- ej, Kimberly! Wstawaj, obudź się, no już! - usłyszałam zdyszany głos Megan. Już tłumacze kto to. Megan. to moja dobra koleżanka, tak jak i ja siedzi w tym całym gównie. Tylko, że ona chyba nie cierpi tak bardzo jak ja i szczerze powiedziawszy jej się to chyba podoba, bo nie ma problemów z tym, co każą jej robić. A może to po prostu moja wyobraźnia? Może ona cierpi tak jak ja, tylko zdążyła się do tego przyzwyczaić? Sama nie wiem, ale wiem jedno - brzydze się tym, co robie. Brzydze się moim byłym chłopakiem, który udawał, że jest wszystko w porządku a potem zrzucił mnie na samo dno. Pieprzony skurwysyn, bezuczuciowy ćpun..
Podniosłam się z łóżka karcąc ją spojrzeniem, to chyba działało na każdego bo od razu dała mi spokój i zaczęła przeszukiwać rzeczy. Miałyśmy razem pokój. Dwa łóżka, dwie szafy i okno z kratami, tak wyglądał mój dom, a nie tak jak z Nowego Yorku, bo stamtąd pochodzę. Tęsknię za domem, za uśmiechem mamy i szczerze? Wolałabym być budzona po to, aby zjeść śniadanie i iść do szkoły a nie po to, żeby ubrać jakieś obcisłe ciuszki i stać przy drodze czekając, aż ktoś rozłoży moje nogi i mi zapłaci.
- która to godzina? - mruknęłam i wstałam następnie podchodząc do okna. - 8 rano. Odpowiedziała Megan na co głośno westchnęłam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej krótką, czarną spódniczkę i obcisły gorset z cekinami a do tego czarne rajstopy i zwiewny sweterek, który pewnie i tak nie będzie mi potrzebny. - Idę się wykąpać - odparłam a następnie ruszyłam do łazienki. Zdjęłam szorty i koszulkę a następnie weszłam pod prysznic. Mimo tego, jaką miałam "pracę" to i tak bardzo o siebie dbałam. Miałam wiele kosmetyków pielęgnujących moje ciało którego oczywiście nienawidziłam, bo uwierzcie, że przestałam liczyć ilu mężczyzn mnie dotykało, z iloma się spotykałam i w jakich miejscach byłam. Megan powiedziała, że jestem bardzo podobna do mamy, ale chyba różni nas to, że ona miała z sobie jednego penisa a ja? Przestałam już liczyć, bo chyba najlepszy matematyk miałby z tym problem...
Po 20 minutach wyszłam spod prysznica, owinęłam włosy ręcznikiem i to samo zrobiłam ze swoim ciałem. Reszta zajęła mi jakieś 40 minut, suszenie włosów, odważny makijaż no i ten wstrętny ubiór. Tęsknię za tym, aby móc ubrać jakieś dresy czy zwykłą koszulkę. Tęsknię za tym, aby wyjść gdzieś ze znajomymi czy też odrobić pracę domową. Przecież mam dopiero siedemnaście lat, inne dziewczyny w moim wieku jeszcze czekają za tym odpowiednim, aby oddać mu się w całości, a ja? Mam już to za sobą i szczerze powiedziawszy nawet nie pamiętam kiedy, bo pigułkę gwałtu w jakimkolwiek soku miałam już nie raz, a nawet nie dziesięć.
(...)
- Wsiadaj. - Mruknął Blame. Blame, to mój były chłopak, a teraźniejszy Alfons. Śmieszne, prawda? Zamiast siedzieć na jego kolanach, to zazwyczaj przy nim klękam. Jestem jego zabawką, głównie to korzysta tylko ze mnie. Ostatnio powiedział mi, że coś do mnie czuje a wtedy miałam ochotę się roześmiać, bo do cholery jasnej jaki kurwa chłopak każe komuś, kogo kocha robić za dziwkę? Mam ochotę go zabić, uwierzcie, ale gdy tylko mu odpyskuję to mam "nocne piekło", tak to nazwał, kiedy pierwszy raz zbił mnie jak jakiegoś psa. Posłusznie wsiadłam do auta i zapięłam pas. Zawsze siedziałam z przodu a z tyłu siedziały 3 inne dziewczyny, które były wywożone gdzie indziej. Zazwyczaj stałam sama co jakiś czas paląc papierosa, i czekając przy tym, aż ktoś stanie przy mnie samochodem informując mnie, że jest napalony. Blame odpalił silnik i ruszyliśmy tą samą trasą, tymi samymi drogami i w to samo miejsce, w które byłam wyworzona codziennie..
(...)
- odwioze je, i zaraz wracam. - poinformował mnie mój były gdy wysiadałam z samochodu. Przewróciłam oczami i skinęłam głową zamykając za sobą drzwi. Wyjęłam ze stanika czerwoną szminkę i przejechałam nią po swoich pełnych wargach następnie stając się przy dróżce, która prowadziła do lasu. Tam zazwyczaj "zarabiałam" a jak tylko o tym myślę, to pęka mi serce.
Mijały godziny, wsiadałam do aut, po niedługim czasie z nich wysiadałam i stawałam w tym samym miejscu chowając pieniądze w kieszonkę gorsetu. Robiło się chłodno mimo, że był początek sierpnia, ale w lesie zawsze czuć zimne powietrze, ja także robiłam się strasznie głodna. Nastała godzina 15, koniec pracy, to chyba jedyna rzecz, która cieszy mnie w danym dniu. Już chciałam ruszyć w stronę dróżki, gdzie stał zaparkowany samochód mojego "szefa" gdy usłyszałam dźwięk trąbiącego samochodu. Odwróciłam się na pięcie a moim oczom ukazał się ekskluzywny samochód, z którego od razy wysiadł mężczyzna. Ile mógł mieć lat? Nie wiem, ale więcej niż dwadzieścia to bym mu nie dała.
- Ty. - wskazał na mnie palcem i zaczął iść w moją stronę. Jako normalna nastolatka pewnie bym zaczęła uciekać, ale nie ja, bo przecież jestem dziwką, nie mogę się bać nikogo, taka moja praca. Może wam go opiszę? Będziecie mogły bardziej to sobie wyobrazić. Jak już mówiłam, wyglądał na około dwadzieścia lat, nie był także za niski, ani za wysoki, co do wzrostu był idealny, zresztą.. Nie tylko do wzrostu. Miał na sobie Białe Air Force, jans'owe rurki i czarną bokserkę. Jego ręce były naprawdę umięśnione i oplecione tatuażami. Włosy idealnie ułożone a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, które jak na moje - nie były zbytnio tanie. Stanął przy mnie i zsunął okulary z nosa następnie patrząc mi prosto w oczy. Szczerze? Oczy miał przecudowne. Ciemne, brązowe, karmelowe lub bursztynowe. Wszystko w jednym, ale mógłby wyrywać dziewczyny wzrokiem, jestem tego pewna.
- skończyłam pracę, jeśli o to Ci chodzi. - odparłam od razu. Starałam się jakoś specjalnie nie zwracać uwagi na to, że spodobała mi się jego uroda, bo przecież klient jak klient, porucha i zostawi, no czy w tym przypadku nie mam racji?
- Chciałbym rozmawiać z Twoim szefem. - jego zachrypły głos przez chwilę opętał moją głowę, jeszcze nigdy nie słyszałam takiego idealnie męskiego głosu, uwierzcie mi. Ale wiedziałam i tak, że pewnie ma zamiar wynająć mnie na całą noc i pobawić się mną wraz ze swoimi kumplami, którzy jak mniemam siedzieli w samochodzie patrząc na mnie jak na jakiś obrazek. Zawsze musiałam być miła dla klientów, bo obrywało mi się za chamskość, dlatego skinęłam tylko głową i ruszyłam w stronę Blame'a. Szatyn doskonale wiedział, że ma iść za mną, dlatego od razu ruszył się z miejsca.
- Blame, do Ciebie. - mruknęłam, znajdująć się tuż przy samochodzie. Brunet, który mnie "pilnował" właśnie palił papierosa oparty o samochód, ale po moich słowach od razu odwrócił się w moją stronę.
- Co znowu zbroiłaś?
- nic nie zbroiła. - Odparł brązowooki na co się zdziwiłam. Zazwyczaj klienci kłamią, żeby tylko nam, dziewczynom się oberwało. - Chciałbym ją wypożyczyć. - dodał stając przy moim szefie a moje usta mimowolnie się otworzyły. Wypożyczyć, poważnie? Jestem jakiś kurwa przedmiotem? Nie odezwałam się, bo mnie zamurowało, od tak, poważnie. Skrzyżowałam ręce na piersiach i oddaliłam się od nich nie mając nawet ochoty słuchać tego, co dyskutują między sobą.
- Zbieraj się, jedziesz z nim. - Krzyknął Blame a ja momentalnie się odwróciłam patrząc na niego z miną "Czy pojebało Cie do końca?".
- nie przejmuj się, jutro rano odstawi Cię na to miejsce. Szef podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek co sprawiło, że spojrzałam w jego oczy. On nigdy nie lubił, jak się go ignoruje, uwierzcie. - masz być grzeczna, rozumiesz? - wysyczał mi w twarz a wtedy jak gdyby nigdy nic ucałował mój policzek z tym swoim pieprzonym uśmieszkiem. Odsunęłam się od niego a nowo poznany chłopak stanął przy mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Mogłoby się wydawać wam to śmieszne, ale gdybym miała oceniać po wyglądach, to nigdy nie pomyślałabym, żeby taki ktoś jak on lubił dziwki. On wydawał mi się jakiś taki.. Inny, lepszy, nie wiem, ale to pewnie tylko złudzenia, jestem dziwką, nie mogę nikomu ufać. Szatyn skinął głową, abym zanim ruszyła, więc posłusznie dorównałam mu kroku nie zdejmując rąk z moich piersi. Po chwili dotarliśmy do jego samochodu a on otworzył mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam. Wsiadłam do tego samochodu jakbym wsiadała do kogoś zaufanego. Zapięłam pas patrząc w przednią szybę. Pewnie zastanawiacie się jakie były komentarze ze strony jego kumpli? "O, ale będzie zabawa, ładna z niej suka, ziomek wie co dobre".. Uwierzcie, że te komentarze, to było jak NIC, bo byłam obrażana gorzej. Nowo poznany klient wsiadł od strony kierowcy i odpalił silnik, od razu wyjeżdżając z lasu i kierując się w stronę słonecznego Miami, bo teraz się tutaj znajduję. Zdziwiłam się, gdy wysadził swoich kumpli na Santa Maria Beach, myślałam, że wszyscy będą chcieli ze mnie skorzystać, ale jednak nie. Jechaliśmy w ciszy, kompletnej ciszy co aż czasami przerażało. Westchnęłam układając swoje dłonie na udach gdy poczułam na sobie wzrok szatyna.
- jak ci na imię? - odezwał się do mnie a ja momentalnie spojrzałam w jego stronę przez co nasze spojrzenia się spotkały.
- jestem Kimberly, i lepiej patrz na drogę. - pstryknęłam palcami a brązowooki się uśmiechnął kierując wzrok na przednią szybę samochodu. Jego uśmiech sprawił, że sama się uśmiechnęłam i nie wiem czemu, tak sama od siebie.
- a Ty, ja.. - jestem Justin. - odpowiedział od razu, tak, jakby miał przeczucie, że właśnie chciałam o to zapytać. - Masz piękne imię, Kim. - dodał, na co się uśmiechnęłam, bo nikt nie zdrabniał mojego imienia, oprócz mamy, a nie rozmawiałam z nią już sporo czasu.
- dziękuję. - przytaknęłam głową poprawiając spódniczkę i w tym zsuwając ją na swoje uda. Justin zaparkował samochód przed hotelem, ale to nie był jakiś zwykły hotel, to był EPIC HOTEL - A KIMPTON HOTEL nad samym oceanem, najlepsze miejsce wypoczynkowe w Miami. Teraz to już byłam pewna, że on musi być chłopakiem z ogromnym hajsem przy duszy. Spojrzałam na Justina z miną typu "O ja pierdole" a on się tylko uśmiechnął i odpiął pas wyjmując kluczyki ze stacyjki. Już po chwili otworzył drzwi z mojej strony a ja odpięłam pas i wyszłam z samochodu zapinając sweterek. Dolna część garderoby jeszcze nie wyglądała tak wyzywająco, ale ten gorset od razu dawał do zrozumienia, że nie jestem zwykłą dziewczyną. Zapięłam sweterek i teraz wyglądałam już całkiem normalnie. Szatyn uśmiechnął się już któryś raz z kolei i zamknął samochód automatycznym guzikiem następnie obejmując mnie swoim ramieniem. Zdziwiłam się, ale pozwoliłam się objąć bo wiem, że i tak pewnie jutro zapomni jak mam na imię, ale wiecie co? On jako pierwszy z moich klientów zapytał mnie jak mam na imię, i chyba jako pierwszy spojrzał mi w oczy. Możecie mi wierzyć bądź nie, ale nigdy się tak jeszcze nie czułam, bo normalny facet widząc tak skąpo ubraną dziewczynę od razu chciałby ją wykorzystać, ale nie on.. nie Justin.
- nie stresuj się tak, mała. - usłyszałam jego nadzwyczajnie zachrypły i zarazem ciepły głos a moja twarz już nieco przestała przedstawiać strach, czy jakikolwiek grymas.
- po prostu spędzimy miło czas, to wszystko. - dodał, a następnie ruszyliśmy w stronę wejścia hotelowego. Szło się nam niezbyt wygodnie, bo ja miałam JAK ZWYKLE skrzyżowane ręce na piersiach a on swoim silnym ramieniem oplatał moją talię, dlatego zmienił "pozycję" i "rozplątał" moje ręce chwytając moją dłoń i splatając nasze palce. W pierwszym momencie, jak to nastolatka pomyślałam sobie "o kurcze! Nasze dłonie są do siebie dopasowane idealnie!" ale jednak po chwili potrząsnęłam głową i wróciłam do rzeczywistości, bo przecież jestem dziwką, a on chce być miły. Moje myśli jednak nadal dawały mi znać, bo jaki normalny chłopak wziąłby dziewczynę o lekkich obyczajach za dłoń i szedł z nią gdzie praktycznie było pełno ludzi? Dam sobie rękę uciąć, że na pewno jakiś chłopak, bądź starszy pan rozpoznał mnie, bo po tych wszystkich spotkaniach mogłabym powiedzieć, że przeleciało mnie pół Miami, jak nie Florydy.
(...)
Po załatwieniu formalności hotelowych ruszyliśmy do pokoju, który Bieber nam wynajął. O, skąd znam jego nazwisko? Widziałam jak się podpisywał, "Justin Bieber", i mam takie dziwne przeczucie, że gdzieś słyszałam już to imię i nazwisko, ale znając życie, to tylko moje złudzenia, czasami to chyba naprawdę wkręcam sobie filmy.
- pokój 126, Kimberly. - poinformował mnie Justin wręczając mi kartę pokojową do dłoni i w sumie się zdziwiłam. Właśnie! Zdziwiłam się, że wynajął nam dwuosobowy apartament z widokiem na ocean na dwa dni, przecież miałam zostać z nim tylko do jutra. Wzruszyłam ramionami "sama do siebie" wchodząc do windy. Oparłam się o ścianę elektrycznego przenośnika, gdy drzwi się zamknęły a my ruszyliśmy na chyba 4 piętro, bo ten guzik o ile się nie mylę wciskał brązowooki.
- nie zrobie Ci krzywdy, nie bój się. Widzę w Twoich oczach strach, nie bój się. Słowa "nie bój się" powtórzył dwa razy i sama nie wiem, czemu zaczął mnie do siebie przekonywać. Skinęłam tylko głowa z delikatnym uśmiechem patrząc na swoje szczupłe nogi i wysokie buty i szpilce. Od początku pracy uczono mnie, żebym nie ufała nikomu, że każdy jest taki sam i że każdy może mieć dwa oblicza - bycie miłym a zarazem wrednym skurwysynem. Wspominałam wam, że biore narkotyki? Że tyle razy byłam nimi odurzana, że w końcu mój organizm zaakceptował to? Pewnie nie, bo wstyd mi przyznawać się do niektórych rzeczy a uwierzcie mi, że mam mnóstwo takich "tajemnic". Ćpam Amfetaminę, nie jest droga a czasami nawet pozwala mi się rozluźnić i już nie jestem taką samą Kim jak bez tego. Teraz akurat zostało mi towaru na jedną kreskę i nie wiem jak ja przeżyję tę noc, bo dzięki Amfetaminie człowiek nie jest taki senny, sen przechodzi, tak samo głód. Właśnie, głód. Umieram z głodu.
- pewnie byś coś zjadła, co? - Justin Bieber spojrzał na mnie pytającym wzrokiem a mnie zamurowało. No czy on czyta mi w myślach?!
- masz rację, umieram z głodu. - odparłam a w tym otworzyły się drzwi windy. Justin cały czas trzymał moją dłoń, więc jak tylko mogliśmy wyjść, to pociągnął mnie delikatnie w stronę długiego korytarza. Ale zrobił to tak.. fajnie, poczułam się tak, jakbym teraz była w towarzystwie kogoś mega uczuciowego, to jest naprawdę wspaniałe uczucie, bo wydawało mi się, że On traktuje mnie z szacunkiem mimo tego, że nie należe do typu dziewczyn, które się tak traktuje - taka jest prawda. Przypomniało mi się, że nie dałam Blame'owi pieniędzy za dzisiejszy seks z klientami, więc spokojnie mogłam zamówić sobie jakiś niedrogi posiłek, oczywiście niedrogi, to powinnam zaznaczyć, bo nie mogę wydawać tych pieniędzy, w ogóle nie pamiętam, kiedy miałam WŁASNE pieniądze. Zawsze z dziewczynami robiłyśmy listę czego potrzebujemy, a w ciągu kilka dni miałyśmy wszystkie potrzebne produkty. W sumie to środki czystości, jakieś niedrogie perfumy, których zapach i tak znikał z ubrania w ciągu kilku godzin, i czasami nowe ciuchy, ale na gust jakiegoś plastika, normalne. Dużo myśle i opowiadam, prawda? Ale wiem, że mogę wam zaufać. To jest moja historia i wasza, jednym zdaniem - To jest nasza historia. Znaleźliśmy się pod pokojem, który szatyn dla nas wynajął, a ja spojrzałam na niego jak jakaś idiotka, bo szczerze mówiąc nie wiedziałam, co mam zrobić z tą kartą. Bywałam w hotelach, ale nie tak drogich. Justin zaśmiał się i złapał mnie za dłoń w której trzymałam kartę, po czym przesunęliśmy razem kartą po specjalnym miejscu ulokowanym na drzwiach i pokój otworzył się. Gdy usłyszałam krótki śmiech chłopaka to wiedziałam, że to nie było pod wgląd kpiny, pewnie śmiał się z mojego wyrazu twarzy, bo przyznam, że byłam zakłopotana.
- wejdź, śmiało. - brązowooki dotknął moich pleców stając za mną, co mogło oznaczać tylko, że zachęca mnie do tego, żebym weszła i przestała się w końcu stresować, bo przez ten czas stałam się chyba kłębkiem stresu. Wiem, że zazwyczaj to powiedzenie brzmi inaczej, ale ja zawsze eksperymentuje w słowach. Gdy weszłam do środka, to Justin wszedł za mną i zamknął drzwi, które chyba z tamtej strony dało się otworzyć tylko kartą. Może specjalnie to zrobił, żeby nikt nie przeszkadzał mu tego, kiedy będzie się mną bawił? Boże, Kimberly, ogarnij myśli, serio.
- co byś zjadła? - Szatyn spojrzał na mnie z tym swoim słodkim uśmieszkiem i położył kluczyki od samochodu na szafce. Dziwne, bo pewnie jakbym była z kimś innym, to ta osoba pochowałaby wszystkie cenne rzeczy, mając obawy, że coś ukradnę. Ale ja nigdy nikogo nie okradłam, nic nigdy nie wzięłam bez pozwolenia. Jestem osobą wierzącą i wiem, że Bóg mógłby mnie za to pokarać.
- wszystko mi jedno, oby chociaż trochę zapełnić żołądek.. Justin. - powiedziałam półszeptem, nie chciałam, żeby chłopak myślał, że jestem jakąś idiotką pewną siebie i że zaraz wymyśle najdroższe danie świata bo wydaje mi się, że Justin zorientował się, że domyślam się, że stoję teraz z pokoju z bardzo bogatym mężczyzną. Ale pod względem zachowania Bieber'a nie powiedziałabym, że jest bogaty, raczej powiedziałabym, że jest zwyczajny, ale za to szczęśliwy.
- nie ma sprawy, co powiesz na spaghetti? - zapytał, unosząc swoje brwi i oblizując wagi. Jezu, ale w tym momencie on był seksowny, nie widziałam jeszcze takiego chłopaka, poważnie!. Starałam się zachowywać normalnie, bo jestem pewna, że teraz pewnie nie jedna laska marzy o tym, aby spędzić z nim trochę czasu, a ja tak po prostu jestem z nim w hotelu.
- moje ulubione danie, chętnie. - odparłam, po czym się uśmiechnęłam, ale tym razem szczerze.
- no to mamy coś wspólnego. - Bieber mrugnął do mnie okiem, a ja zagryzłam swoją dolną wargę, zawsze tak miałam, kiedy ktoś przypadł mi do gustu. Nie widziałam swojej twarzy, ale poczułam, że się rumienię, to było do przewidzenia!.
- ile masz lat? Zapytałam, podchodząc do drzwi tarasowych, przez które widać było idealnie ocean i powoli zachodzące słońce. Szczerze mówiąc nie wiem czemu o to zapytałam.
- Dwadzieścia skończyłem pierwszego Marca, a Ty? - Szatyn odpowiedział mi tak normalnie, ale z tym ciepłym tonem w głosie.
- będę miała 18 we wrześniu. - spojrzałam na Niego a widząc jak jego usta się otworzyły to kiwnęłam głową wcale nie dziwiąc się jego reakcji.
- jesteś taka młodziutka.. - Wręcz mruknął, a po mojej skórze przeszedł przyjemny dreszcz. Justin podszedł do mnie i oparł ręce o parapet tak, że ja stałam między jego rękami.
- I od razu zauważyłem, że nie jesteś zadowolona z tego co robisz.
- zgadłeś. - kiwnęłam głowa i westchnęłam ciężko przygryzając wargi, tym razem ze stresu.
- zauważyłem od razu. Jesteś zbyt słodka, żeby pracować w takim gównie, wiesz o tym? Bieber spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem szukając kontaktu z moimi oczami a ja po chwili pozwoliłam mu na to i spojrzałam z jego najcudowniejsze oczy na świecie.
- w to gówno wepchnął mnie mój.. już były chłopak, ten, z którym dzisiaj rozmawiałeś. - Odgarnęłam kosmyk swoich długich i delikatnie zakręconych włosów za ucho a Justin zagryzł wargi przyglądając się moim morskim oczom.
- a to Skurwiel.. - mruknął pod nosem a następnie stanął prosto chowając ręce w kieszeniach spodni.
- dobra, nie będę się Ciebie wypytywał, bo pomyślisz, że jestem jakimś dziennikarzem i zaraz padniesz mi z głodu. - przytaknął głową a następnie chwycił hotelowy telefon i przyłożył go do ucha. Westchnęłam cicho i otworzyłam drzwi balkonowe wychodząc na zewnątrz. Delikatny podmuch wiatru rozwiał moje włosy a nozdrza oplótł zapach bryzy morskiej. Stanęłam przy barierce układając na niej ręce a zanim się zorientowałam to dłonie szatyna spoczęły na barierkach. Silne ramiona unosiły się między mną a gdy odchyliłam głowę, aby móc na Niego spojrzeć, to zostałam obdarzona ciepłym spojrzeniem i uśmiechem - na którego widok zaczynałam powoli szaleć. Odwzajemniłam uśmiech i spuściłam głowę a teraz razem zaczęliśmy przyglądać się słońcu, które zbliżało się ku horyzontu.
- będziesz musiał mi powiedzieć, co lubisz, żeby mój szef znowu mnie nie bił z powodu tego, że nie wypełniam swoich obowiązków. - powiedziałam trochę oschle, ale nawet gdy myślałam o tym, że za chwilę będę musiała spełniać zachcianki obcego faceta, to robiło mi się niedobrze.
- Twojego szefa tutaj nie ma, a lubię spaghetti, obydwojga lubimy, dlatego je zamówiłem. - Justin zaśmiał się a następnie ułożył dłonie na moich szczupłych ramionach. Wtedy naprawdę poczułam, że nie chodzi mu o seks, ale on musiał zapłacić za mnie dużo pieniędzy, więc nie skorzysta? To by było dziwne, naprawdę dziwne. W tym usłyszeliśmy pukanie do drzwi, więc Justin bez słowa opuścił taras i otworzył drzwi wpuszczając szofera do środka. Ten zostawił nam naszą "obiadokolację" i opuścił apartament. Nie widziałam tej sytuacji, ale pewnie dostał napiwek. Nie należę do ciekawskich ludzi, nie lubię za przeproszeniem wpierdalać się w czyjeś sprawy, każdy ma swoje życie - tego się trzymam. Stałam tak jeszcze chwilę gdy poczułam na swoim policzku delikatny dotyk i przyjemną woń. Odwróciłam głowę w stronę mojego towarzysza a moje oczy się rozszerzyły. Chwila.. czy on właśnie trzyma dla mnie różę? O matko święta.
- Czy..Czy to dla mnie? Za jąkałam się i sprzedałam sobie liścia w myślach, przecież nikogo oprócz nas tutaj nie ma.
- a jak by inaczej? - Szatyn poruszył swoimi brwiami na co się zaśmiałam i wzięłam od niego różę, którą mi wręczał następnie kiwając głową w ramach podziękowania.
- a buziaka nie dostanę? - wskazał na swój policzek.
- a nie brzydzisz się? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie przykładając kielich* róży do swojego nosa. (*kielich - płatki, nie wiedziałam jak to nazwać, więc nazwałam to tak, jak uczono mnie w szkole.)
- a powinienem? - droczył się ze mną, przecież to było widać gołym okiem.
- nie jestem brudaską. - odpowiedziałam od razu i w tym samym momencie obaj się zaśmieliśmy.
- widzę. Więc całuj. - szatyn wskazał na swój policzek z zadziornym a zarazem przesłodkim uśmiechem na ustach a ja zbliżyłam się do niego i ucałowałam jego delikatny policzek z wyraźnym "cmoknięciem". Ponownie się zaśmieliśmy a Justin spojrzał na mnie z rozbawieniem na twarzy.
- no co? - zapytałam, udając, że nie wiem, o co chodzi a Bieber pogłaskał mój policzek co pewnie sprawiło, że się zarumieniłam a następnie złapał mnie za podbródek i spojrzał z moje oczy.
- nie zasługujesz na takie życie, wyciągnę Cię z tego. - powiedział stanowczo, a mnie po raz kolejny zamurowało. Odkąd go spotkałam, to poczułam się całkiem inaczej niż na co dzień, poczułam się lepiej, i teraz mogłam być sobą, bo było widać, że on właśnie tego chce.
- nie możesz, Blame jest zbyt stanowczy, jestem pewna, że zrobiłby nam krzywdę. Przecież on by mnie zabił. - ostatnie zdanie wypowiedziałam tak jakby "panikliwie", ale wiem jaki jest Blame i wiem, że nigdy nie dostałabym bym przesadnie mocno, bo przecież jak on to zawsze mówił.. "praca czeka, jest pieniądz - to musi być praca!"
- nie martw się, jeśli będzie trzeba, to Cię ukradnę. - Justin zbliżył swoje wargi do moich a moje serce zaczęło bić stokrotnie szybciej. Już myślałam, że nasze wargi się złączą, ale dźwięk jego sms'a zjebał wszystko. Westchnęłam kiedy odsunął ode mnie swoją twarz i spojrzałam na Justin'a bawiąc się nerwowo swoimi palcami. Szatyn wysunął telefon z kieszeni spodni, odczytał wiadomość a po chwili spojrzał na mnie z uśmiechem.
- to co, idziemy jeść? Zaraz obydwojga padniemy, no naprawdę. - Powiedział to śmiesznym głosem, dlatego od razu się zaśmiałam i w sposób wesoły. Kiwnęłam tylko głową i wyminęłam brązowookiego ocierając się swoimi dłońmi o jego klatkę piersiową, ponieważ praktycznie zablokował mi drogę i musiałam przejść bokiem. Weszłam do naszego apartamentu i wzięłam talerze z wózka dostawczego stawiając je na stoliku. Ułożyłam sztućce, szklanki i serwetki z restauracyjny sposób a Justin stał z progu drzwi balkonowych patrząc na mnie w uniesionymi brwiami.
- Uczyłam się jako technik żywienia w Nowym Yorku, ale przerwałam naukę. Powód? Byłam głupia. Odpowiedziałam na jego "pytanie", którego mi nie zadał, ale po jego wzroku było jasne, że na pewno zapytałby o to, skąd znam prawidłowe układanie naczyń, jeszcze w taki sposób.
- więc pewnie umiesz gotować, co? - zaśmiałam się na jego słowa i skinęłam głową od razu zachęcając go, żeby usiadł przy stole. Wiaderko z Szampanem postawiłam przy stoliku i spojrzałam na Justin'a który przysiadł przy stole z uśmiechem.
- umiem. Robie świetną Lazanię, wiesz? - zapytałam unosząc swoje brwi, nigdy tego nie robiłam, ale on chyba mnie tym zaraził.
- Żartujesz?! Zapytał, owijając widelec w makaronie. Ja również wzięłam się za spożywanie posiłku.
- to moje ulubione danie, poważnie. - dodał, a ja poczułam, jak robi mi się ciepło na sercu. Kto wie, może to nie jest spotkanie na jedną noc? Może jednak będzie coś więcej z tego?
- tak, Justin, ugotuje Ci coś dobrego, na pewno nadarzy się taka okazja. - Kiwnęłam głową, a następnie z naszych ust wydobył się śmiech, ale ten śmiech był taki radosny.
- wiedziałem, że jesteś miła. - Bieber uśmiechnął się, co w pełni odwzajemniłam. Dziwne, przecież każdy mówił, że jestem zimną suką.. A Może jednak ja potrafię być miła i kochana, ale dla kogoś, kto to odwzajemnia? Na pewno tak jest.
- jeśli nie chcesz się ze mną dzisiaj przespać, to ja to szanuję. Przejeżdżałem przypadkowo przez tą ulicę, ale gdy Cię zobaczyłem.. pierwszy raz widzę tak piękną kobietę, uwierz mi. - Słowa te wypowiadał patrząc mi w oczy, a ja po prostu BYŁAM PEWNA, że on mówi prawdę.
- widziałeś mnie tyłem. - odparłam udając, że jego słowa na mnie nie wpłynęły.
- bo najważniejsze niewidoczne dla oczu, nie uważasz? - Szatyn zapytał mnie, jednak nie zrozumiałam jego słów, co zauważył, bo zaczął kontynuować.
- Pewnie myślisz, że jestem typem chłopaka, który patrzy, jaka laska ma piękną twarzyczkę, co?
- nie, Justin, to nie tak.. - odpowiedziałam jednak Bieber dał mi znak, żebym pozwoliła mu skończyć, przez co zrobiło mi się głupio, że weszłam mu w zdanie.
- Zawołałem Cię i wtedy ujrzałem Twoją twarzyczkę, Mała. Gdybyś mi się nie spodobała, to machnąłbym ręką i odjechał. Widziałaś pewnie wtedy mój uśmiech, co? Na pewno widziałaś. Od początku byłem pewny, że właśnie poznaję kogoś, kto jest naprawdę inny. Cierpisz w towarzystwie tamtych ludzi, przy mnie jesteś słodką Kimberly, słońce. - Wsłuchiwałam się w jego słowa jak w jakąś melodię, poważnie. Jego głos był w pełni szczery a ja czułam jak moje serce bije mocniej i teraz nie dziwiło mnie to, bo biło z konkretnego powodu.
- To są najpiękniejsze słowa jakie mogłam usłyszeć.. - wyszeptałam a moje oczy zalazły się łzami, które już po chwili spłynęły po moich policzek niczym małe groszki.
- Ej, Kim, nie płacz.. Przepraszam, że do tego doprowadziłem, wybacz Maleńka.. - Justin się przejął moimi łzami, w jego głosie można było tez to usłyszeć, ale tak naprawdę przekonałam się o tym w stu procentach, kiedy wstał, podszedł do mnie i przykucnął kładąc swoje męskie dłonie na moich zgrabnych udach.
- Cii.. Główka do góry, piękniutka. - uśmiechnął się do mnie i otarł moje policzki dłonią, które były już brudne od tuszu, no ale co w tym dziwnego, skoro miałam na sobie kilo tapety, bo tak życzył sobie Blame?
- zaraz zmienisz ubranie, bo wiem, że niewygodnie Ci w tym. - zmienił temat, ale też przeczytał to chyba znowu z moich myśli. Kiwnęłam tylko głową z małym uśmiechem, a Bieber jeszcze raz wytarł moje policzki, tym razem chusteczką, pozbywając się czarnych smug z moich policzków.
(...)
Odłożyłam nasze brudne naczynia na wózek i również lampki po szampanie a po chwili szofer odebrał naczynia z wielką życzliwością. Justin wyciągnął w moją stronę papierowy banknot, abym dała napiwek pracownikowi hotelu, ale nie wzięłam, tylko obdarzyłam napiwkiem szofera własnymi pieniędzmi, które miałam zarobione z dzisiejszego dnia. Młody mężczyzna podziękował mi a ja rzuciłam słowa "Nie ma za co, to My dziękujemy, wiadomo, za posiłek i za obsługę" z wielką życzliwością w głosie jak i w wyrazie twarzy.
- pasują państwo do siebie. - szofer wskazał na nas dłonią a ja spojrzałam na Justina, ten tylko przytaknął głową i się uśmiechnął.
- szukałem jej całe życie.
- dobry wybór. - chłopak odziany w garnitur wyciągnął kciuk w stronę Justina na co Szatyn się zaśmiał. Gdy pracownik opuścił nasz pokój to spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem.
- no co? - Zapytał, jakby nie wiedząc o co chodzi.
- głupek. - zaśmiałam się a na ustach Justina pojawił się szczery uśmiech.
- przemyślałam wszystko i.. chcę. Chcę, bo zapłaciłeś.
- Ale Kim, to nie nie znaczenia.. - Justin mruknął a ja mu przerwałam.
- Ma znaczenie. Zapłaciłeś za hotel, jedzenie i sprawiłeś, że się uśmiecham, więc ja mówię słowo TAK.
Kiwnęłam głową a w oczach Biebera pojawiły się iskierki. Podszedł do mnie i oplótł moją talię następnie siadając na łóżku a ja wylądowałam na jego kolanach przodem do jego klatki piersiowej.
- jesteś pewna? Ale tak.. pewna, pewna?
- na sto procent. - odparłam od razu z delikatnym uśmiechem na ustach. Justina dłonie zaczęły błądzić po moim ciele w sposób bardzo przyjemny, bo NIE MAM POJĘCIA JAK, z moich ust wydostawały się jęki. Dotyk Szatyna sprawiał, że było mi przyjemnie, robił to delikatnie, a ja oplotłam ręce na jego karku i spojrzałam głęboko w jego oczy. Już po chwili leżałam na łóżku, a ciało Justina, zawisło nade mną, podtrzymywane było jego silnymi ramionami. Nie patrzył na to, że w tym momencie widać mi dekold, bo odpięły mi się guziki sweterka, patrzył mi w oczy, a to było naprawdę romantyczne. Słońce zaczęło zachodzić, a apartament ogarniało już powoli światło lampki nocnej stojącej na szafce przy łóżku.
- wiem, że nikt nie traktował Cię w delikatny sposób. Teraz ja to zrobię. - Justin wyszeptał mi te słowa prosto w usta a ja się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową, że wiem, że mu ufam i że wiem, że mówi prawdę. W tym momencie w moim brzuchu uwolniło się stado motyli, bo Justin... MNIE POCAŁOWAŁ, rozumiecie? Odwzajemniłam jego pocałunek najlepiej jak potrafiłam, a to kolejny powód do tego, że mnie do siebie przyciągał, bo przecież każdy by się brzydził ust dziwki, ale nie on, a to było wręcz fascynujące.. Oderwał swoje usta od moich a ja przejechałam po swoich językiem. Spojrzał w moje oczy a słowa które wypowiedział zmieniły moje nastawienie do dzisiejszego dnia. CIESZE SIĘ KURWA, ŻE STAŁAM TAM JAKO DZIWKA, NAPRAWDĘ SIĘ CIESZĘ! Wykrzyczałam w duchu i ułożyłam głowę wygodnie na poduszce. Wiecie jakie słowa wypowiedział?
- Noc jest tylko nasza, będziesz trzy metry nad niebem, tylko My, Kochanie.
Gdy tylko usłyszałam te słowa, to mój brzuch dosłownie ZAPEŁNIŁ się motylami. Oplotłam swoje ręce na jego karku tak, jakby zaraz miałby mi ktoś go ukraść, a swoje nogi śmiało oplotłam na jego biodrach co sprawiło, że na naszych ustach pojawiły się szczerze uśmiechy.
- Nie skrzywdzę Cię, obiecuję.
- wiem.. - odpowiedziałam dociskając jego umięśnione ciało do siebie, bo naprawdę zaczęłam go pragnąć i chyba po tym jaki wobec mnie był.
- teraz już jestem trzy metry nad niebem. - dodałam, patrząc głęboko w jego oczy a zanim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, nasze wargi ponownie się złączyły.
TERAZ JUŻ WIEM, ŻE NAWET W TAKIEJ PRACY ZNAJDZIE SIĘ ZAWSZE JAKIŚ PLUS, ALE JUSTIN, NOWO POZNANY....KLIENT, STAŁ SIĘ MOJĄ SZÓSTKĄ Z PLUSEM. - Owe myśli przeszły mi przez głowę kiedy jego ręce wylądowały za moimi plecami odpinając mi gorset.
- A Teraz mogę być pewna, że mnie nie skrzywdzisz.. - Odezwałam się cichym tonem a teraz zaczęliśmy skupiać się tylko na nas, na naszych ciałach..
Zajebiste!!!!!
OdpowiedzUsuńJezu czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością
Zakochałam się w tym <3
Swietny rozdzial!! <3 czekam na nastepny ^^
OdpowiedzUsuńBoziuuu to jest świetne <3
OdpowiedzUsuń