kiedy jego ręce wylądowały za moimi plecami odpinając mi gorset.
- A Teraz mogę być pewna, że mnie nie skrzywdzisz.. - Odezwałam się cichym tonem a teraz zaczęliśmy skupiać się tylko na nas, na naszych ciałach..
Podniosłam się z łóżka karcąc ją spojrzeniem, to chyba działało na każdego bo od razu dała mi spokój i zaczęła przeszukiwać rzeczy. Miałyśmy razem pokój. Dwa łóżka, dwie szafy i okno z kratami, tak wyglądał mój dom, a nie tak jak z Nowego Yorku, bo stamtąd pochodzę. Tęsknię za domem, za uśmiechem mamy i szczerze? Wolałabym być budzona po to, aby zjeść śniadanie i iść do szkoły a nie po to, żeby ubrać jakieś obcisłe ciuszki i stać przy drodze czekając, aż ktoś rozłoży moje nogi i mi zapłaci.
- która to godzina? - mruknęłam i wstałam następnie podchodząc do okna. - 8 rano. Odpowiedziała Megan na co głośno westchnęłam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej krótką, czarną spódniczkę i obcisły gorset z cekinami a do tego czarne rajstopy i zwiewny sweterek, który pewnie i tak nie będzie mi potrzebny. - Idę się wykąpać - odparłam a następnie ruszyłam do łazienki. Zdjęłam szorty i koszulkę a następnie weszłam pod prysznic. Mimo tego, jaką miałam "pracę" to i tak bardzo o siebie dbałam. Miałam wiele kosmetyków pielęgnujących moje ciało którego oczywiście nienawidziłam, bo uwierzcie, że przestałam liczyć ilu mężczyzn mnie dotykało, z iloma się spotykałam i w jakich miejscach byłam. Megan powiedziała, że jestem bardzo podobna do mamy, ale chyba różni nas to, że ona miała z sobie jednego penisa a ja? Przestałam już liczyć, bo chyba najlepszy matematyk miałby z tym problem...
Po 20 minutach wyszłam spod prysznica, owinęłam włosy ręcznikiem i to samo zrobiłam ze swoim ciałem. Reszta zajęła mi jakieś 40 minut, suszenie włosów, odważny makijaż no i ten wstrętny ubiór. Tęsknię za tym, aby móc ubrać jakieś dresy czy zwykłą koszulkę. Tęsknię za tym, aby wyjść gdzieś ze znajomymi czy też odrobić pracę domową. Przecież mam dopiero siedemnaście lat, inne dziewczyny w moim wieku jeszcze czekają za tym odpowiednim, aby oddać mu się w całości, a ja? Mam już to za sobą i szczerze powiedziawszy nawet nie pamiętam kiedy, bo pigułkę gwałtu w jakimkolwiek soku miałam już nie raz, a nawet nie dziesięć.
(...)
- Wsiadaj. - Mruknął Blame. Blame, to mój były chłopak, a teraźniejszy Alfons. Śmieszne, prawda? Zamiast siedzieć na jego kolanach, to zazwyczaj przy nim klękam. Jestem jego zabawką, głównie to korzysta tylko ze mnie. Ostatnio powiedział mi, że coś do mnie czuje a wtedy miałam ochotę się roześmiać, bo do cholery jasnej jaki kurwa chłopak każe komuś, kogo kocha robić za dziwkę? Mam ochotę go zabić, uwierzcie, ale gdy tylko mu odpyskuję to mam "nocne piekło", tak to nazwał, kiedy pierwszy raz zbił mnie jak jakiegoś psa. Posłusznie wsiadłam do auta i zapięłam pas. Zawsze siedziałam z przodu a z tyłu siedziały 3 inne dziewczyny, które były wywożone gdzie indziej. Zazwyczaj stałam sama co jakiś czas paląc papierosa, i czekając przy tym, aż ktoś stanie przy mnie samochodem informując mnie, że jest napalony. Blame odpalił silnik i ruszyliśmy tą samą trasą, tymi samymi drogami i w to samo miejsce, w które byłam wyworzona codziennie..
(...)
- odwioze je, i zaraz wracam. - poinformował mnie mój były gdy wysiadałam z samochodu. Przewróciłam oczami i skinęłam głową zamykając za sobą drzwi. Wyjęłam ze stanika czerwoną szminkę i przejechałam nią po swoich pełnych wargach następnie stając się przy dróżce, która prowadziła do lasu. Tam zazwyczaj "zarabiałam" a jak tylko o tym myślę, to pęka mi serce.
Mijały godziny, wsiadałam do aut, po niedługim czasie z nich wysiadałam i stawałam w tym samym miejscu chowając pieniądze w kieszonkę gorsetu. Robiło się chłodno mimo, że był początek sierpnia, ale w lesie zawsze czuć zimne powietrze, ja także robiłam się strasznie głodna. Nastała godzina 15, koniec pracy, to chyba jedyna rzecz, która cieszy mnie w danym dniu. Już chciałam ruszyć w stronę dróżki, gdzie stał zaparkowany samochód mojego "szefa" gdy usłyszałam dźwięk trąbiącego samochodu. Odwróciłam się na pięcie a moim oczom ukazał się ekskluzywny samochód, z którego od razy wysiadł mężczyzna. Ile mógł mieć lat? Nie wiem, ale więcej niż dwadzieścia to bym mu nie dała.
- Ty. - wskazał na mnie palcem i zaczął iść w moją stronę. Jako normalna nastolatka pewnie bym zaczęła uciekać, ale nie ja, bo przecież jestem dziwką, nie mogę się bać nikogo, taka moja praca. Może wam go opiszę? Będziecie mogły bardziej to sobie wyobrazić. Jak już mówiłam, wyglądał na około dwadzieścia lat, nie był także za niski, ani za wysoki, co do wzrostu był idealny, zresztą.. Nie tylko do wzrostu. Miał na sobie Białe Air Force, jans'owe rurki i czarną bokserkę. Jego ręce były naprawdę umięśnione i oplecione tatuażami. Włosy idealnie ułożone a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, które jak na moje - nie były zbytnio tanie. Stanął przy mnie i zsunął okulary z nosa następnie patrząc mi prosto w oczy. Szczerze? Oczy miał przecudowne. Ciemne, brązowe, karmelowe lub bursztynowe. Wszystko w jednym, ale mógłby wyrywać dziewczyny wzrokiem, jestem tego pewna.
- skończyłam pracę, jeśli o to Ci chodzi. - odparłam od razu. Starałam się jakoś specjalnie nie zwracać uwagi na to, że spodobała mi się jego uroda, bo przecież klient jak klient, porucha i zostawi, no czy w tym przypadku nie mam racji?
- Chciałbym rozmawiać z Twoim szefem. - jego zachrypły głos przez chwilę opętał moją głowę, jeszcze nigdy nie słyszałam takiego idealnie męskiego głosu, uwierzcie mi. Ale wiedziałam i tak, że pewnie ma zamiar wynająć mnie na całą noc i pobawić się mną wraz ze swoimi kumplami, którzy jak mniemam siedzieli w samochodzie patrząc na mnie jak na jakiś obrazek. Zawsze musiałam być miła dla klientów, bo obrywało mi się za chamskość, dlatego skinęłam tylko głową i ruszyłam w stronę Blame'a. Szatyn doskonale wiedział, że ma iść za mną, dlatego od razu ruszył się z miejsca.
- Blame, do Ciebie. - mruknęłam, znajdująć się tuż przy samochodzie. Brunet, który mnie "pilnował" właśnie palił papierosa oparty o samochód, ale po moich słowach od razu odwrócił się w moją stronę.
- Co znowu zbroiłaś?
- nic nie zbroiła. - Odparł brązowooki na co się zdziwiłam. Zazwyczaj klienci kłamią, żeby tylko nam, dziewczynom się oberwało. - Chciałbym ją wypożyczyć. - dodał stając przy moim szefie a moje usta mimowolnie się otworzyły. Wypożyczyć, poważnie? Jestem jakiś kurwa przedmiotem? Nie odezwałam się, bo mnie zamurowało, od tak, poważnie. Skrzyżowałam ręce na piersiach i oddaliłam się od nich nie mając nawet ochoty słuchać tego, co dyskutują między sobą.
- Zbieraj się, jedziesz z nim. - Krzyknął Blame a ja momentalnie się odwróciłam patrząc na niego z miną "Czy pojebało Cie do końca?".
- nie przejmuj się, jutro rano odstawi Cię na to miejsce. Szef podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek co sprawiło, że spojrzałam w jego oczy. On nigdy nie lubił, jak się go ignoruje, uwierzcie. - masz być grzeczna, rozumiesz? - wysyczał mi w twarz a wtedy jak gdyby nigdy nic ucałował mój policzek z tym swoim pieprzonym uśmieszkiem. Odsunęłam się od niego a nowo poznany chłopak stanął przy mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Mogłoby się wydawać wam to śmieszne, ale gdybym miała oceniać po wyglądach, to nigdy nie pomyślałabym, żeby taki ktoś jak on lubił dziwki. On wydawał mi się jakiś taki.. Inny, lepszy, nie wiem, ale to pewnie tylko złudzenia, jestem dziwką, nie mogę nikomu ufać. Szatyn skinął głową, abym zanim ruszyła, więc posłusznie dorównałam mu kroku nie zdejmując rąk z moich piersi. Po chwili dotarliśmy do jego samochodu a on otworzył mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam. Wsiadłam do tego samochodu jakbym wsiadała do kogoś zaufanego. Zapięłam pas patrząc w przednią szybę. Pewnie zastanawiacie się jakie były komentarze ze strony jego kumpli? "O, ale będzie zabawa, ładna z niej suka, ziomek wie co dobre".. Uwierzcie, że te komentarze, to było jak NIC, bo byłam obrażana gorzej. Nowo poznany klient wsiadł od strony kierowcy i odpalił silnik, od razu wyjeżdżając z lasu i kierując się w stronę słonecznego Miami, bo teraz się tutaj znajduję. Zdziwiłam się, gdy wysadził swoich kumpli na Santa Maria Beach, myślałam, że wszyscy będą chcieli ze mnie skorzystać, ale jednak nie. Jechaliśmy w ciszy, kompletnej ciszy co aż czasami przerażało. Westchnęłam układając swoje dłonie na udach gdy poczułam na sobie wzrok szatyna.
- jak ci na imię? - odezwał się do mnie a ja momentalnie spojrzałam w jego stronę przez co nasze spojrzenia się spotkały.
- jestem Kimberly, i lepiej patrz na drogę. - pstryknęłam palcami a brązowooki się uśmiechnął kierując wzrok na przednią szybę samochodu. Jego uśmiech sprawił, że sama się uśmiechnęłam i nie wiem czemu, tak sama od siebie.
- a Ty, ja.. - jestem Justin. - odpowiedział od razu, tak, jakby miał przeczucie, że właśnie chciałam o to zapytać. - Masz piękne imię, Kim. - dodał, na co się uśmiechnęłam, bo nikt nie zdrabniał mojego imienia, oprócz mamy, a nie rozmawiałam z nią już sporo czasu.
- dziękuję. - przytaknęłam głową poprawiając spódniczkę i w tym zsuwając ją na swoje uda. Justin zaparkował samochód przed hotelem, ale to nie był jakiś zwykły hotel, to był EPIC HOTEL - A KIMPTON HOTEL nad samym oceanem, najlepsze miejsce wypoczynkowe w Miami. Teraz to już byłam pewna, że on musi być chłopakiem z ogromnym hajsem przy duszy. Spojrzałam na Justina z miną typu "O ja pierdole" a on się tylko uśmiechnął i odpiął pas wyjmując kluczyki ze stacyjki. Już po chwili otworzył drzwi z mojej strony a ja odpięłam pas i wyszłam z samochodu zapinając sweterek. Dolna część garderoby jeszcze nie wyglądała tak wyzywająco, ale ten gorset od razu dawał do zrozumienia, że nie jestem zwykłą dziewczyną. Zapięłam sweterek i teraz wyglądałam już całkiem normalnie. Szatyn uśmiechnął się już któryś raz z kolei i zamknął samochód automatycznym guzikiem następnie obejmując mnie swoim ramieniem. Zdziwiłam się, ale pozwoliłam się objąć bo wiem, że i tak pewnie jutro zapomni jak mam na imię, ale wiecie co? On jako pierwszy z moich klientów zapytał mnie jak mam na imię, i chyba jako pierwszy spojrzał mi w oczy. Możecie mi wierzyć bądź nie, ale nigdy się tak jeszcze nie czułam, bo normalny facet widząc tak skąpo ubraną dziewczynę od razu chciałby ją wykorzystać, ale nie on.. nie Justin.
- nie stresuj się tak, mała. - usłyszałam jego nadzwyczajnie zachrypły i zarazem ciepły głos a moja twarz już nieco przestała przedstawiać strach, czy jakikolwiek grymas.
- po prostu spędzimy miło czas, to wszystko. - dodał, a następnie ruszyliśmy w stronę wejścia hotelowego. Szło się nam niezbyt wygodnie, bo ja miałam JAK ZWYKLE skrzyżowane ręce na piersiach a on swoim silnym ramieniem oplatał moją talię, dlatego zmienił "pozycję" i "rozplątał" moje ręce chwytając moją dłoń i splatając nasze palce. W pierwszym momencie, jak to nastolatka pomyślałam sobie "o kurcze! Nasze dłonie są do siebie dopasowane idealnie!" ale jednak po chwili potrząsnęłam głową i wróciłam do rzeczywistości, bo przecież jestem dziwką, a on chce być miły. Moje myśli jednak nadal dawały mi znać, bo jaki normalny chłopak wziąłby dziewczynę o lekkich obyczajach za dłoń i szedł z nią gdzie praktycznie było pełno ludzi? Dam sobie rękę uciąć, że na pewno jakiś chłopak, bądź starszy pan rozpoznał mnie, bo po tych wszystkich spotkaniach mogłabym powiedzieć, że przeleciało mnie pół Miami, jak nie Florydy.
(...)
Po załatwieniu formalności hotelowych ruszyliśmy do pokoju, który Bieber nam wynajął. O, skąd znam jego nazwisko? Widziałam jak się podpisywał, "Justin Bieber", i mam takie dziwne przeczucie, że gdzieś słyszałam już to imię i nazwisko, ale znając życie, to tylko moje złudzenia, czasami to chyba naprawdę wkręcam sobie filmy.
- pokój 126, Kimberly. - poinformował mnie Justin wręczając mi kartę pokojową do dłoni i w sumie się zdziwiłam. Właśnie! Zdziwiłam się, że wynajął nam dwuosobowy apartament z widokiem na ocean na dwa dni, przecież miałam zostać z nim tylko do jutra. Wzruszyłam ramionami "sama do siebie" wchodząc do windy. Oparłam się o ścianę elektrycznego przenośnika, gdy drzwi się zamknęły a my ruszyliśmy na chyba 4 piętro, bo ten guzik o ile się nie mylę wciskał brązowooki.
- nie zrobie Ci krzywdy, nie bój się. Widzę w Twoich oczach strach, nie bój się. Słowa "nie bój się" powtórzył dwa razy i sama nie wiem, czemu zaczął mnie do siebie przekonywać. Skinęłam tylko głowa z delikatnym uśmiechem patrząc na swoje szczupłe nogi i wysokie buty i szpilce. Od początku pracy uczono mnie, żebym nie ufała nikomu, że każdy jest taki sam i że każdy może mieć dwa oblicza - bycie miłym a zarazem wrednym skurwysynem. Wspominałam wam, że biore narkotyki? Że tyle razy byłam nimi odurzana, że w końcu mój organizm zaakceptował to? Pewnie nie, bo wstyd mi przyznawać się do niektórych rzeczy a uwierzcie mi, że mam mnóstwo takich "tajemnic". Ćpam Amfetaminę, nie jest droga a czasami nawet pozwala mi się rozluźnić i już nie jestem taką samą Kim jak bez tego. Teraz akurat zostało mi towaru na jedną kreskę i nie wiem jak ja przeżyję tę noc, bo dzięki Amfetaminie człowiek nie jest taki senny, sen przechodzi, tak samo głód. Właśnie, głód. Umieram z głodu.
- pewnie byś coś zjadła, co? - Justin Bieber spojrzał na mnie pytającym wzrokiem a mnie zamurowało. No czy on czyta mi w myślach?!
- masz rację, umieram z głodu. - odparłam a w tym otworzyły się drzwi windy. Justin cały czas trzymał moją dłoń, więc jak tylko mogliśmy wyjść, to pociągnął mnie delikatnie w stronę długiego korytarza. Ale zrobił to tak.. fajnie, poczułam się tak, jakbym teraz była w towarzystwie kogoś mega uczuciowego, to jest naprawdę wspaniałe uczucie, bo wydawało mi się, że On traktuje mnie z szacunkiem mimo tego, że nie należe do typu dziewczyn, które się tak traktuje - taka jest prawda. Przypomniało mi się, że nie dałam Blame'owi pieniędzy za dzisiejszy seks z klientami, więc spokojnie mogłam zamówić sobie jakiś niedrogi posiłek, oczywiście niedrogi, to powinnam zaznaczyć, bo nie mogę wydawać tych pieniędzy, w ogóle nie pamiętam, kiedy miałam WŁASNE pieniądze. Zawsze z dziewczynami robiłyśmy listę czego potrzebujemy, a w ciągu kilka dni miałyśmy wszystkie potrzebne produkty. W sumie to środki czystości, jakieś niedrogie perfumy, których zapach i tak znikał z ubrania w ciągu kilku godzin, i czasami nowe ciuchy, ale na gust jakiegoś plastika, normalne. Dużo myśle i opowiadam, prawda? Ale wiem, że mogę wam zaufać. To jest moja historia i wasza, jednym zdaniem - To jest nasza historia. Znaleźliśmy się pod pokojem, który szatyn dla nas wynajął, a ja spojrzałam na niego jak jakaś idiotka, bo szczerze mówiąc nie wiedziałam, co mam zrobić z tą kartą. Bywałam w hotelach, ale nie tak drogich. Justin zaśmiał się i złapał mnie za dłoń w której trzymałam kartę, po czym przesunęliśmy razem kartą po specjalnym miejscu ulokowanym na drzwiach i pokój otworzył się. Gdy usłyszałam krótki śmiech chłopaka to wiedziałam, że to nie było pod wgląd kpiny, pewnie śmiał się z mojego wyrazu twarzy, bo przyznam, że byłam zakłopotana.
- wejdź, śmiało. - brązowooki dotknął moich pleców stając za mną, co mogło oznaczać tylko, że zachęca mnie do tego, żebym weszła i przestała się w końcu stresować, bo przez ten czas stałam się chyba kłębkiem stresu. Wiem, że zazwyczaj to powiedzenie brzmi inaczej, ale ja zawsze eksperymentuje w słowach. Gdy weszłam do środka, to Justin wszedł za mną i zamknął drzwi, które chyba z tamtej strony dało się otworzyć tylko kartą. Może specjalnie to zrobił, żeby nikt nie przeszkadzał mu tego, kiedy będzie się mną bawił? Boże, Kimberly, ogarnij myśli, serio.
- co byś zjadła? - Szatyn spojrzał na mnie z tym swoim słodkim uśmieszkiem i położył kluczyki od samochodu na szafce. Dziwne, bo pewnie jakbym była z kimś innym, to ta osoba pochowałaby wszystkie cenne rzeczy, mając obawy, że coś ukradnę. Ale ja nigdy nikogo nie okradłam, nic nigdy nie wzięłam bez pozwolenia. Jestem osobą wierzącą i wiem, że Bóg mógłby mnie za to pokarać.
- wszystko mi jedno, oby chociaż trochę zapełnić żołądek.. Justin. - powiedziałam półszeptem, nie chciałam, żeby chłopak myślał, że jestem jakąś idiotką pewną siebie i że zaraz wymyśle najdroższe danie świata bo wydaje mi się, że Justin zorientował się, że domyślam się, że stoję teraz z pokoju z bardzo bogatym mężczyzną. Ale pod względem zachowania Bieber'a nie powiedziałabym, że jest bogaty, raczej powiedziałabym, że jest zwyczajny, ale za to szczęśliwy.
- nie ma sprawy, co powiesz na spaghetti? - zapytał, unosząc swoje brwi i oblizując wagi. Jezu, ale w tym momencie on był seksowny, nie widziałam jeszcze takiego chłopaka, poważnie!. Starałam się zachowywać normalnie, bo jestem pewna, że teraz pewnie nie jedna laska marzy o tym, aby spędzić z nim trochę czasu, a ja tak po prostu jestem z nim w hotelu.
- moje ulubione danie, chętnie. - odparłam, po czym się uśmiechnęłam, ale tym razem szczerze.
- no to mamy coś wspólnego. - Bieber mrugnął do mnie okiem, a ja zagryzłam swoją dolną wargę, zawsze tak miałam, kiedy ktoś przypadł mi do gustu. Nie widziałam swojej twarzy, ale poczułam, że się rumienię, to było do przewidzenia!.
- ile masz lat? Zapytałam, podchodząc do drzwi tarasowych, przez które widać było idealnie ocean i powoli zachodzące słońce. Szczerze mówiąc nie wiem czemu o to zapytałam.
- Dwadzieścia skończyłem pierwszego Marca, a Ty? - Szatyn odpowiedział mi tak normalnie, ale z tym ciepłym tonem w głosie.
- będę miała 18 we wrześniu. - spojrzałam na Niego a widząc jak jego usta się otworzyły to kiwnęłam głową wcale nie dziwiąc się jego reakcji.
- jesteś taka młodziutka.. - Wręcz mruknął, a po mojej skórze przeszedł przyjemny dreszcz. Justin podszedł do mnie i oparł ręce o parapet tak, że ja stałam między jego rękami.
- I od razu zauważyłem, że nie jesteś zadowolona z tego co robisz.
- zgadłeś. - kiwnęłam głowa i westchnęłam ciężko przygryzając wargi, tym razem ze stresu.
- zauważyłem od razu. Jesteś zbyt słodka, żeby pracować w takim gównie, wiesz o tym? Bieber spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem szukając kontaktu z moimi oczami a ja po chwili pozwoliłam mu na to i spojrzałam z jego najcudowniejsze oczy na świecie.
- w to gówno wepchnął mnie mój.. już były chłopak, ten, z którym dzisiaj rozmawiałeś. - Odgarnęłam kosmyk swoich długich i delikatnie zakręconych włosów za ucho a Justin zagryzł wargi przyglądając się moim morskim oczom.
- a to Skurwiel.. - mruknął pod nosem a następnie stanął prosto chowając ręce w kieszeniach spodni.
- dobra, nie będę się Ciebie wypytywał, bo pomyślisz, że jestem jakimś dziennikarzem i zaraz padniesz mi z głodu. - przytaknął głową a następnie chwycił hotelowy telefon i przyłożył go do ucha. Westchnęłam cicho i otworzyłam drzwi balkonowe wychodząc na zewnątrz. Delikatny podmuch wiatru rozwiał moje włosy a nozdrza oplótł zapach bryzy morskiej. Stanęłam przy barierce układając na niej ręce a zanim się zorientowałam to dłonie szatyna spoczęły na barierkach. Silne ramiona unosiły się między mną a gdy odchyliłam głowę, aby móc na Niego spojrzeć, to zostałam obdarzona ciepłym spojrzeniem i uśmiechem - na którego widok zaczynałam powoli szaleć. Odwzajemniłam uśmiech i spuściłam głowę a teraz razem zaczęliśmy przyglądać się słońcu, które zbliżało się ku horyzontu.
- będziesz musiał mi powiedzieć, co lubisz, żeby mój szef znowu mnie nie bił z powodu tego, że nie wypełniam swoich obowiązków. - powiedziałam trochę oschle, ale nawet gdy myślałam o tym, że za chwilę będę musiała spełniać zachcianki obcego faceta, to robiło mi się niedobrze.
- Twojego szefa tutaj nie ma, a lubię spaghetti, obydwojga lubimy, dlatego je zamówiłem. - Justin zaśmiał się a następnie ułożył dłonie na moich szczupłych ramionach. Wtedy naprawdę poczułam, że nie chodzi mu o seks, ale on musiał zapłacić za mnie dużo pieniędzy, więc nie skorzysta? To by było dziwne, naprawdę dziwne. W tym usłyszeliśmy pukanie do drzwi, więc Justin bez słowa opuścił taras i otworzył drzwi wpuszczając szofera do środka. Ten zostawił nam naszą "obiadokolację" i opuścił apartament. Nie widziałam tej sytuacji, ale pewnie dostał napiwek. Nie należę do ciekawskich ludzi, nie lubię za przeproszeniem wpierdalać się w czyjeś sprawy, każdy ma swoje życie - tego się trzymam. Stałam tak jeszcze chwilę gdy poczułam na swoim policzku delikatny dotyk i przyjemną woń. Odwróciłam głowę w stronę mojego towarzysza a moje oczy się rozszerzyły. Chwila.. czy on właśnie trzyma dla mnie różę? O matko święta.
- Czy..Czy to dla mnie? Za jąkałam się i sprzedałam sobie liścia w myślach, przecież nikogo oprócz nas tutaj nie ma.
- a jak by inaczej? - Szatyn poruszył swoimi brwiami na co się zaśmiałam i wzięłam od niego różę, którą mi wręczał następnie kiwając głową w ramach podziękowania.
- a buziaka nie dostanę? - wskazał na swój policzek.
- a nie brzydzisz się? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie przykładając kielich* róży do swojego nosa. (*kielich - płatki, nie wiedziałam jak to nazwać, więc nazwałam to tak, jak uczono mnie w szkole.)
- a powinienem? - droczył się ze mną, przecież to było widać gołym okiem.
- nie jestem brudaską. - odpowiedziałam od razu i w tym samym momencie obaj się zaśmieliśmy.
- widzę. Więc całuj. - szatyn wskazał na swój policzek z zadziornym a zarazem przesłodkim uśmiechem na ustach a ja zbliżyłam się do niego i ucałowałam jego delikatny policzek z wyraźnym "cmoknięciem". Ponownie się zaśmieliśmy a Justin spojrzał na mnie z rozbawieniem na twarzy.
- no co? - zapytałam, udając, że nie wiem, o co chodzi a Bieber pogłaskał mój policzek co pewnie sprawiło, że się zarumieniłam a następnie złapał mnie za podbródek i spojrzał z moje oczy.
- nie zasługujesz na takie życie, wyciągnę Cię z tego. - powiedział stanowczo, a mnie po raz kolejny zamurowało. Odkąd go spotkałam, to poczułam się całkiem inaczej niż na co dzień, poczułam się lepiej, i teraz mogłam być sobą, bo było widać, że on właśnie tego chce.
- nie możesz, Blame jest zbyt stanowczy, jestem pewna, że zrobiłby nam krzywdę. Przecież on by mnie zabił. - ostatnie zdanie wypowiedziałam tak jakby "panikliwie", ale wiem jaki jest Blame i wiem, że nigdy nie dostałabym bym przesadnie mocno, bo przecież jak on to zawsze mówił.. "praca czeka, jest pieniądz - to musi być praca!"
- nie martw się, jeśli będzie trzeba, to Cię ukradnę. - Justin zbliżył swoje wargi do moich a moje serce zaczęło bić stokrotnie szybciej. Już myślałam, że nasze wargi się złączą, ale dźwięk jego sms'a zjebał wszystko. Westchnęłam kiedy odsunął ode mnie swoją twarz i spojrzałam na Justin'a bawiąc się nerwowo swoimi palcami. Szatyn wysunął telefon z kieszeni spodni, odczytał wiadomość a po chwili spojrzał na mnie z uśmiechem.
- to co, idziemy jeść? Zaraz obydwojga padniemy, no naprawdę. - Powiedział to śmiesznym głosem, dlatego od razu się zaśmiałam i w sposób wesoły. Kiwnęłam tylko głową i wyminęłam brązowookiego ocierając się swoimi dłońmi o jego klatkę piersiową, ponieważ praktycznie zablokował mi drogę i musiałam przejść bokiem. Weszłam do naszego apartamentu i wzięłam talerze z wózka dostawczego stawiając je na stoliku. Ułożyłam sztućce, szklanki i serwetki z restauracyjny sposób a Justin stał z progu drzwi balkonowych patrząc na mnie w uniesionymi brwiami.
- Uczyłam się jako technik żywienia w Nowym Yorku, ale przerwałam naukę. Powód? Byłam głupia. Odpowiedziałam na jego "pytanie", którego mi nie zadał, ale po jego wzroku było jasne, że na pewno zapytałby o to, skąd znam prawidłowe układanie naczyń, jeszcze w taki sposób.
- więc pewnie umiesz gotować, co? - zaśmiałam się na jego słowa i skinęłam głową od razu zachęcając go, żeby usiadł przy stole. Wiaderko z Szampanem postawiłam przy stoliku i spojrzałam na Justin'a który przysiadł przy stole z uśmiechem.
- umiem. Robie świetną Lazanię, wiesz? - zapytałam unosząc swoje brwi, nigdy tego nie robiłam, ale on chyba mnie tym zaraził.
- Żartujesz?! Zapytał, owijając widelec w makaronie. Ja również wzięłam się za spożywanie posiłku.
- to moje ulubione danie, poważnie. - dodał, a ja poczułam, jak robi mi się ciepło na sercu. Kto wie, może to nie jest spotkanie na jedną noc? Może jednak będzie coś więcej z tego?
- tak, Justin, ugotuje Ci coś dobrego, na pewno nadarzy się taka okazja. - Kiwnęłam głową, a następnie z naszych ust wydobył się śmiech, ale ten śmiech był taki radosny.
- wiedziałem, że jesteś miła. - Bieber uśmiechnął się, co w pełni odwzajemniłam. Dziwne, przecież każdy mówił, że jestem zimną suką.. A Może jednak ja potrafię być miła i kochana, ale dla kogoś, kto to odwzajemnia? Na pewno tak jest.
- jeśli nie chcesz się ze mną dzisiaj przespać, to ja to szanuję. Przejeżdżałem przypadkowo przez tą ulicę, ale gdy Cię zobaczyłem.. pierwszy raz widzę tak piękną kobietę, uwierz mi. - Słowa te wypowiadał patrząc mi w oczy, a ja po prostu BYŁAM PEWNA, że on mówi prawdę.
- widziałeś mnie tyłem. - odparłam udając, że jego słowa na mnie nie wpłynęły.
- bo najważniejsze niewidoczne dla oczu, nie uważasz? - Szatyn zapytał mnie, jednak nie zrozumiałam jego słów, co zauważył, bo zaczął kontynuować.
- Pewnie myślisz, że jestem typem chłopaka, który patrzy, jaka laska ma piękną twarzyczkę, co?
- nie, Justin, to nie tak.. - odpowiedziałam jednak Bieber dał mi znak, żebym pozwoliła mu skończyć, przez co zrobiło mi się głupio, że weszłam mu w zdanie.
- Zawołałem Cię i wtedy ujrzałem Twoją twarzyczkę, Mała. Gdybyś mi się nie spodobała, to machnąłbym ręką i odjechał. Widziałaś pewnie wtedy mój uśmiech, co? Na pewno widziałaś. Od początku byłem pewny, że właśnie poznaję kogoś, kto jest naprawdę inny. Cierpisz w towarzystwie tamtych ludzi, przy mnie jesteś słodką Kimberly, słońce. - Wsłuchiwałam się w jego słowa jak w jakąś melodię, poważnie. Jego głos był w pełni szczery a ja czułam jak moje serce bije mocniej i teraz nie dziwiło mnie to, bo biło z konkretnego powodu.
- To są najpiękniejsze słowa jakie mogłam usłyszeć.. - wyszeptałam a moje oczy zalazły się łzami, które już po chwili spłynęły po moich policzek niczym małe groszki.
- Ej, Kim, nie płacz.. Przepraszam, że do tego doprowadziłem, wybacz Maleńka.. - Justin się przejął moimi łzami, w jego głosie można było tez to usłyszeć, ale tak naprawdę przekonałam się o tym w stu procentach, kiedy wstał, podszedł do mnie i przykucnął kładąc swoje męskie dłonie na moich zgrabnych udach.
- Cii.. Główka do góry, piękniutka. - uśmiechnął się do mnie i otarł moje policzki dłonią, które były już brudne od tuszu, no ale co w tym dziwnego, skoro miałam na sobie kilo tapety, bo tak życzył sobie Blame?
- zaraz zmienisz ubranie, bo wiem, że niewygodnie Ci w tym. - zmienił temat, ale też przeczytał to chyba znowu z moich myśli. Kiwnęłam tylko głową z małym uśmiechem, a Bieber jeszcze raz wytarł moje policzki, tym razem chusteczką, pozbywając się czarnych smug z moich policzków.
(...)
Odłożyłam nasze brudne naczynia na wózek i również lampki po szampanie a po chwili szofer odebrał naczynia z wielką życzliwością. Justin wyciągnął w moją stronę papierowy banknot, abym dała napiwek pracownikowi hotelu, ale nie wzięłam, tylko obdarzyłam napiwkiem szofera własnymi pieniędzmi, które miałam zarobione z dzisiejszego dnia. Młody mężczyzna podziękował mi a ja rzuciłam słowa "Nie ma za co, to My dziękujemy, wiadomo, za posiłek i za obsługę" z wielką życzliwością w głosie jak i w wyrazie twarzy.
- pasują państwo do siebie. - szofer wskazał na nas dłonią a ja spojrzałam na Justina, ten tylko przytaknął głową i się uśmiechnął.
- szukałem jej całe życie.
- dobry wybór. - chłopak odziany w garnitur wyciągnął kciuk w stronę Justina na co Szatyn się zaśmiał. Gdy pracownik opuścił nasz pokój to spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem.
- no co? - Zapytał, jakby nie wiedząc o co chodzi.
- głupek. - zaśmiałam się a na ustach Justina pojawił się szczery uśmiech.
- przemyślałam wszystko i.. chcę. Chcę, bo zapłaciłeś.
- Ale Kim, to nie nie znaczenia.. - Justin mruknął a ja mu przerwałam.
- Ma znaczenie. Zapłaciłeś za hotel, jedzenie i sprawiłeś, że się uśmiecham, więc ja mówię słowo TAK.
Kiwnęłam głową a w oczach Biebera pojawiły się iskierki. Podszedł do mnie i oplótł moją talię następnie siadając na łóżku a ja wylądowałam na jego kolanach przodem do jego klatki piersiowej.
- jesteś pewna? Ale tak.. pewna, pewna?
- na sto procent. - odparłam od razu z delikatnym uśmiechem na ustach. Justina dłonie zaczęły błądzić po moim ciele w sposób bardzo przyjemny, bo NIE MAM POJĘCIA JAK, z moich ust wydostawały się jęki. Dotyk Szatyna sprawiał, że było mi przyjemnie, robił to delikatnie, a ja oplotłam ręce na jego karku i spojrzałam głęboko w jego oczy. Już po chwili leżałam na łóżku, a ciało Justina, zawisło nade mną, podtrzymywane było jego silnymi ramionami. Nie patrzył na to, że w tym momencie widać mi dekold, bo odpięły mi się guziki sweterka, patrzył mi w oczy, a to było naprawdę romantyczne. Słońce zaczęło zachodzić, a apartament ogarniało już powoli światło lampki nocnej stojącej na szafce przy łóżku.
- wiem, że nikt nie traktował Cię w delikatny sposób. Teraz ja to zrobię. - Justin wyszeptał mi te słowa prosto w usta a ja się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową, że wiem, że mu ufam i że wiem, że mówi prawdę. W tym momencie w moim brzuchu uwolniło się stado motyli, bo Justin... MNIE POCAŁOWAŁ, rozumiecie? Odwzajemniłam jego pocałunek najlepiej jak potrafiłam, a to kolejny powód do tego, że mnie do siebie przyciągał, bo przecież każdy by się brzydził ust dziwki, ale nie on, a to było wręcz fascynujące.. Oderwał swoje usta od moich a ja przejechałam po swoich językiem. Spojrzał w moje oczy a słowa które wypowiedział zmieniły moje nastawienie do dzisiejszego dnia. CIESZE SIĘ KURWA, ŻE STAŁAM TAM JAKO DZIWKA, NAPRAWDĘ SIĘ CIESZĘ! Wykrzyczałam w duchu i ułożyłam głowę wygodnie na poduszce. Wiecie jakie słowa wypowiedział?
- Noc jest tylko nasza, będziesz trzy metry nad niebem, tylko My, Kochanie.
Gdy tylko usłyszałam te słowa, to mój brzuch dosłownie ZAPEŁNIŁ się motylami. Oplotłam swoje ręce na jego karku tak, jakby zaraz miałby mi ktoś go ukraść, a swoje nogi śmiało oplotłam na jego biodrach co sprawiło, że na naszych ustach pojawiły się szczerze uśmiechy.
- Nie skrzywdzę Cię, obiecuję.
- wiem.. - odpowiedziałam dociskając jego umięśnione ciało do siebie, bo naprawdę zaczęłam go pragnąć i chyba po tym jaki wobec mnie był.
- teraz już jestem trzy metry nad niebem. - dodałam, patrząc głęboko w jego oczy a zanim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, nasze wargi ponownie się złączyły.
TERAZ JUŻ WIEM, ŻE NAWET W TAKIEJ PRACY ZNAJDZIE SIĘ ZAWSZE JAKIŚ PLUS, ALE JUSTIN, NOWO POZNANY....KLIENT, STAŁ SIĘ MOJĄ SZÓSTKĄ Z PLUSEM. - Owe myśli przeszły mi przez głowę kiedy jego ręce wylądowały za moimi plecami odpinając mi gorset.
- A Teraz mogę być pewna, że mnie nie skrzywdzisz.. - Odezwałam się cichym tonem a teraz zaczęliśmy skupiać się tylko na nas, na naszych ciałach..
wtorek, 30 grudnia 2014
PROLOG. 30.12.2014.
Śmieszne. Naprawde, moje życie jest bezsensowne i śmieszne. Moje życie wygląda tak:
Mieszkanie - służenie klientom - klub nocny - mieszkanie. Tak. Dobrze myślicie. Jestem dziwką. Jestem zwykłą dziwką, która spieprzyła swoje życie do końca.
(...)
Bywają takie momenty, kiedy trzymam nóż przy swoich żyłach, poważnie. Nienawidze tego co robie, nienawidze tego trybu życia, który jest teraz. Ale nie mam wyjścia chociaż wiem, że gdybym wcześniej zachowywała się normalnie, to dzisiaj byłabym z rodziną. Ale nie posłuchałam ich. Wolałam wyruszyć w świat ze swoim "ukochanym", który sam zrobił ze mnie dziwke, który jak tylko wiedział, że jestem w stanie pieprzyć się z nim co noc, to zaczął to wykorzystywać. Ale byłam głupia, co? Ale ze mnie naiwna siedemnastolatka. No cóż..
Jak sobie pościelimy to tak się wyśpimy, moja mama powtarzała mi to w milion razy, ale dopiero teraz zorientowałam się, że to prawda. Nigdy nie doceniałam spędzonego czasu z mamą, tatą i moim młodszym bratem - Maksem. Ale szczerze? Gdyby nie to, że trafiłam do burdelu, to nie zmieniłoby się moje życie na lepsze. Każdy ma swoją drogę krzyżową, żeby później było tylko lepiej. Nigdy nie pomyślałabym, że pewien chłopak o bursztynowych oczach, i o najpiękniejszym uśmiechu zmieni moje życie. Że klient zmieni moje życie. Witajcie, nazywam się Kimberly i spójrzcie, kto naprawił mnie w tak krótkim czasie..
Mieszkanie - służenie klientom - klub nocny - mieszkanie. Tak. Dobrze myślicie. Jestem dziwką. Jestem zwykłą dziwką, która spieprzyła swoje życie do końca.
(...)
Bywają takie momenty, kiedy trzymam nóż przy swoich żyłach, poważnie. Nienawidze tego co robie, nienawidze tego trybu życia, który jest teraz. Ale nie mam wyjścia chociaż wiem, że gdybym wcześniej zachowywała się normalnie, to dzisiaj byłabym z rodziną. Ale nie posłuchałam ich. Wolałam wyruszyć w świat ze swoim "ukochanym", który sam zrobił ze mnie dziwke, który jak tylko wiedział, że jestem w stanie pieprzyć się z nim co noc, to zaczął to wykorzystywać. Ale byłam głupia, co? Ale ze mnie naiwna siedemnastolatka. No cóż..
Jak sobie pościelimy to tak się wyśpimy, moja mama powtarzała mi to w milion razy, ale dopiero teraz zorientowałam się, że to prawda. Nigdy nie doceniałam spędzonego czasu z mamą, tatą i moim młodszym bratem - Maksem. Ale szczerze? Gdyby nie to, że trafiłam do burdelu, to nie zmieniłoby się moje życie na lepsze. Każdy ma swoją drogę krzyżową, żeby później było tylko lepiej. Nigdy nie pomyślałabym, że pewien chłopak o bursztynowych oczach, i o najpiękniejszym uśmiechu zmieni moje życie. Że klient zmieni moje życie. Witajcie, nazywam się Kimberly i spójrzcie, kto naprawił mnie w tak krótkim czasie..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)