Wydaje mi się, że szybko dodaje rozdziały, no ale staram się jak mogę. Tym razem dodam ten rozdział wcześniej niż o 23 haha, bo nie mam pojęcia kiedy będzie następny za co z góry przepraszam:)
WYBACZCIE MI JAKIEKOLWIEK BŁĘDY, ALE MAM OKROPNY BÓL GŁOWY.
miłęgo czytania! x.
- Ej, Kim, obudź się, słyszysz? Już nie śpij, mała. Usłyszałam męski głos, na dodatek dobrze mi znany jakby zza mgły. Chciałam otworzyć oczy, ale myślałam, że jakaś dziwna siła mi na to nie pozwala. Ale pamiętam co się stało tylko przed tym, zanim Justin mnie czymś odurzył. Właśnie, jak on mógł? Najpierw od samego rana się do mnie praktycznie nie odzywał, nawet w samochodzie, a tu nagle ominęliśmy miejsce na które miał mnie odwieźć i sprawił, że usnęłam. Mimo tego otworzyłam oczy przez co poczułam krótkotrwały, ale za to okropny ból głowy co sprawiło, że cicho jęknęłam. Poczułam czyjąś dłoń na swojej talii a następnie na policzku, który został pogładzony.
- Już, maleńka, wszystko w porządku. Ponownie się odezwał, ale teraz już wiem, że to Justin, chociażby przez to, że mnie dotykał a jego dotyk był inny niż wszystkie. Złapał mnie w talii i delikatnie podniósł opierając moją głowę o oparcie, przez co teraz w "połowie" siedziałam. Nie odzywał się. Czekał, aż dojde do siebie, ale szczerze mówiąc nie poznawałam tego miejsca, tego zapachu.. Po prostu niczego. Zaczęłam już się orientować i kontrolować rzeczywistość, więc sama podniosłam się wyżej siadając całkowicie. Justin od razu sięgnął po butelkę wody, otworzył ją i mi podał, bo bardzo dobrze wiedział, że jedyne czego potrzebuje to właśnie jakiegoś płynu. Wzięłam od niego butelkę czując okropną suchość w gardle, po czym się napiłam i oddałam mu napój. Przyglądałam się mu, jakbym go nie znała, wiecie? Bardzo zabolało mnie to, że w taki sposób mnie potraktował, a najgorsze są te myśli, co ze mną robił gdy spałam? Może zaprosił kolegów? Nie, to jest po prostu szok. Nie czułam żadnego bólu, a zazwyczaj po stosunku wszystko mnie bolało.
A w głębi duszy i tak miałam nadzieje, że nic mi nie zrobił, bo zdążyłam mu zaufać i przestaje wierzyć, że to był dobry pomysł.
- Gdzie my jesteśmy? Po tych wszystkich przemyśleniach w końcu spojrzałam na niego i przysunęłam kolana do siebie opierając o nie podbródek. Gdybym była jakaś niepohamowana, to rzuciłabym się na niego i chyba rozwaliłabym mu tą jego piękną twarzyczkę, uwierzcie. Ale szatyn był smutny. Nie widziałam go jeszcze takiego. Widziałam go zdenerwowanego, szczęśliwego, spokojnego, ale takiego nie, a teraźniejszy stan Bieber'a przerażał mnie. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem co jakiś czas przysiadając do mnie bliżej.
- Jesteśmy u mnie, Kim. - wręcz wyszeptał a swoją męską dłoń umieścił na moim pasie, który od razu został opleciony.
- Masz dom w Miami? - zapytałam od razu i odwróciłam głowę w jego stronę. Wiecie co? Ciężko mu było na mnie patrzeć, więc musiał mieć coś na sumieniu, musiało być coś, co go wręcz wpierdala od środka.
- Jesteśmy w Rio, Kim. Odpowiedział przyciskając swoje ciało do mojego, a ja zamarłam. Boże, co? Gdzie my kurwa jesteśmy? Gdzie on mnie zabrał? I pierwszy raz w życiu byłam w takim szoku. Nie pomógł ten jego mocniejszy uścisk bo od razu prawie że wyskoczyłam z tej kanapy stając przed nim.
- Jesteś psychicznie chory, rozumiesz?! Jesteś tak samo chory jak ten pieprzony Blame. Dobraliście się, tylko, że Ty jesteś lepszym aktorem. Zaufałam Ci, a ty to wykorzystałeś, też zrobiłeś wszystko, żebym tylko pozwoliła się omotać. Słodkie słówka, kwiatki, i co kurwa jeszcze?!
Wykrzyczałam w jego strone a moje ciśnienie podskoczyło do maksimum. Już po chwili się rozpłakałam, jak dziecko, uwierzcie mi, ale nie zamierzałam jeszcze kończyć tej "rozmowy".
- Ale fajnie, co? Jestem tylko głupią, naiwną nastolatką, która i tak da się omotać, bo przecież młode dziewczyny takie są. Brawo, Bieber! Udało ci się. Tylko wiesz co? Jest mały problem. Nie wolno bawić się uczuciami, bo to boli, i nigdy nie życze Ci tego, żebyś nawet przez chwile poczuł się tak jak ja.
Te słowa powiedziałam już spokojniej ocierając swoje łzy, które spływały po moich policzkach jak jakieś szalone. Było mi zimno, miałam na sobie tylko rzeczy, które dostałam od Justina jeszcze w Miami. Znajdowaliśmy się chyba w salonie, duże, przestronne pomieszczenie i piękny taras. Właśnie, tam chyba trochę ochłonę więc od razu ruszyłam w strone wyjścia. Bieber chyba naprawde nie wiedział co ma powiedzieć, bo siedział jak wryty i patrzył w podłoge. Wyszłam na taras i od razu poczułam przyjemne promienie słońca. Oparłam się o metalowe szczeble i spojrzałam na dom, który teraz był widoczny i szczerze? On jest piękny i wielki. Ale to nie ma znaczenia, skoro jego właściciel to zakłamany skurwiel. Westchnęłam i usiadłam na jakiś schodach a twarz schowałam w dłoniach. Nie miałam nawet siły na to, aby płakać. Byłam załamana, bo przecież ja jestem w całkiem innym mieście i daleko od Miami, do którego jako osoba, która nie powinna mieć uczuć zaczęłam się przyzwyczajać. Justin pewnie myślał, że jak mnie tu zabierze, to rzuce mu się w ramiona, bo bedę z nim mieszkać, będę miała kase, bo on jest bogaty. Nie wierze jak on może myśleć, że pieniądze są najważniejsze. Jeśli dalej będzie kierował się tylko rzeczami materialnymi, to nigdy nie znajdzie kogoś, kto będzie dla niego odpowiedni, bo nie jestem przekonana co do tego, że ten dupek wie, co to znaczy kogoś kochać. No oczywiście, jakieś laski na pewno się znajdą, bo przecież zazwyczaj liczy się tylko seks i pieniądze. Ale czy to ma sens? Wydaje mi się, że nie. I wydaje mi się także, że szatyn nie ma pojęcia o tym, jak bardzo w dupie mam jego pieniądze.
- Przepraszam cię Kim. - po paru minutach ciszy usłyszałam szept, przez co się przestraszyłam i od razu wstałam ze schodów. Wiem, że troche mu pocisnęłam, ale każdy by tak zareagował, jestem pewna.
- Ale mimo tego, że jestem psychicznie chory, to i tak powinnaś pozwolić mi się wytłumaczyć. - Dodał a ja zagryzłam nerwo wargi bo zrobiło mi się głupio. Chciałam go przeprosić, wiecie? Ale nie wiem, czy miałam ochotę na jakąkolwiek rozmowę co Bieber zauważył bo westchnął ciężko.
- Kim, nie musisz nic mówić, chce ci tylko coś powiedzieć. Gdybym wtedy cię nie odurzył, to byś ze mną tutaj nie przyleciała. Ale nie myśl, że skrzywdziłem cię, gdy byłaś poza rzeczywistością. Cały czas byłem przy tobie a ty spałaś na moich kolanach. Nie zostawiłbym cię, uwierz mi. I nie zostawie.
- Daruj sobie, kurwa! Odezwałam się od razu głośnym tonem co sprawiło, że Justin aż zadrżał a jego pięści się zacisnęły.
- Udajesz jakiegoś pierdolonego romantyka, rozumiesz? Nie jesteś taki za jakiego się podajesz, jesteś kurwa głupim chujem!
- A Ty? A ty kim jesteś? Chyba wtedy puściły Justinowi nerwy, bo spojrzał na mnie z agresją w oczach i pociągnął mnie za rękę abym zeszła ze schodów następnie przyciskając mnie do ściany i napierając swoim ciałem na moje.
- Puszczałaś się na lewo i prawo, a ja kurwa nie nazwałem cię dziwką, ale wiesz co? Ty jesteś dziwką, głupią małą dziwką, niewdzięczną suką, rozumiesz?
Przeraził mnie sposób w jaki szatyn do mnie mówił. Nie mogłam się ruszyć kiedy wszystkie słowa szeptał mi z zaciśniętą szczęką i pierwszy raz poczułam taki ból serca. Może dlatego, że powiedział to Justin, a nie setki innych mężczyzn. Jednak po chwili odsunął się ode mnie popychając poje ciało na ściane i podszedł do barierki która ogradzała taras wsuwając dłonie w kieszenie dresów, które miał na sobie. On ma racje, bo przecież nie powiedział nic, co by było kłamstwem. Mimo wszystko i tak z moich oczu popłynęły łzy, bo myślałam, że ma inne zdanie o mnie, albo ma, a ja wyprowadziłam go z równowagi.
- Mogłeś mnie uprzedzić, byłabym gotowa na takie życie. Niebyłbyś przerażony, gdybyś obudził się w całkiem nowym miejscu? Nie dziw mi sie, że tak zareagowałam, tułam się jak bezdomna, w tą, i spowrotem.
Powiedziałam przez płacz siadając przy ścianie do której jeszcze przed chwilą przyciskał mnie Justin. Nawet nie zareagował na moje słowa, nie odwrócił się nawet. Tak jakby mnie tu nie było.
- No powiedz coś.
- a co ja mam Ci powiedzieć, co? Że nie miałem wyjścia? Znowu nazwiesz mnie psychicznie chorym. - Odpowiedział zwyczajnym głosem po czym powoli odwrócił się w moją stronę i podszedł do mnie bardzo wolnym kroczkiem stając nade mną. Odchyliłam głowe do tyłu, aby móc spojrzeć na jego twarz, która wydawała mi się być już obojętna co do uczuć. Szatyn przykucnął przy mnie i złapał mnie za bodbródek ocierając kciukiem jeden z moich policzków.
- Zamiast robić wojne, to skorzystaj z toalety, pokaże ci twój pokój, razem z kumplami ogarnąłem ci jakieś ubrania, a potem dam ci coś za czym tak bardzo tęsknisz i brak tego sprawia, że cie ponosi, twoje kochane ścierwo maleńka.
Zamarłam słysząc wzmianke o narkotykach. Siedziałam cicho, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć na co Justin się tylko uśmiechnął. Wiedziałam, że wtedy w hotelu to on to wyrzucił, no a kto inny, boże. Dłonie Biebera wylądowały na mojej talii a po chwili już stanęłam na nogach. Właśnie.. czemu zamiast butów na obcasie mam na sobie wygodne trampki...
- Tylko uważaj, nie jesteśmy tutaj sami. Dobry ze mnie kumpel i przygarnąłem kilku kumpli, wiesz, interesy.
Dodał, po czym się zaśmiał i klepnął mnie w tyłek, abym podążyła za nim co zaraz w pełnym przerażeniu zrobiłam.
- Tutaj masz salon, tam kuchnie, tam drzwi główne a tu wychodzisz na ogród. Szatyn stał pokazując mi poszczególne miejsca a ja się czułam jakbym była pijana. Jakby ktoś mnie upił i kazał zachowywać się normalnie.
- Dobra, a teraz chodź na góre, Kim. Justin powtórzył to chyba drugi raz bo za pierwszym nie usłyszałam, po czym ruszyłam za nim. Szatyn otworzył pierwszy pokój czekając aż wejde, a gdy już to zrobiłam to wszedł za mną i zamknął drzwi.
- To jest twój pokój, od razu przy schodach, dlatego że mam świadomość, że będziesz tutaj głównym obiektem zainteresowań. Nie przejmuj się, masz swoją łazienke i nawet jakbym robił wszystko, aby cię obronić, to musisz wiedzieć, że nie jestem w stanie. Musisz zacząć sama sobie radzić, to jest jak szkoła życia. Ale na pewno nie będziesz krzywdzona w sposób taki jak na przykład bicie. Jesteś nasza, a my trzymamy się razem. Kim, no rozchmurz się, mała.
Bieber doskonale widział, że to co mówi sprawia mi ból, dlatego podszedł do mnie i od razu mnie objął a ja oparłam bezsilnie swoją głowę na jego klatce piersiowej patrząc w jeden punkt. Nie wiem czy tu wytrzymam. Myślałam, że jak już mnie tu zabrał to tylko dla siebie a jak mówił, że mnie ukradnie, to myślałam, że to żart, ale widocznie można się po nim spodziewać wszystkiego.
- Już dobrze, nie bój sie. No i tak jak mówiłem załatwiliśmy ci jakieś rzeczy. Ja teraz musze jechać na jakieś zakupy, bo w sumie nie było mnie tutaj długo i trzeba kupić jakieś jedzenie. Chłopaków i tak więcej tutaj nie ma niż są, więc nie przejmuj się i czuj się jakbyś była u siebie.
Szatyn odsunął się ode mnie o krok, ale jeszcze wcześniej dostałam buziaka w czoło.
- Nie zostawiaj mnie samej, Justin.
Odpowiedziałam od razu na co szatyn uniósł brwi i westchnął.
- Chce jechać z Tobą..
- Jesteś wymęczona, Kim.
- Wezme szybki prysznic i już będzie lepiej.
Podeszłam do niego i wsunęłam swoją drobną dłoń w jego następnie od razu kierując wzrok na jego duże, brązowe oczy.
- Kim, przecież będę za godzine, słońce. Justin przekonywał mnie, abym została co wzbudzało we mnie podejrzenia, bo przecież jedzie sam a miejsca w samochodzie jest pełno.
- Nie mogę cię zabrać, bo jade jeszcze w pewne miejsce, przeklucz drzwi. Dodał, co i tak nie było przekonywujące. Złożył pocałunek na moim policzku i zniknął za drzwiami. Westchnęłam cicho i zaczęłam przeglądać rzeczy, które leżał na łóżku a było ich dość sporo.
(...)
Wyszłam spod prysznica, okrywając się ręcznikiem i miałam tak wyposażoną łazienkę, jakby zaplanowane było to, że tu przyjechałam, poważnie. Po 10 minutach byłam już ubrana, a założyłam na siebie fajne czarne obcisłe spodnie i za dużą koszulkę. Jeśli należy ona do Justina to przyznam, że Bieber ma przepiękne perfumy, uwierzcie mi. Ktoś zapukał do pokoju, a ja krzyknęłam, że otwarte bo w pewnym momencie wydawało mi się, że to Justin, i że wrócił z zakupów. Jednak gdy drzwi się uchyliły, to zbladłam, bo to nie był Justin. I teraz zaczęłam żałować, że nie przekluczyłam drzwi, a fakt, że Justin mnie ostrzegał..
Haha jezu co będzie dalej haha skończyłam w takim zajebistym momencie :/ a i dziękuje za zabicie nudy :*
OdpowiedzUsuńSkończyłaś*
UsuńSuuuuuper :D czekam na nn :D
OdpowiedzUsuń