DZISIAJ DODAJE KOLEJNY ROZDZIAŁ, NA ŻYCZENIE OSÓB, KTÓRE SĄ BARDZO KOCHANE. I OCZYWIŚCIE Z DEDYKACJĄ:)
- Karolina Jocz.
- Agata Janczak.
- Julia Gościńska
I MOJA KOCHANA KAROLINKA!!!!!! HA<3
SPECJALNIE DLA WAS PRZYSIADŁAM DO PISANIA, HAHA:*
Obudziły mnie jasne promienie słońca, które niemiłosiernie otulały moją twarz. Otworzyłam oczy mrużąc je delikatnie i się uśmiechnęłam, wiecie czemu? Bo nadal jestem w tym pomieszczeniu, gdzie znajduje się ideał chłopaka - Justin. Nie myślcie, że oszalałam na jego punkcie, po prostu zaimponował mi swoją osobowością i tym, jak bardzo jest dla mnie miły a to wiele dla mnie znaczy. Zresztą, pewnie sami wiecie i przekonaliście się na własnej skórze, że jak ktoś z płci przeciwnej okazuje nam życzliwość, to staje się dla nas cennym człowiekiem, bo prawda jest taka, że w tych czasach nie łatwo o takich chłopaków, mam rację?
Odwróciłam głowę w bok a moim oczom ukazała się twarz Justin'a. Wyglądał przesłodko, szczególnie w tych rozczochranych włosach, uwierzcie mi. I kto by pomyślał, że taka osoba jak ja będzie miała takie cholerne szczęście? Jedyne, co bym teraz chciała, to chyba przeleżeć tutaj jeszcze tydzień aby móc patrzeć na jego spokojny wyraz twarzy. Na moich ustach ponownie zagościł uśmiech a moja dłoń wylądowała na policzku Justin'a sunąc po nim delikatnie. Nie obudził się, więc musiał mieć twardy sen. Jego silne ramiona oplatały moją talię przez co czułam się wspaniale i nie wiem jak to możliwe, ale czuje się przy nim bezpiecznie. W sumie trochę jest to dziwne, bo znam go zaledwie noc.. Właśnie, noc. Przecież to było najpiękniejsze co mnie spotkało, naprawdę, a nawet nie przeszkadzało mi to, że kochałam się z obcym chłopakiem. To można było nazwać kochaniem się, bo Szatyn był najbardziej czułym chłopakiem jakiego mogłam tylko poznać. To było piękne. - w tym momencie zamknęłam oczy po raz kolejny się uśmiechając.
~ Wspomnienie ~ +18.
- Justin.. - wyszeptałam jego imię prosto w jego pełne, wilgotne wargi co sprawiło, że się uśmiechnął. Przysięgam, że cała drżałam, bo to co robił przyprawiało mnie aż o nie kontrolowane ruchy. Jest świetny, boże, uwierzcie mi, że jest świetny. Co chwile mogłam czuć jego wargi na swoich a jego dłonie błądziły po moim ciele powoli, co również było przyjemne. - nie czekaj dłużej.. - odezwałam się po chwili, gdy usta szatyna muskały moją szyję. Spojrzał w moje oczy zagryzając swoje wargi z uśmieszkiem, takim typowo zadziornym co wyglądało cholernie seksownie w jego wykonaniu. Przytaknął głową i jeszcze raz ucałował moje usta. Justin drżał, czułam, gdy dotykał mojego ciała. Jego ręce się trzęsły a oczy wręcz błyszczały, to się chyba nazywa pożądanie.. Nie musiałam już nic mówić, bo chwile później poczułam już brązowookiego w sobie. To było chyba zbyt piękne, żeby było prawdziwe, no na prawde. Moje ciało delikatnie wygięło się w łuk a dłonie Justina od razy znalazły się na moich plecach a pewnie tylko dlatego, żebym utrzymała się w tej pozycji, bo obaj wiedzieliśmy, że to sprawiało mi przyjemność. - zamknij oczy i się rozluźnij, Maleńka.. - wyszeptał mi do ucha, a ja od razu zrobiłam to, co mi kazał. - teraz będzie jeszcze lepiej. - dodał, a wtedy od razu się przekonałam, bo dopiero teraz zaczęłam czuć, co to znaczy przyjemny seks.
...
Nie oszczędzaliśmy sił. Justin co chwilę ocierał swoje czoło ale z uśmiechem na twarzy. Ja również cały czas byłam uśmiechnięta, jednak i tak wiem, że ja miałam z tego wszystkiego większą przyjemność, niż on. Szatyn robił wszystko, żeby było mi dobrze, nie da się tego inaczej nazwać, poważnie. Udawało mu się to w stu procentach, bo nie potrzebowałam wiele czasu, aby dojść. Zdradzę wam coś.. Pierwszy raz w życiu doszłam właśnie tej nocy, nigdy wcześniej nie miałam takiego uczucia i przyznam, że w pewnym momencie to przekroczyło granice mojej wytrzymałości bo nie mogłam nad sobą zapanować. Mimo tego dalej kontynuowaliśmy, bo żadne z nas nie miało nawet ochoty skończyć. To było cudowne, przysięgam, i wiecie co? Gdybym miała to powtórzyć, to zrobiłabym to nawet w tej chwili, ale tylko z Justin'em. I teraz obiecuje sobie, że Justin jest moim ostatnim partnerem seksualnym, już nigdy nie pozwolę na to, aby ktokolwiek mnie dotknął..
~ . ~
Ale ze mnie idiotka. Leże i wspominam sobie takie rzeczy, kiedy Justin spokojnie sobie przy mnie śpi. No cóż, teraz to on ma tylko problem, bo chyba zaczynam się do niego przyzwyczajać. - Justin, obudź się. - wyszeptałam mierzwiąc jego włosy i chyba w tym momencie szatyn się przebudził. - no już, szkoda dnia. - dodałam na co chłopak mruknął i przytulił się do moich piersi. Słodki jest, naprawde słodki i pozwoliłabym mu tak leżeć cały czas, ale szkoda dnia, jest dzisiaj naprawdę ciepło. - nie chce mi się wstawać, bo się obudziłem wcześnie rano. - Justin wymruczał to zdanie a mi przypomniała się sytuacja z jakimś chłopakiem, ale lepiej, jak o tym zapomnę, bo jedynie to bym się zdenerwowała i nic by z tego nie było. - no to nie możesz być takim rannym ptaszkiem, bo później ten ptaszek jest wymęczony. - nachyliłam się całując jego czoło a Justin na to zareagował uśmiechem. - no dobra, dobra. - kiwnął kilka razy głową a ja w końcu ujrzałam jego piękne, ciemne oczy, które delikatnie otworzył.
- tak lepiej. - po tych słowach od razu obdarzyłam go uśmiechem wsuwając swoje palce w jego włosy.
- wstańmy już. - odezwałam się po kilku minutach, gdy oczy Justin'a zaczęły się zamykać. No nie miałam ochoty się stąd w ogóle ruszać, ale przecież jest jeszcze pewien mężczyzna z moim pieprzonym życiu, który nie darowałby mi najmniejszego błędu. Tak, Blame, chodzi mi o niego. Teraz sobie o nim przypomniałam i szczerze mówiąc nieco popsuł mi się humor. Nawet nie wyobrażacie sobie jakim bezsensownym uczuciem jest fakt, że teraz leże w ramionach chłopaka o cudownym sercu, a za chwile będę pod władzą kogoś, kto mnie nadzwyczajnie krzywdzi. To jest tak, jakbym z nieba przechodziła do piekła, ktoś naprawił moje serce, żeby inna osoba mogła je od tak złamać. Potrząsnęłam głową próbując wyrzucić z niej wszystkie niemiłe myśli, po czym usiadłam na łóżku od razu zabierając się za odzianie swojego ciała.
- na krześle masz rzeczy, wyszukałem coś. - zachrypły i mruczący głos Justin'a sprawiał, że się uśmiechałam, od razu, nie ważne w jakiej sytuacji. Skinęłam głową zapinając stanik i od razu wstałam podchodząc do krzesła. Jeansowe spodenki z wysokim stanem i biała bokserka? Dopasował do siebie, widać, że ma gust. W mgnieniu oka ubrałam na siebie rzeczy, a gdy się odwróciłam, to szatyna nie było w sypialni, poszedł do kuchni bo usłyszałam dźwięk szklanek a po chwili wody, która pewnie była nalewana do czajnika. Wzruszyłam ramionami po czym zaczęłam sprzątać, Justin będzie tutaj na jeszcze jedną noc, ja niestety nie, więc chciałam, żeby moja wizyta nie ilustrowała się w jego głowie jako "Kimberly = bałaganiara", bo uwielbiam porządek, wtedy jest tak... Przytulnie!
Justin zawołał mnie do kuchni, po czym razem wypiliśmy kawe co sprawiło, że się orzeźwiłam. Zjedliśmy nawet śniadanie, które przyniósł nam ten sam młody mężczyzna co wczoraj i nie mam pojęcia kiedy Justin je zamówił, ale chyba wtedy, kiedy w miare ogarniałam pomieszczenie. Wiecie co? Wydaje mi się, że Justin znalazł Narkotyki, które przy sobie miałam bo gdy wyrzucałam rzeczy, które miałam na sobie wczoraj, to środek odurzający leżał w śmietniku. Bieber chyba nie lubi narkotyków, co według mnie dobrze o nim świadczy, bo w tych czasach co drugi wylansowany chłopaczek lubi sobie zaćpać. Kobiety mają dobrą intuicje, prawda? Bo moja, odkąd wstałam z łóżka podpowiada mi, że jest coś nie tak. Justin nie uśmiechnął się ani razu, odkąd opuścił łóżko, był jakiś zamyślony i unikał mojego spojrzenia. Pewnie zachowałam się jak ostatni tchórz, ale nie chciałam pytać co się stało, bo przecież gdyby chciał, to sam by mi powiedział a ja na pewno nie będę ciekawska bo wyszłabym naprawdę na jakąś wariatke. Po śniadaniu także posprzątałam, moge śmiało przyznać, że Justin będzie miał tu czysto.
- zabierz swoje rzeczy czy cokolwiek, bo zaraz jedziemy. - usłyszałam głos Justina, który właśnie zakładał koszulkę gdy ja w tym czasie obserwowałam przez okno błękitny ocean. Odwróciłam się w jego stronę zagryzając prawie że niewidocznie swoją dolną wargę po czym bez słowa zabrałam swój sweterek i założyłam buty na wysokich obcasach, które miałam ubrane także poprzedniego dnia.
- wszystko zabrałaś? - Justin chwycił kluczyki od samochodu i kartę pokojową gdy ja bacznie czekałam na niego przy drzwiach. - wzięłam. - odpowiedziałam, starając się w miare opanować głos. Justin uśmiechnął sie i mrugnął do mnie okiem a po chwili opuściliśmy pokój. BIEBER NIE JESTEM DEBILKĄ ALE GRATULUJE TALENTU! NAJBARDZIEJ WIARYGODNIE SZTUCZNY UŚMIECH, DOSTAJESZ OSCARA. Pomyślałam w duchu przez pewien moment zastanawiając się, czy przypadkiem nie powiedziałam tego na głos, ale jednak nie. Justin szedł przede mną a ustępował mi miejsca gdy wchodziliśmy do winy, wychodziliśmy, wchodziliśmy do recepcji. I teraz nie mam bladego pojęcia dlaczego spakował wszystkie swoje rzeczy, skoro tu zostaje? Ale ja czasami za dużo wymyślam, pewnie chciał je zawieść do pralni, jak tylko odwiezie mnie do "piekła".
- pamiętasz gdzie zaparkowałem samochód? - Justin spytał nie czekając na odpowiedź bo od razu dał mi kluczyki od samochodu informując mnie, że musi coś załatwić. Teraz już wiem, że jest coś nie tak. To nie były te same oczy co wczoraj. Dzisiejsze oczy Biebera przypominają słowa typu "nie umiem inaczej, wybacz" ale nie wiem czy w dobry sposób to odebrałam, bo jednocześnie może znaczyć to coś typu "wracaj na swoje bagno, nie chce zjebać sobie życia". Mam dosyć samej siebie, bo od zawsze byłam pesymistką. Powinnam tak jak inni - co ma być, to będzie! Ale ja tak nie umiem, niestety. Gdy znalazłam się przy samochodzie to otworzyłam go i wsiadłam od strony pasażera wkładając kluczyk do stacyjki. Zapięłam pasy, czekając aż szatyn się zjawi.
~ Oczami Justina ~
- chciałbym się wymeldować już dzisiaj. - podszedłem do jednej z recepcjonistek bez jakiejkolwiek kolejki, bo szczerze mówiąc tam ludzie mówili z przeróżnych językach więc nie rozumiałem tego mężczyzny, który jak się orientuje mówił coś z oburzeniem.
- proszę poczekać na swoją kolejkę. - piskliwy głos młodej blondynki sprawił, że zagotowała się we mnie krew, na serio.
- słuchaj. - przyciszyłem głos napierając swoją klatką piersiową na biurko recepcjonistki.
- nie mam kurwa czasu, rozumiesz? Albo się zabierasz za to i mnie wymeldowujesz, zabierasz tą pieprzoną kartę a ja znikam, albo pogadamy inaczej. W moim głosie można było usłyszeć złość, okropną złość, o czym na pewno przekonacie się później. Zadziało! Już po chwili składałem podpis na czeku, który miałem do zapłacenia za usługi hotelowe i nocleg.
- następnym razem bądź troche milsza, suko. - warknąłem w jej stronę i odszedłem stamtąd jak najszybciej kierując się w strone wyjścia a następnie samochodu.
- Jestem, już załatwiłem wszystko. - powiedziałem gdy tylko otworzyłem drzwi, wrzuciłem torbę z ubraniami na tylnie siedzenia i usiadłem za "kółkiem" odpalając silnik i ruszając z miejsca. Było mi strasznie szkoda Kim, bo jej smutny wyraz twarzy był bolesny także dla mnie, ale ja naprawde chce jej szczęścia, bez względu na to, co myślą inni.
~ . ~
Justin pojawił się po jakimś czasie, ale był jakoś dziwnie zdenerwowany i co chwilę zagryzał nerwowo swoje wargi. Zresztą.. przez całą drogę się do mnie nie odezwał, patrzył zamyślony przez siebie a ja tylko zerkałam na niego mając nadzieje, że zaraz powie mi coś typu "spotkamy się jeszcze", a tu nic. I zaczęłam przekonywać się, że nasza wczorajsza rozmowa na temat tego, że nie powinnam być tak traktowana to zwykła ściema, pewnie chciał tylko zdobyć moje zaufanie. Naiwna debilka.
Znaleźliśmy się na przedmieściach Miami, dokładnie tam, gdzie zaraz miałam wysiąść. Chciałam odpiąć pas, bo brakowało ze sto metrów, abyśmy byli na miejscu, jednak Justin zakazał mi cokolwiek robić.
- ominąłeś wjazd. - spojrzałam na szatyna, jednak ten przyspieszył a ja prawie dostałam zawału.
- co ty robisz? - zapytałam nie uzyskując żadnej odpowiedzi. Boże, co mu teraz odpieprzyło? Przecież on miał taki poziom ciśnienia, że myślałam, że on tutaj zaraz wybuchnie, przysięgam. Moje serce zaczęło uderzać jeszcze szybciej, gdy skręciliśmy na jakąś polną drogę którą otaczał żółty rzepak. "Teraz pewnie zawiezie mnie do jakiegoś swojego kumpla i pokaże mi, że wcale nie jest taki kurwa kochany, jaki był jeszcze niedawno. Jest taki sam jak każdy, jest zwykłym chujem" Wykrzyczałam w myślach zaciskając swoje dłonie na udach, szczerze? Miałam ochote się rozryczeć. Nagle Bieber zatrzymał się przed jakaś drewnianą chatką wyłączając silnik a gdy po tym na mnie spojrzał, to poczułam się jakbym mu zabiła rodzinę. Boże, co się stało z tym wczorajszym Justinem..
- co ja ci zrobiłam, co? - zapytałam próbując opanować głos który zaczął drżeć. Bieber pokręcił tylko głową i przytknął szybkim ruchem chusteczkę do moich ust i nosa. Zaciągnęłam się niekontrolowanie i nagle zaczęło wszystko cichnąć. Słyszałam przez mgłę słowa jakiegoś młodego chłopaka, który wołał do Justina, że samolot odlatuje za dwie godziny, ale nie byłam w stanie zareagować, bo przestałam panować nad wszystkim. Moje powieki stały się ociężałe, gdy jeszcze poczułam dłoń szatyna na swoim policzku słysząc wręcz dokładnie jego słowa i czując jego oddech na swojej szyi.
- lecimy do Rio, moja piękna..
A potem tak po prostu straciłam kontakt z rzeczywistością..
Jezu co tu sie dzieje heheh :D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny bo jestem ciekawa co się stanie <3
A i dziękuje bardzo za Dedyka <3